Przeczytałaś coś kiedyś o ŁZS (Łojotokowym Zapaleniu Skóry) i większość objawów pasuje do Twoich?
Twoje włosy bardzo szybko się przetłuszczają? Na skórze głowy pojawiają się zaczerwienienia, podrażnienia, krostki, łuska? Po przejechaniu paznokciem po skórze, pod nim zostaje biały osad? Twoja głowa czasem dziwnie pachnie?
A może ktoś podesłał Ci linka do mojego bloga?
Jeśli przynajmniej na jedno pytanie odpowiedziałaś "TAK", zapraszam do lektury :)
Ostatnio eksperymentowałam ze złuszczaniem łuski, eksperyment uznałam za udany, ponieważ na głowie łuska już nie gości. Pojawiło się jednak coś innego, również związanego z ŁZS. Kto zgadł, że chodzi mi o zapaszek, ręka w górę! Świetnie ;)
Zapaszek świadczy o obecności i wzmożonej działalności drożdżaków na powierzchni skóry. Od tego do łuski bardzo blisko. Postanowiłam wytoczyć przeciwko grzybom ciężka artylerię i sięgnęłam po... jogurt ;)
Pozwolę sobie przypomnieć wpis o zbawiennym działaniu jogurtu naturalnego na skórę głowy. Tym razem jednak poza jogurtem dodałam jeszcze dwa składniki i dopiero taką mieszankę nałożyłam na skórę głowy.
Moja mieszanka wyglądała tak:
3 łyżeczki jogurtu naturalnego
1 łyżeczka białej glinki
1 łyżeczka miodu
Biała glinka ma za zadanie zaabsorbować wszystek łój z mojej skóry i dostarczyć jej odpowiednich składników mineralnych (glin, krzem, cynk...). Jogurt ma dostarczyć żywych, kultur bakterii, które w kulturalny sposób przegonią drożdżaki z mojej skóry głowy i na skórze głowy zapanuje ład i harmonia. Miód (gwóźdź programu) jako naturalny antybiotyk pomoże bakteriom z jogurtu przegonić drożdżaki, a także zaopiekuje się skórą głowy.
Część maski nałożyłam też na długość włosów.
Założyłam czepek, owinęłam głowę ręcznikiem i poczekałam 45 minut.
Wydaje mi się, że miód nieco wyprostował i wygładził moje włosie :)
Są też sypkie, widocznie nawilżone i przyjemne w dotyku.
Ale co najważniejsze, zapaszek się nie pojawił. Może to dziwne, ale jestem szczególnie wyczulona na zapachy dochodzące z mojej skóry głowy. Po ostatnim myciu nieznaczny zapaszek pojawił się już na drugi dzień, ale dzielnie wytrwałam do wieczora, posmarowałam skórę głowy maścią przeciwgrzybiczą (Terbilum) i zbierałam środki do kolejnego uderzenia ;)
Dziś rano dla wzmocnienia efektu posmarowałam skórę głowy maścią Terbilum.
I się udało. Liczę na to, że poza częstszym myciem włosów i skóry głowy już nie będę musiała przypuszczać podobnych ataków na ŁZS...
I na koniec, zupełnie niewłosowo - dwie piosenki, które ciągle za mną chodzą. Genialne :)