Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą e-naturalne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2012

Jak dbam o twarz + Liebster Blog vol.2

Dziś post bardzo rozbudowany, jako że w weekend zabrakło mi weny twórczej i ogólnie nie mogłam się ogarnąć. W sumie chyba dalej nie mogę się ogarnąć, ale jestem na dobrej drodze ;)
Przy okazji doszłam do wniosku, że biedronki wcale nie są aż tak ładniutkie i fajniutkie jak wyglądają. Te azjatyckie potrafią gryźć. I to mocno. Zwracam honor biedronkom, za łóżkiem znalazłam garść pluskiew i to one mnie żarły. Mam nadzieję, że kąpiel w proszku do prania z dodatkiem (sporym) wybielacza wytłucze te pozostałości, których z zimną krwią nie rozgniotłam. (Musiałam przynieść sobie taką "niespodziankę" z pociągu, bo jeszcze się po domu nie rozlazły...) A jak ugryzą alergika, to rzeczony alergik utyka. Już nie lubię biedronek, o. Biedronki są wporzo :P

Na początek kontynuuję temat dbania o siebie. O włosach piszę niemal cały czas, o stopach też już coś wspominałam - pora na twarz. Niegdyś zachwycałam się mydełkiem siarkowym, potem zamówiłam mydło Aleppo i wypróbowałam krem z kwasem migdałowym. Było lepiej, ale naprawdę dobrze zaczyna się robić teraz :)
Mój arsenał w walce z trądzikiem: mydło Aleppo, serum nawilżające i tonik by Lorri.
No to po kolei:
Mydło Aleppo - uwielbiam. Uważam, że nie ma nic lepszego dla mojej skóry niż to mydełko. Mam zamiar wypróbować jeszcze kilka jego odmian. Sprawdza się na twarzy ale też na całym ciele - wysusza niedoskonałości na plecach i - nie wiem, skąd akurat tam wzięły się krostki - na brzuchu i linii pod stanikiem. Zapach mydła obecnie uważam za przyjemny, męczy mnie trochę to, że jest tak wydajne, zużyłam dopiero pół kostki... Mydełko zasusza niepożądane zmiany skórne, zmniejsza też pory. Na początku odrobinę przesuszało skórę, obecnie chyba się przyzwyczaiła. Używam dwa razy dziennie.

Serum intensywnie nawilżające (algi, hialuron, hydromanil, pantenol, NMF) z e-naturalne - uwielbiam to uczucie ukojenia skóry, jakie daje mi kilka kropel tego serum. Skóra rzeczywiście jest nawilżona, miękka, przyjemna w dotyku. Jedyny minus jest taki, że ciut "wali rybą", ale taki urok alg :)
Używam na dzień.

Tonik (aloes, niacynamid, kwas mlekowy i hydrolat - u mnie obecnie z zielonej herbaty) by Lorri - cztery składniki i działanie, jakiego nie powstydziłby się żaden tonik drogeryjny. Z początku skóra była zaczerwieniona i trochę piekła, ale po kilku dniach się przyzwyczaiła (mam chyba pancerną twarz :P). Obyło się bez wyraźnej wylinki, choć skóra się łuszczy, ale przekonałam się o tym dopiero wtedy, kiedy przypadkiem potarłam policzki dłonią w rękawiczce :)
To jest główny winowajca moich pomniejszonych i płytszych porów, a także mniej widocznych zaczerwienień. Używam na noc.

A efekty?
Tak wyglądają "kratery" na policzkach.
A tak nos; w maju zachwycałam się jeszcze efektami mydełka siarkowego :)
I nie, zdjęcie z listopada wcale nie jest niewyraźne, to moje "kratery" nosowe straciły na wyraźności :)
Prawie przestałam spotykać na twarzy niespodzianki, czoło mam już czyste :)
Jak na razie uważam swoją twarzową pielęgnację za doskonałą, raz na tydzień peeling, czasem jakaś maseczka i będzie naprawdę git. A latem chyba wrócę do kwasu migdałowego, żeby nie stracić tych efektów.

I kolejna część notki - część TAGowa. Zostałam oTAGowana przez di, której bardzo dziękuję za nominację, a Was zapraszam na jej bloga :)

Di przygotowała 11 pytań, ale jak zwykle nie spodziewajcie się po mnie błyskotliwych i dowcipnych odpowiedzi ;)
1. Kosmetyczna wpadka. 
Kiedyś wymarzyłam sobie, że pofarbuję włosy. Wypróbowałam chyba trzy różne szamponetki, kolor: granatowa czerń. Jak w końcu kolor chwycił, to szybko spłukał się do koloru fioletowego...

2. Z jakim bohaterem literackim/filmowym/serialowym się utożsamiasz? 
Nie mam chyba takiej postaci.

3. Ulubiona potrawa. 
Lubię smak sushi, a mogę obżerać się frytkami :)

4. Autorytet z lat dzieciństwa. 
Nie miałam :)

5. Sposób na chandrę. 
Długi spacer, ciekawa książka, blogi, dobra muzyka, zabawa z psem, włosowe spa.

6. Ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. 
Bardzo podobne do opisanych w punkcie 5.

7. Ulubiona blogerka. 
Nie mam jednej ulubionej. Te, które lubię podczytywać obserwuję ;)

8. Sentyment z dzieciństwa (bajka, zapach, zabawka, itp.) 
Zapach choinki, mandarynek, trzeszczący pod butami śnieg i zamarznięte kałuże.

9. Humanista, artysta czy umysł ścisły? 
2w1 :) Uwielbiam zatracać się w literaturze, filozofii, ale matematyka, fizyka, chemia też nie są mi obce :)

10. Ulubione półprodukty do pielęgnacji z kuchni. 
Miód, jajko, jogurt. I kakao, ale to wewnętrznie ;)

11. Ideał włosowy do którego dążysz? (opis wymarzonych włosów lub włosy konkretnej osoby)
Włosy do pasa, może dłuższe. Proste, bez rozdwajających się końcówek, nawilżone, odżywione, błyszczące. I zdrowa skóra głowy.

Zamieściłam już swoje pytania, ale nie TAGowałam nikogo konkretnego. Tym razem będzie tak samo :)

PS. Znacie jakiś sposób na pozbycie się z mieszkania biedronek? Ktoś poradził mi kadzidło waniliowe, ale że nie znalazłam, zapaliłam podgrzewacz o takim zapachu - ładnie pachnie :) Mam nadzieję, że będzie skuteczne...  

wtorek, 9 października 2012

Jak robię swój tonik 3w1?

Wczoraj nie miałam humoru. Włosy też nie, bo jakieś takie nijakie były. A skóra głowy to już w ogóle kaprysić zaczęła...
Cóż było robić? Poszłam do kuchni. Obładowana półproduktami i z myślą, że skończył mi się mój najwspanialszy tonik i że przecież sam się nie zrobi. A potem wróciłam do pokoju po aparat, żeby swoje starania udokumentować :)

Czego będziemy potrzebować?

Na zdjęciu widać:
kwas salicylowy
alantoinę
aloes zatężany 10x
hydromanil
żel hialuronowy
nanosrebro
niacynamid (witamina B3)
Do sweet foci nie załapały się kwas mlekowy 75% oraz wodorowęglan sodu (w moim przypadku soda oczyszczona), które również brały udział w tworzeniu toniku. Ot, musiałam po nie wrócić do pokoju a o ponownym zdjęciu zapomniałam :)

Potrzebne będą też:
garnczek z wodą (łaźnia wodna)
woda, najlepiej przegotowana, idealna byłaby destylowana albo demineralizowana
waga
łyżeczki z miarką
alkohol do dezynfekowania powierzchni
bagietka
ręczniki papierowe
papierki lakmusowe

Zaczynamy od dodania kwasu salicylowego do wody. Ja nalałam 35ml wody i do tego dodałam 5g kwasu salicylowego. Dolałam też kilka kropel kwasu mlekowego, który dodatkowo zakwasił roztwór.
Kwas salicylowy, kwas mlekowy i alantoina to trzy składniki, które działają jednocześnie złuszczająco i nawilżająco. 

Widzimy, że kwas salicylowy niezbyt chętnie nam się rozpuszcza. Jak temu zaradzić? Tu na scenę wkracza wodorowęglan sodu.
Należy go dodawać w małych dawkach, inaczej wszystko może nam wykipieć :)
Oczywiście po każdej porcji wodorowęglanu mieszamy nasz roztwór bagietką aż piana opadnie :)
W cieplejszej wodzie kwas salicylowy rozpuszcza się szybciej.
Kiedy roztwór stanie się klarowny, nie będą w nim pływały żadne kryształki (może to trochę potrwać; mój aparat z dezaprobatą zapiszczał, że mu się nudzi i sam się wyłączył :P) możemy go wyciągnąć z garczka i postawić na kawałku papierowego ręcznika.

Tutaj mała wskazówka, jeśli chodzi o BHP :)
Wiadomo, że wszystkie sprzęty należy przetrzeć wacikiem nasączonym alkoholem albo nawet wlać małą ilość alkoholu i dokładnie obmyć nią każdą ściankę naczynia celem zdezynfekowania.
Co jednak z ręcznikiem papierowym? Przecież on też jest dotykany jeśli chcemy urwać sobie listek. Rękawiczki? Można. Ale można też odwrócić ten listek tak, żeby strona, którą przylegał do rolki, była na górze. Innymi słowy - żeby te "końce" listka były wywinięte do góry. Tam raczej się ręcznika nie dotyka, więc i bakterii jest mniej :)
Coś jeszcze, tym razem odnośnie zakrętek: jeśli mamy wybór, czy położyć zakrętkę wierzchem do góry, czy też odwrócić ją do góry nogami, tak żeby ta strona, która ma kontakt z buteleczką była skierowana do góry*, wybieramy tę drugą opcję. Dlaczego? Ano dlatego, że w powietrzu mamy mniej drobnoustrojów niż na blacie, więc ryzyko ich przedostania się do półproduktu albo końcowego produktu jest niższe.
*Opis jest zagmatwany, więc teraz zdjęcie - tak jest dobrze ;)

Mamy już dwa składniki naszego toniku, dodajemy teraz szczyptę alantoiny, 2ml żelu hialuronowego, 1ml hydromanilu i 5ml zatężonego 10x aloesu. Za pomocą łyżeczki 2ml odmierzamy porcję niacynamidu (dziękuję italiano, że zauważyłaś). Dzięki temu będziemy mieli pewność, że skóra głowy nie będzie wysuszona a i składniki toniku będą mogły dostać się głębiej naskórka.
Kolejny etap to sprawdzenie pH. Liposomy z nanosrebrem (składnik antybakteryjny i przeciwgrzybiczy) nie lubią zbyt niskiego, kwaśnego pH, ani też zbyt wysokiego, zasadowego pH. Łapiemy więc papierek lakmusowy i sprawdzamy. pH powinno wynosić ok. 8.
Co teraz? Liposomy niby lubią pH w zakresie 4-8, ale też nasza skóra niekoniecznie dobrze zareaguje na zbyt zasadowe pH. Za pomocą kwasu mlekowego obniżamy więc pH do ok. 6.
(Tutaj muszę się przyznać, że chciałam, naprawdę chciałam zrobić zdjęcie, jakie wyszło pH mojego toniku, niestety za każdym razem papierek albo topił się w zlewce, albo po chwili kapnęła mi tam kropla kwasu mlekowego. Niezdarna ja bardzo przeprasza za niedogodności.)

Kiedy już wyregulowaliśmy pH, możemy dodać olejku eterycznego. Ja, zakochana w zapachu eukaliptusa, dodałam kroplę albo dwie właśnie tego olejku.

A tak wygląda gotowy tonik :)
Można go teraz przelać do buteleczki, ja polecam taką z kroplomierzem, są bardzo wygodne :)

Ma nadzieję, że komuś przyda się taki właśnie poradnik i będziecie mogły/mogli sami stworzyć swój tonik. Rzecz jasna nie jest to przepis na Jedyny Słuszny Tonik Do Skóry Głowy, ten przepis jest ciągle zmieniany, modyfikowany i dopasowywany do aktualnych potrzeb mojej skóry głowy. Jedyne czego nie zmienimy to pH, które musi być odpowiednie dla liposomów. No chyba, że z liposomów zrezygnujemy ;)

Mam nadzieję, że nie zanudziłam, a przy okazji wyjaśniłam nieco tajniki powstawania toniku 3w1 :)

niedziela, 7 października 2012

Tag: Październik miesiącem maseczek i pierwsza recenzja :)

No i kolejny tag, tym razem bardziej długoterminowy - zabawa będzie trwała przez cały październik :)
Zostałam oTAGowana przez maxcom, za co serdecznie dziękuję :)


Oto jak autorka opisuje zasady swojej zabawy:
Czas trwania: PAŹDZIERNIK
Celem tagu jest:
- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.

Zasady tagu:
- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu MALINY (testykosmetyczne.blogspot.com),
- umieścić zasady tagu w poście na swoim blogu,
- dopisz się do listy obserwatorów MALINY (testykosmetyczne.blogspot.com) ,
- napisz, kto Cię otagował,
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki,
- otaguj minimum 5 osób.

Od razu mogę się pochwalić, że dziś już jedną maseczkę wypróbowałam. Jest to maska algowa peel-off z acerolą i witaminą C, którą swego czasu zamówiłam na stronie e-naturalne.pl.


Maskę trzeba sobie najpierw przygotować, rozcieńczając porcję (ok. 2,5ml na twarz wystarczy) z trzema porcjami wody (a więc ok. 7,5ml). Po wymieszaniu (nigdy nie udało mi się uzyskać postaci bez grudek) maska nabiera różowego koloru, przywodzącego mi na myśl koktajl truskawkowy. Nakładać należy ostrożnie, omijając okolice brwi i włosów, albowiem maskę trzeba później z twarzy zdjąć :)

Ja przed nałożeniem maski, posmarowałam twarz olejkiem z pachnotki.
Po 20 minutach maskę zdjęłam. Aby pozbyć się bardziej opornych kawałków delikatnie starłam je opuszkami palców ;)

Efekty?

  • Dużo mniej widoczne pory
  • Skóra wydaje się bardziej nawilżona i oczyszczona
  • Przebarwienia stały się mniej widoczne
  • Cera wydaje mi się świeższa, jakby bardziej... zdrowa :)
Dla utrwalenia efektu nałożyłam na twarz także serum intensywnie regenerujące, również z algami i również z e-naturalne :)

Do zabawy zapraszam te osoby, po których spodziewam się jakichś ciekawych maseczek, a więc:

PS. Udało mi się zdobyć nowe akumulatorki do aparatu, bo ostatnie wyzionęły ducha. Teraz będzie dużo aparatowych zdjęć, żegnajcie słabe jakościowo zdjęcia z telefonu!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Wzbogacony tonik, mgiełka 2w1 i żel aloesowy - czyli ciąg dalszy zabaw z półproduktami :)

Jak w tytule - dziś znów wyprodukowałam sobie nowe "zabawki" ;)
Od lewej: wzbogacony tonik do skóry głowy, odżywka w psikaczu z e-naturalne, mgiełka 2w1 i żel aloesowy.
No to teraz po kolei:
Wzbogacony tonik do skóry głowy złuszczająco-nawilżająco-przeciwgrzybiczy (^^):
5% kwasu salicylowego
5% mocznika
szczypta alantoiny
10% zatężanego aloesu
5% hydromanilu
1% kwasu hialuronowego
1% nanosrebra
12 kropli kwasu mlekowego
wodorowęglan sodu dla ustalenia pH na poziomie ok. 6
68% woda

Zrobiłam tak, jak wcześniejsze wersje toniku. Najpierw wsypałam mocznik, kwas salicylowy i alantoinę do wody (z kwasem mlekowym) i ustaliłam pH na takim poziomie, by wszystko się ładnie rozpuściło, oczywiście za pomocą wodorowęglanu. Potem dolałam nawilżacze - hydromanil, kwas hialuronowy i aloes. Na koniec, przy pH właśnie ok. 6 dodałam liposomów z nanosrebrem.

Mgiełka 2w1:przeciwsłoneczna i odżywiająca:
1% oleju z pestek malin
1% oleju (masła) shea
1% d-pantenolu
1% hydrolizatu keratyny
1% ekstraktu wzmacniającego włosy
1% żelu hialuronowego
1% kompleksu witamin all-in-one
5% hydrolatu z oczaru
10% zatężanego aloesu
78% wody

Jak widać - lubię produkty wielofunkcyjne. Jeszcze jej nie próbowałam, mam nadzieję, że nie będzie obciążała moich włosów.

Żel aloesowy:
zasugerowałam się przepisem ze strony ZSK
10% wyciągu z aloesu
5% d-pantenolu
1% kompleksu witaminowego all-in-one
83-82% wody
1-2% gumy ksantanowej

Bardzo ładnie się wchłania i smaruje, ma łagodzić podrażnienia i ogólnie nawilżać.

Przy okazji zapisywania się do bazy bloggerek Siempre la belleza miałam zagwozdkę, co do koloru moich włosów. Zapytałam chłopaka "Eeee... Brązowe". Zapytałam mamę: "Ciemny blond". Spojrzałam w lustro: jakieś-takieś jasnobrązowe z blond pasmami i rudawymi refleksami.
A tak wyglądają przy mocniejszym oświetleniu z góry:
Zapisałam się jako jasny brąz / ciemny blond :)

sobota, 4 sierpnia 2012

Pracowita sobota :)

Witajcie! :)
Strasznie długo mnie nie było, ale wcale nie zapomniałam o nowych notkach. Wręcz przeciwnie - mam sporo nowych pomysłów! Drżyjcie :P

W zeszłą sobotę wybyłam sobie nad morze, żeby wraz z moim chłopięciem "naładować akumulatory". Uwielbiam szum morza, kołysanie się na falach i ten mięciutki pasek pod stopami ^^
Oczywiście jestem typem ludzia, którego tak łatwo z wody nie wypędzisz. Wychodziłam tylko wtedy, kiedy groziło mi odgryzienie sobie języka z powodu szczękania zębami. Włosy nie miały (a kiedyś miały?) ze mną lekko. Ale dbałam o nie... No, starałam się. Mycie szamponem Babydream i zabezpieczanie przed każdą kąpielą w morzu kremem do rąk z Biedronki (i mina mojego chłopaka, jak pierwszy raz posmarowałam włosy kremem do rąk - typowe WTF?!) miało sprawić, że włosy przetrwają moje szaleństwa. I jak na razie włosy posiadam ;)
Szampon Babydream bardzo dobrze sprawdził się też jako żel pod prysznic. W pokoju wodę mieliśmy... dziwną. Była biała i zostawiała taki dziwny "film" na skórze. Bałam się, że wysuszy mnie na wiór, ale tak się nie stało.
Oczywiście, jak to ja, spaliłam się na słońcu. Oczywiście, smarowałam się kremami z filtrem, ale nie pomyślałam, żeby wysmarować się już wtedy, gdy wędrowaliśmy w poszukiwaniu pokoju. No i miałam buraczka na dekolcie i ramionach :x

Po kilku dniach słodkiego lenistwa przyszedł czas, by powrócić do szarej rzeczywistości. Chłopię sobie pojechało do domu, a ja... do pracy. Na szczęście, dziś mam wolne i dzień dzisiejszy spędziłam bardzo produktywnie :)
Ukręciłam dwa kremy do stóp - dla moich rogowaciejących pięt i pękających pięt rodzicielki.
Bazowałam na dwóch przepisach ze strony ZSK: dla mnie krem z 15% mocznika i 5% kwasu mlekowego i dla mamy mazidło z lanoliną i masłem shea. W tym drugim przypadku źle spojrzałam na przepis i wlałam tylko 4ml maceratu z nagietka, ale nie odbiło się to jakoś szczególnie na konsystencji kremu. Powstało takie fajne, żółciutkie masło, mam nadzieję, że mamie się spodoba i pomoże :)

Machnęłam też sobie odżywkę do włosów w spreju z e-naturalne, potem dopiero wpadłam na pomysł, by dodać do niej jeszcze keratyny i ekstraktu wzmacniającego włosy. No ale nic nie szkodzi, jak tylko nieco ubędzie w buteleczce, to zrobię dolewkę ;)

Miałam też w planach wykonanie mazidła do skóry głowy i wzbogaconej wersji toniku z kwasem salicylowym i aloesem, niestety - poległam zapachowo po dodaniu L-cysteiny. Większego śmierdziela nie znam. I chyba nie chcę poznać. Szkoda mi tylko mocznika, który wraz z jedną porcją mazidła wylądował w zlewie :(
Toniku ani mazidła nie zrobiłam, wolałam wywietrzyć kuchnię :P
Może znacie jakiś sposób na zamaskowanie tego smrodku?
Jutro zabieram się do kolejnego podejścia do mazidła, zrobienia toniku i może jeszcze mgiełki i serum na końcówki :)

Minął miesiąc mojego smarowania się kremem Clotrimazolum 1% i zbieram się do stworzenia notki z podsumowaniem. Kupiłam już sobie nowe smarowidło przeciwgrzybicze, ale jeszcze Wam nie zdradzę jakie.

czwartek, 26 lipca 2012

I po zakupach... :)

- Zamorduję cię! - słyszę głos Rodzicielki.
- Ale za co?
- Wczoraj dwie paczki, dzisiaj dwie paczki... Ileż można?
I zaczyna opowiadać... Otóż kochana Poczta Polska odwiedziła nasze skromne progi dwa razy, za każdym razem z paczuszką dla mnie. Pierwszy raz o godzinie 9-tej rano...
- Wstałam. Nie wiedziałam jak się nazywam, oczywiście w piżamce. Pan do mnie, żebym wyszła na klatkę, bo on o tej porze do domu nie będzie właził. Ja na to, że o tej porze to ja na klatkę nie wyjdę. No to wszedł... Potem znowu przyszedł.
- Ten sam?
- Tak, ten sam. Siedziałam na balkonie, w krótkiej koszulce, bez stanika. No ubaw po pachy - zakończyła, podczas gdy ja starałam się nie udusić ze śmiechu.

W każdym razie, wszystkie moje zamówione produkty przyszły :)
Popatrzcie, ile tego teraz mam ^^

Na początek grzebień, do którego dołączona miała być gratis kostka szamponu do włosów Lush.
Poraziła mnie swoją wielkością. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się ją zużyć...


Wagę otrzymałam przede wszystkim naprawdę porządnie opakowaną -  męczyłam się z odpakowywaniem dobre 5 minut. Ten gratis podobał mi się bardziej ;)

Patrzcie, ileż tego jest :D
Mam zamiar zrobić sobie duuużooo dobroci :)

 
A procesowi rozpakowania dwóch paczek z półproduktami przyglądał się ten pan ;)
Myślę jednak, że bardziej od półproduktów spodobały mu się kartony :)

niedziela, 22 lipca 2012

Zakupów czar... :)

Wypłata to chyba najprzyjemniejsza rzecz w mojej pracy :)
Odgrażałam się, że jak tylko pieniądze wpłyną na moje konto, zrobię półproduktowe zakupy. Już wcześniej przygotowałam sobie listę potrzebnych składników, według tego, jakie mieszanki chcę sobie przygotować i na co. Porównałam ceny w dwóch sklepach: ZróbSobieKrem i e-naturalne. I wreszcie - skompletowałam zamówienie i nawet już je opłaciłam ;)

źródło: http://uperfumowac.info/
Zanim jednak wyczyściłam zasoby wymienionych już sklepów, zajrzałam na allegro. Tam najpierw poszukałam wagi jubilerskiej - jak już zacząć kręcenie, to na całego. Wieki zajęło mi znalezienie sprzedawcy, który miałby więcej niż 95% komentarzy pozytywnych, w tym 0 negatywów w ciągu ostatnich 7 dni. Jestem na tym punkcie naprawdę wyczulona i może właśnie dlatego nie miałam jeszcze nieprzyjemnych niespodzianek... W końcu udało mi się znaleźć sprzedawcę o niemal kryształowej opinii - 100% komentarzy pozytywnych.
Drugą rzeczą jaką zamówiłam na allegro był grzebień. Drewniany grzebień. Detangling Comb z The Body Shop, o taki. A wzięło się to stąd, że na rozmowie kwalifikacyjnej miałam sprzedać właśnie grzebień osobie, która włosów nie ma. I udało mi się ;)

A co kupiłam z półproduktów?
Moja lista zajęła mi całą kartkę A4. A piszę maczkiem ;)
Podzieliłam ją sobie na 5 części:

1. Mazidło do skóry głowy:
mocznik
kwas salicylowy
D-pantenol
alantoina
kompleks witamin all-in-one
wyciąg z aloesu zatężany 10x
hydrolat z zielonej herbaty
L-cysteina
hydromanil
kwas hialuronowy
guma ksantanowa

2. Serum do włosów z jedwabiem:
olej arganowy
olej z orzechów macadamia
olej z avocado
ekstrakt wzmacniający włosy
hydrolizat keratyny
proteiny jedwabiu

3. Mazidło na popękane pięty dla mamy:
lanolina
wosk pszczeli
masło shea (karite)
macerat z marchewki (jest zniżka 30% po wpisaniu hasła "opalanie" :D)
macerat z nagietka
(D-pantenol)
(mocznik)

4. Na moje rogowaciejące pięty:
MGS
alkohol cetylowy
frakcjonowany olej kokosowy
(lanolina)
(masło shea (karite))
hydrolat szałwiowy
(mocznik)
(kwas mlekowy - mam w domu)
gliceryna roślinna
alantoina

5. Pozostałe:
hydrolat oczarowy
olej z pestek malin
biosiarka
papierki lakmusowe
pipeta pasteurówka
liposomy z nanosrebrem
4 plastikowe pojemniki 50ml
2 opakowania airless
2 butelki z atomizerem 100ml
P-4C
hydrolat z róży stulistnej

Poza wymienionymi mazidłami, mam zamiar stworzyć sobie mgiełkę przeciwsłoneczną do włosów i wypróbować wodę micelarną do twarzy i nie tylko ;)
No i ciekawa jestem tej odżywki. Przy mieszaniu nie dodam gliceryny, bo skóra głowy jej nie lubi, zastąpię ją kwasem hialuronowym albo hydromanilem.
Chyba jeszcze bardziej ciekawa jestem tych liposomów z nanosrebrem. Nie wiem jeszcze, w jaki sposób będę je stosować, pewnie dodam do mazidła albo wzbogacę nimi tonik.

Jestem ciekawa miny mojej babci, kiedy kurierzy zastukają do drzwi :D
Może macie jeszcze jakies pomysły co do tego, jak wykorzystać któreś z tych półproduktów? :)