Tak to już bywa, że jeśli chcę się czymś pochwalić, pojawia się przeszkoda. Przeszkoda pojawiła się już na początku stycznia (!), zagoiła się, ale ślad pozostał. I wygląda na to, że swoją pielęgnację będę musiała poszerzyć, stąd zdecydowałam się notkę opublikować, może coś doradzicie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tonik. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 lutego 2014
środa, 15 maja 2013
Będzie o tonikach...
Tonik i mydło to ostatnio moje absolutne minimum w pielęgnacji twarzy. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z cerą trądzikową, czyli będąc jeszcze "młodszą młodzieżą", nie przepadałam za tonikami. Większość z tych, które stosowałam było na bazie alkoholu, co było czuć - był ten alkoholowy smrodek i ściągnięcie i podsuszenie skóry. Bardzo często przy aplikacji czułam nieprzyjemne pieczenie i szczypanie, a skóra była zaczerwieniona. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że brak toniku będzie mi doskwierał, wybuchnęłabym śmiechem ;)
wtorek, 9 października 2012
Jak robię swój tonik 3w1?
Wczoraj nie miałam humoru. Włosy też nie, bo jakieś takie nijakie były. A skóra głowy to już w ogóle kaprysić zaczęła...
Cóż było robić? Poszłam do kuchni. Obładowana półproduktami i z myślą, że skończył mi się mój najwspanialszy tonik i że przecież sam się nie zrobi. A potem wróciłam do pokoju po aparat, żeby swoje starania udokumentować :)
Czego będziemy potrzebować?
Na zdjęciu widać:
kwas salicylowy
alantoinę
aloes zatężany 10x
hydromanil
żel hialuronowy
nanosrebro
niacynamid (witamina B3)
Do sweet foci nie załapały się kwas mlekowy 75% oraz wodorowęglan sodu (w moim przypadku soda oczyszczona), które również brały udział w tworzeniu toniku. Ot, musiałam po nie wrócić do pokoju a o ponownym zdjęciu zapomniałam :)
Potrzebne będą też:
garnczek z wodą (łaźnia wodna)
woda, najlepiej przegotowana, idealna byłaby destylowana albo demineralizowana
waga
łyżeczki z miarką
alkohol do dezynfekowania powierzchni
bagietka
ręczniki papierowe
papierki lakmusowe
Zaczynamy od dodania kwasu salicylowego do wody. Ja nalałam 35ml wody i do tego dodałam 5g kwasu salicylowego. Dolałam też kilka kropel kwasu mlekowego, który dodatkowo zakwasił roztwór.
Kwas salicylowy, kwas mlekowy i alantoina to trzy składniki, które działają jednocześnie złuszczająco i nawilżająco.
Widzimy, że kwas salicylowy niezbyt chętnie nam się rozpuszcza. Jak temu zaradzić? Tu na scenę wkracza wodorowęglan sodu.
Należy go dodawać w małych dawkach, inaczej wszystko może nam wykipieć :)
Oczywiście po każdej porcji wodorowęglanu mieszamy nasz roztwór bagietką aż piana opadnie :)
W cieplejszej wodzie kwas salicylowy rozpuszcza się szybciej.
Kiedy roztwór stanie się klarowny, nie będą w nim pływały żadne kryształki (może to trochę potrwać; mój aparat z dezaprobatą zapiszczał, że mu się nudzi i sam się wyłączył :P) możemy go wyciągnąć z garczka i postawić na kawałku papierowego ręcznika.
Tutaj mała wskazówka, jeśli chodzi o BHP :)
Wiadomo, że wszystkie sprzęty należy przetrzeć wacikiem nasączonym alkoholem albo nawet wlać małą ilość alkoholu i dokładnie obmyć nią każdą ściankę naczynia celem zdezynfekowania.
Co jednak z ręcznikiem papierowym? Przecież on też jest dotykany jeśli chcemy urwać sobie listek. Rękawiczki? Można. Ale można też odwrócić ten listek tak, żeby strona, którą przylegał do rolki, była na górze. Innymi słowy - żeby te "końce" listka były wywinięte do góry. Tam raczej się ręcznika nie dotyka, więc i bakterii jest mniej :)
Coś jeszcze, tym razem odnośnie zakrętek: jeśli mamy wybór, czy położyć zakrętkę wierzchem do góry, czy też odwrócić ją do góry nogami, tak żeby ta strona, która ma kontakt z buteleczką była skierowana do góry*, wybieramy tę drugą opcję. Dlaczego? Ano dlatego, że w powietrzu mamy mniej drobnoustrojów niż na blacie, więc ryzyko ich przedostania się do półproduktu albo końcowego produktu jest niższe.
*Opis jest zagmatwany, więc teraz zdjęcie - tak jest dobrze ;)
Mamy już dwa składniki naszego toniku, dodajemy teraz szczyptę alantoiny, 2ml żelu hialuronowego, 1ml hydromanilu i 5ml zatężonego 10x aloesu. Za pomocą łyżeczki 2ml odmierzamy porcję niacynamidu (dziękuję italiano, że zauważyłaś). Dzięki temu będziemy mieli pewność, że skóra głowy nie będzie wysuszona a i składniki toniku będą mogły dostać się głębiej naskórka.
Kolejny etap to sprawdzenie pH. Liposomy z nanosrebrem (składnik antybakteryjny i przeciwgrzybiczy) nie lubią zbyt niskiego, kwaśnego pH, ani też zbyt wysokiego, zasadowego pH. Łapiemy więc papierek lakmusowy i sprawdzamy. pH powinno wynosić ok. 8.
Co teraz? Liposomy niby lubią pH w zakresie 4-8, ale też nasza skóra niekoniecznie dobrze zareaguje na zbyt zasadowe pH. Za pomocą kwasu mlekowego obniżamy więc pH do ok. 6.
(Tutaj muszę się przyznać, że chciałam, naprawdę chciałam zrobić zdjęcie, jakie wyszło pH mojego toniku, niestety za każdym razem papierek albo topił się w zlewce, albo po chwili kapnęła mi tam kropla kwasu mlekowego. Niezdarna ja bardzo przeprasza za niedogodności.)
Kiedy już wyregulowaliśmy pH, możemy dodać olejku eterycznego. Ja, zakochana w zapachu eukaliptusa, dodałam kroplę albo dwie właśnie tego olejku.
A tak wygląda gotowy tonik :)
Można go teraz przelać do buteleczki, ja polecam taką z kroplomierzem, są bardzo wygodne :)
Ma nadzieję, że komuś przyda się taki właśnie poradnik i będziecie mogły/mogli sami stworzyć swój tonik. Rzecz jasna nie jest to przepis na Jedyny Słuszny Tonik Do Skóry Głowy, ten przepis jest ciągle zmieniany, modyfikowany i dopasowywany do aktualnych potrzeb mojej skóry głowy. Jedyne czego nie zmienimy to pH, które musi być odpowiednie dla liposomów. No chyba, że z liposomów zrezygnujemy ;)
Mam nadzieję, że nie zanudziłam, a przy okazji wyjaśniłam nieco tajniki powstawania toniku 3w1 :)
niedziela, 5 sierpnia 2012
Wzbogacony tonik, mgiełka 2w1 i żel aloesowy - czyli ciąg dalszy zabaw z półproduktami :)
Jak w tytule - dziś znów wyprodukowałam sobie nowe "zabawki" ;)
| Od lewej: wzbogacony tonik do skóry głowy, odżywka w psikaczu z e-naturalne, mgiełka 2w1 i żel aloesowy. |
No to teraz po kolei:
Wzbogacony tonik do skóry głowy złuszczająco-nawilżająco-przeciwgrzybiczy (^^):
5% kwasu salicylowego
5% mocznika
szczypta alantoiny
10% zatężanego aloesu
5% hydromanilu
1% kwasu hialuronowego
1% nanosrebra
12 kropli kwasu mlekowego
wodorowęglan sodu dla ustalenia pH na poziomie ok. 6
68% woda
Zrobiłam tak, jak wcześniejsze wersje toniku. Najpierw wsypałam mocznik, kwas salicylowy i alantoinę do wody (z kwasem mlekowym) i ustaliłam pH na takim poziomie, by wszystko się ładnie rozpuściło, oczywiście za pomocą wodorowęglanu. Potem dolałam nawilżacze - hydromanil, kwas hialuronowy i aloes. Na koniec, przy pH właśnie ok. 6 dodałam liposomów z nanosrebrem.
Mgiełka 2w1:przeciwsłoneczna i odżywiająca:
1% oleju z pestek malin
1% oleju (masła) shea
1% d-pantenolu
1% hydrolizatu keratyny
1% ekstraktu wzmacniającego włosy
1% żelu hialuronowego
1% kompleksu witamin all-in-one
5% hydrolatu z oczaru
10% zatężanego aloesu
78% wody
Jak widać - lubię produkty wielofunkcyjne. Jeszcze jej nie próbowałam, mam nadzieję, że nie będzie obciążała moich włosów.
Żel aloesowy:
zasugerowałam się przepisem ze strony ZSK
10% wyciągu z aloesu
5% d-pantenolu
1% kompleksu witaminowego all-in-one
83-82% wody
1-2% gumy ksantanowej
Bardzo ładnie się wchłania i smaruje, ma łagodzić podrażnienia i ogólnie nawilżać.
Przy okazji zapisywania się do bazy bloggerek Siempre la belleza miałam zagwozdkę, co do koloru moich włosów. Zapytałam chłopaka "Eeee... Brązowe". Zapytałam mamę: "Ciemny blond". Spojrzałam w lustro: jakieś-takieś jasnobrązowe z blond pasmami i rudawymi refleksami.
A tak wyglądają przy mocniejszym oświetleniu z góry:
Zapisałam się jako jasny brąz / ciemny blond :)
sobota, 19 maja 2012
Jak uratować niewypał?
Znam, jak dotąd w 100% skuteczne (ach, ta statystyka - jak się ma tylko dwa eksperymenty za sobą to sobie mogę... :P) metody na uratowanie czegoś, co nam nie do końca wyszło.
Pierwsza z nich polega na samodzielnym kombinowaniu - tę strategię zastosowałam, kiedy po wyciągnięciu kremu z lodówki ujrzałam to:
Zrobiły się grudki, niektóre sobie radośnie w czymś pływały. Ani tego jakoś porządnie nabrać, ani rozsmarować... Tak nie może być. Cóż więc zrobić?
Po upewnieniu się, że nic się z nim nie zmieniło (data ważności, zapach, działanie), wyciągnęłam mieszadełko. I mieszałam, mieszałam, mieszałam... Aż zabił mnie komentarz mojej babci "A co ty, katar masz? No bo tak jakoś szeleścisz...". Jeśli nie macie babci, polecam mieszanie aż do uzyskania jednolitej konsystencji ;)
O takiej:
Ładniutki, prawda?
Stracił trochę na objętości (no dobra, część "objętości" została mi na biurku, jak za mocno machnęłam mieszadełkiem), ale od razu lepiej się nim smaruje. No i nie wygląda jak radośnie pluskające sobie białe glutki, tylko jak dostojny, poważny... krem :)
Inaczej rzecz się miała z tonikiem, który również mi nie wyszedł. Na dodatek z mojego powodu :)
Podejrzewam, że receptura zakładała, że tonik będzie miał pH coś koło 5, stąd zapisek, by regulować pH kwasem mlekowym. A że ja sobie to za bardzo do serca wzięłam, nalałam kwasiora za dużo i wyhodowałam piękne, dorodne igiełki kwasu salicylowego.
Co zrobić w takim przypadku?
Liczyć na pomoc mądrzejszych bloggerek :)
Tu duże ukłony w stronę Siempre, ale też italiany. Wiedźma też czasem coś ukręci, więc się zna :)
Siempre doradziła, bym odkwasiła nieco roztwór wodorowęglanem sodu. Machałam więc sobie łyżeczką 0,15ml i przeklinałam swoją rozrzutność w dozowaniu kwasu mlekowego. Udało mi się jednak ustalić dobre pH i obecnie tonik (już po skórnych testach) wylądował na mojej skórze głowy. O efektach napiszę kiedy indziej, ale już czuję, że działa, a mnie nic nie swędzi.
Jeśli jednak będę się zabierała jeszcze raz za jego przygotowanie, dodam najpierw odpowiednią ilość kwasu salicylowego, a potem dopiero wodorowęglan sodu. Pewnie znów się namacham tą łyżeczką, ale tak chyba będzie lepiej :)
Potem sobie zapiszę, ile takich porcji 0,15ml potrzebowałam i tego się będę stosować. O :)
Po dwóch takich doświadczeniach mam nauczkę:
Pierwsza z nich polega na samodzielnym kombinowaniu - tę strategię zastosowałam, kiedy po wyciągnięciu kremu z lodówki ujrzałam to:
Zrobiły się grudki, niektóre sobie radośnie w czymś pływały. Ani tego jakoś porządnie nabrać, ani rozsmarować... Tak nie może być. Cóż więc zrobić?
Po upewnieniu się, że nic się z nim nie zmieniło (data ważności, zapach, działanie), wyciągnęłam mieszadełko. I mieszałam, mieszałam, mieszałam... Aż zabił mnie komentarz mojej babci "A co ty, katar masz? No bo tak jakoś szeleścisz...". Jeśli nie macie babci, polecam mieszanie aż do uzyskania jednolitej konsystencji ;)
O takiej:
Ładniutki, prawda?
Stracił trochę na objętości (no dobra, część "objętości" została mi na biurku, jak za mocno machnęłam mieszadełkiem), ale od razu lepiej się nim smaruje. No i nie wygląda jak radośnie pluskające sobie białe glutki, tylko jak dostojny, poważny... krem :)
Inaczej rzecz się miała z tonikiem, który również mi nie wyszedł. Na dodatek z mojego powodu :)
Podejrzewam, że receptura zakładała, że tonik będzie miał pH coś koło 5, stąd zapisek, by regulować pH kwasem mlekowym. A że ja sobie to za bardzo do serca wzięłam, nalałam kwasiora za dużo i wyhodowałam piękne, dorodne igiełki kwasu salicylowego.
Co zrobić w takim przypadku?
Liczyć na pomoc mądrzejszych bloggerek :)
Tu duże ukłony w stronę Siempre, ale też italiany. Wiedźma też czasem coś ukręci, więc się zna :)
Siempre doradziła, bym odkwasiła nieco roztwór wodorowęglanem sodu. Machałam więc sobie łyżeczką 0,15ml i przeklinałam swoją rozrzutność w dozowaniu kwasu mlekowego. Udało mi się jednak ustalić dobre pH i obecnie tonik (już po skórnych testach) wylądował na mojej skórze głowy. O efektach napiszę kiedy indziej, ale już czuję, że działa, a mnie nic nie swędzi.
Jeśli jednak będę się zabierała jeszcze raz za jego przygotowanie, dodam najpierw odpowiednią ilość kwasu salicylowego, a potem dopiero wodorowęglan sodu. Pewnie znów się namacham tą łyżeczką, ale tak chyba będzie lepiej :)
Potem sobie zapiszę, ile takich porcji 0,15ml potrzebowałam i tego się będę stosować. O :)
Po dwóch takich doświadczeniach mam nauczkę:
- jak czegoś nie wiesz, pytaj, czytaj i jeszcze raz pytaj ;)
szczególnie o pH roztworów :) - papierki lakmusowe to fajna rzecz, ale trzymane w nieszczelnym opakowaniu już fajne nie są i kłamią
- czasem "genialne" pomysły (rozwarstwiło się, to zmieszam znowu) są najlepsze ;)
środa, 16 maja 2012
Sama sobie zrobiłam...
Dzisiejsza notka miała być radosna. Niestety, nie będzie. Podłapałam doła.
Podzielę ją sobie na trzy części.
Więc po kolei:
1. Maska z białą glinką i jogurtem naturalnym.
Przygotowałam sobie mieszankę:
10 ml jogurtu naturalnego
5 ml glinki białej
+ rozcieńczyłam to wszystko 5 ml wody przegotowanej, bo mieszanka wydała mi się nieco zbyt gęsta (a może tak miało być?)
Nałożyłam na skórę głowy palcami (można skorzystać z wacika) i poszłam dokończyć jogurt. Po jakichś 20 minutach zmyłam maskę i umyłam włosy szamponem Babydream.
Efekty? Nie piecze, nie swędzi, znaczy nie podrażniło. Wydaje mi się, że skóra nieco odetchnęła, a jeśli dzięki temu będzie się mniej przetłuszczać - jestem za :)
Wg informacji na stronie ZSK, biała glinka jest najdelikatniejszą z glinek, więc nadaje się do tych delikatniejszych "skór" a dzięki zawartości glinu absorbuje nadmiar sebum i ściąga pory.
2. Warkocz.
Przeglądając blogi (wybaczcie, ale nie pamiętam, na którym blogu), natrafiłam na filmik instruktażowy, na którym pokazano, jak krok po kroku wykonać taki oto warkocz. Oczywiście mój jest krzywy i nierówny, ale kiedyś na pewno uda mi się zapleść go poprawnie ;)
Jak na pierwszy raz i tak jest dobrze ;)
3. Tonik z kwasem salicylowym.
I tu jest moja porażka...
Znalazłam przepis na tonik, całkiem prosty i przyjemny, zamówiłam produkty, paczka przyszła.
Jak tylko udało mi się znaleźć chwilę czasu, wzięłam się za tworzenie.
I niby wszystko było dobrze, do czasu...
Zamarzył mi się tonik o wyższej zawartości kwasu salicylowego niż w przepisie. Italiana poradziła mi, by trzymać się proporcji z wodorowęglanem sodu, tak więc usypałam sobie 4% kwasu salicylowego i 3% wodorowęglanu. Dodałam do zlewki z wodą.
Spodziewałam się tego, że będzie kipiało, wodorowęglan sodu chyba lubi sobie musować.
Jak już wszystko opadło, wyciągnęłam z łaźni wodnej i poczekałam aż ostygnie.
Jak ostygło, wyglądało tak:
Wytrąciły się igiełki. Jak sądzę, te igiełki to mój kwas salicylowy.
Rozmieszałam to, ale nie chciało za groma się rozpuścić. Niby wiem, że kwas salicylowy trudno rozpuszcza się w wodzie, ale zaczęłam kombinować z pH. Wynosiło około 3.
Dodałam kwasu mlekowego i nieznacznie podskoczyło, zaczęło zbliżać się do 4. Kwas dalej się nie rozpuszczał.
Podejrzewam, że to po prostu mój brak czytania ze zrozumieniem przy okazji tych zdań, ze strony ZSK.
"Gdy otrzymamy juz klarowny roztwór wyjmujemy mieszaninę z łaźni
wodnej, czekamy aż się ochłodzi i dodajemy wyciąg z aloesu i na koniec
kwas mlekowy aż ustalimy pH na poziomie 3-4. Tutaj opis jak ustalić pH.
UWAGA - przy obniżeniu odczynu poniżej pH 3 kwas salicylowy wypadnie z roztworu.
Regulacje pH przeprowadzamy na zimnym roztworze. Gdy będziemy
dochodzili do pH 3 każda kropla kwasu mlekowego będzie powodowała
powstawanie zawiesiny kwasu salicylowego, który będzie się rozpuszczał
aż nie zejdziemy z pH poniżej 3."
I już nie rozumiem...
Kilka pytań do bardziej zaawansowanych ;)
Mój tonik ma mieć pH rzędu 3-4, tak?
A kwas salicylowy przy pH wyższym od 3 nie rozpuszcza się, wytrąca się z roztworu.
Więc czy te igiełki mają tam być, czy mam mieć roztwór klarowny?
I czy wyciąg z aloesu nie ucierpiał, jeśli tonik był podgrzewany po jego dodaniu?
Obecnie zlewka z igiełkami stoi sobie na moim biurku, bo już nie ogarniam...
Chyba sobie daruję te kosmetyki.
EDIT: Odratowałam!
Rzeczywiście, dodanie wodorowęglanu sodu baaardzo poprawiło sytuację, udało mi się uzyskać klarowny roztwór! Musiałam go przy tym nieco rozcieńczyć, ale jest :)
Siempre, gdybym mogła - wyściskałabym Cię! :)
Mam teraz nauczkę, żeby poczytać o pólproduktach, których używam coś więcej, szczególnie, kiedy zmieniam recepturę :)
Jutro (w sumie to dziś :P) pochwalę się, jak wyglądała akcja ratunkowa i może wspomnę, jak sama odratowałam krem z kwasem migdałowym ;)
A wszystkim Wam raz jeszcze dziękuję za komplementy włosowe :)
Może się włosie namyśli i pozwoli warkoczom pozostać na nich przez więcej niż dwie godziny :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)





