Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łojotokowe zapalenie skóry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łojotokowe zapalenie skóry. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2014

Postępowanie w przypadku niedomycia

Przy bogatej pielęgnacji skóry głowy i/lub włosów, czasem zdarzy się nam niedokładne zmycie wszystkich nałożonych wcześniej produktów. Problem nie dotyczy wyłącznie sfery estetycznej (posklejane, wyglądające na nieświeże włosy), ale również - szczególnie w przypadku nas, łojotokowców - może spowodować pogorszenie się stanu skóry. Pozostające na skórze głowy resztki masek, odżywek czy olejów mogą stać się całkiem niezłą pożywką dla drożdżaków. Poniżej chciałabym Wam przedstawić mój (niemalże) niezawodny sposób na zniwelowanie skutków niedomycia.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Obserwuj i reaguj!

Otrzymuję od Was dużo maili z prośbą o pomoc, poradę w sprawie pielęgnacji i doboru odpowiednich szamponów i innych łojotokowych akcesoriów.  Niestety, człowiek ze mnie rozrywkowy i zabiegany, więc czasem nie zdążę odpowiedzieć na czas. Zależy mi na tym, żeby nikt z Was nie pozostał bez odpowiedzi, więc postaram się zebrać w jedno miejsce najczęściej występujące problemy i w miarę dokładnie opisać postępowanie w celu ich zlikwidowania. Tych problemów, rzecz jasna.
Uwaga, linków będzie dużo ;)

poniedziałek, 21 lipca 2014

Łojotokowa a gluten

Co jakiś czas dostaję od Was maile z zapytaniem o dietę. Co jeść, czego nie jeść, co ma zły wpływ, a co łagodzi objawy podczas ŁZS. Czy można zjeść czasem chipsy, czy może lepiej jeść pestki dyni albo słonecznik, a może jeszcze lepiej łykać jakieś suplementy.

Nie jestem dietetykiem, tak jak nie jestem dermatologiem. Ba! W ciągu większości mojego życia nie byłam na diecie. I już Wam odpowiem: nie znam Jedynej Słusznej Odpowiedzi na żadne z powyższych pytań. Za to z chęcią opowiem Wam, co sądzę o diecie bezglutenowej.

sobota, 22 marca 2014

Kryzys - analiza przyczynowo-skutkowa

Od kilku tygodni męczę się z łuską na skórze głowy. Z początku były to małe płatki naskórka, które niezbyt mi przeszkadzały. Myślałam, że wystarczy tę suchą skórę złuszczyć a potem umyć skórę głowy i włosy jakimś mocniejszym, oczyszczającym szamponem. Jakże się pomyliłam...

czwartek, 13 marca 2014

Moje 4 sposoby na pozbycie się łuski

Często spotykam się w mailach z pytaniem o to jak się pozbyć tych grudek, strupków, łupieżu czy kuleczek na końcach włosów (czopów łojowych). Wszystkie powyższe określam wspólnym mianem łuski, nadmiarowego naskórka, łupieżu tłustego. Postanowiłam zebrać w jednym miejscu 4 sposoby (i jedną modyfikację dla Pomysłowych Dobromirów), które stosuję w zależności od czasu, środków i natężenia zmian.

czwartek, 31 października 2013

Profilaktyka ŁZS

Dzisiejszy wpis sponsoruje literka P: P jak Pielęgnacja, ale też P jak Profilaktyka. Wszyscy wiemy, jak ważna jest pielęgnacja w leczeniu ŁZS i pewnie każdy, kto kiedykolwiek miał styczność z tą chorobą, zastanawiał się, jak to będzie, jak się wreszcie tego uciążliwego paskudztwa pozbędzie. Niestety, ŁZS jako choroba przewlekła wymaga podejmowania pewnych środków nawet wtedy, kiedy na skórze panuje gładkość i nawilżenie. 

wtorek, 1 października 2013

Dlaczego nie warto "przetrzymywać" włosów?

Podejrzewam, że spora część z Was o takich praktykach słyszała. "Przetrzymywanie" włosów jest polecane jako skuteczny sposób na zniwelowanie szybkiego przetłuszczania się włosów a także poprawę stanu włosów. Tym, którzy nie słyszeli o czymś takim wyjaśniam, że "przetrzymywanie" polega na niemyciu włosów przez dłuższy czas, np. przez tydzień, po to, żeby skóra głowy przestała produkować sebum w takich ilościach jak dotychczas. Brzmi to trochę jak magia - przetłuszczę tę skórę najbardziej jak się da, żeby potem cieszyć się pięknymi i długo świeżymi włosami. Moje poświęcenie na pewno będzie coś warte!

środa, 10 kwietnia 2013

Mity dotyczące ŁZS

Wyobraźmy sobie taką sytuację: na naszej zadbanej, wychuchanej skórze głowy robi się COŚ. COŚ swędzi, podśmierduje, jest tłuste, skóra się łuszczy a włosy wypadają (my, starzy wyjadacze wiemy od razu, kto zacz). Jakimś cudem udaje nam się zarejestrować do dermatologa i jeszcze większym zrządzeniem losu dermatolog wie co nam jest. Diagnozuje więc Łojotokowe Zapalenie Skóry, umiejscowione na skórze owłosionej (na głowie, się znaczy). Czasem dostajemy jakieś recepty, karteczki z nazwą szamponu i innych specyfików i wracamy do domu, ewentualnie zahaczamy jeszcze o aptekę. Wygląda znajomo?

Część z nas, jako już uświadomiona i posiadająca dostęp do świątyni wiedzy jaką jest internet, chce dowiedzieć się czegoś więcej na temat swego choróbska. No i co? No i poza naukowymi, medycznymi bądź mikologicznymi publikacjami może znaleźć kilka mniej prawdziwych i wiarygodnych informacji...

sobota, 16 marca 2013

Ratunku, mam ŁZS! Co dalej? + garść przemyśleń


Przeczytałaś coś kiedyś o ŁZS (Łojotokowym Zapaleniu Skóry) i większość objawów pasuje do Twoich?
Twoje włosy bardzo szybko się przetłuszczają? Na skórze głowy pojawiają się zaczerwienienia, podrażnienia, krostki, łuska? Po przejechaniu paznokciem po skórze, pod nim zostaje biały osad? Twoja głowa czasem dziwnie pachnie?
A może ktoś podesłał Ci linka do mojego bloga?

Jeśli przynajmniej na jedno pytanie odpowiedziałaś "TAK", zapraszam do lektury :)

sobota, 19 stycznia 2013

Jaki jest mój ŁZS?

Jak już pewnie wielokrotnie czytaliście na moim blogu, każda postać ŁZS jest inna, choć oczywiście są pewne punkty wspólne. Chciałabym Wam opowiedzieć o moim ŁZS i myślę, że może to posłużyć za punkt odniesienia dla tych, którzy jeszcze nie ustalili, na co reaguje Wasza skóra głowy.
Uwaga: zdjęcia mogą być nieprzyjemne :)

W wieku niemowlęcym dorobiłam się ciemieniuchy (oliwki z parafiną, mniam), a w okresie dojrzewania skóra głowy znów zastrajkowała. Wypróbowałam wiele specyfików, m.in.:
Szampony:
Denorex (wtedy jeszcze dziegciowy)
Catzy Healing (pirytionian cynku)
Nizoral (ketokonazol)
Ketoxin (piroctone olaminy)
Fitomed z mydlnicą lekarską do włosów tłustych
Clobex (na receptę, szampon-steryd)
a obecnie także:
Zdrój (biosiarka)
Polytar (dziegieć)
Seboradin z Piroctone Olaminą
Wardi Shan (glinka Beloun - uwielbiam jej zapach ^^)
Pharmaceris H-Purin do skóry łojotokowej (olejki eteryczne, kwas salicylowy, ekstrakt z brzozy białej)
Green Pharmacy z dziegciem brzozowym i cynkiem

Zaś z mazideł:
Elocom (steryd)
Locoid Crelo (również steryd, ale łagodniejszy)
Hydrocortizonum (j.w.)
a obecnie:
oliwka Salicylol (kwas salicylowy i olej rycynowy)
emulsja Zoxiderm (głównie składniki przeciwgrzybicze)
Clotrimazolum (clotrimazol, składnik przeciwgrzybiczy)
Steper (olejki eteryczne, klimbazol)
Terbillum (składnik przeciwgrzybiczy)
Żel aloesowy GorVita
własne mieszanki, toniki i maseczki (najczęściej z kwasem salicylowym i mocznikiem, srebrem koloidalnym, pantenloem, alantoiną)

Udało mi się jednak opracować plan działania w razie inwazji drożdżaków i zwykle udaje mi się z nimi wygrać.
Przed Państwem krótka historia obrazkowa mojego dzisiejszego triumfu :)


Kwintesencja mojego ŁZS - jest łuska, jest zaczerwieniona skóra.
Atak ŁZS zaczyna się właśnie na karku, tam najszybciej pojawia się łuska, która potem przechodzi na przód głowy i dopiero wtedy swędzenie robi się nie do zniesienia.  Kiedy swędzenie dojdzie do czubka głowy, mam ochotę wydrapać sobie skórę aż do mózgu. Okazuje się również, że łuska dotarła tam szybciej, prawdopodobnie przewędrowała sobie przez całą głowę, ale swędzieć będzie dopiero na przedzie, i będzie się wysypywała na czoło. Dziwne to trochę jest.

Również łuska ma swoje dwa oblicza - bywa biała, trochę sucha i żółtawa - tłusta.
Podejrzewam, że biała pojawia się na początku inwazji, dopiero potem nabiera tłuszczyku ze skóry głowy i przylepia się do niej.
A tak, w dużym zbliżeniu - wygląda łuska z karku. Jest uparta, odrasta jak się ją zdrapie. Od niej wszystko się zaczyna. Zastanawiam się, czy nie mam na karku jakiegoś centrum dowodzenia, gdzie siedzi Wódz Drożdżak i nawołuje "Dywizja Alfa za prawe ucho, Dywizja Beta za lewe, a reszta za mną!"
Na nic jednak starania pana Wodza, skoro do akcji wkraczają szampony.
I kolejny raz udało się powstrzymać inwazję drożdżaka - centrum dowodzenia złuszczyło się i zawisło na włosie. I zostało brutalnie zeń usunięte.

Teraz wystarczy tylko złuszczyć resztki Dywizji, zmienić szampon i świętować zwycięstwo ;)

środa, 17 października 2012

Po czym poznać, że pora zmienić szampon?

Wyobraźcie sobie taką scenkę rodzajową: na półce z kosmetykami stoi wypełniona do połowy (bądź do połowy pusta) butelka niebieskiego Pharmacerisa przeciwko tłustemu łupieżowi. Obok niego resztka szamponu Babydream i jego następca - szampon Wardi Shan z glinką Beloun na różne schorzenia skóry głowy. Wydawać by się mogło - sielanka.

Ale tak nie jest.

Dlaczego?

Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia swojej skóry głowy, kiedy w poniedziałek wieczorem spojrzałam w lustro. Wyglądałam, jakby ktoś posypał moje włosy delikatnym, białym pudrem. To była zapowiedź porażki...

Następnego dnia bałam się spojrzeć w lustro. Wiedziałam już, co tam zobaczę...
Przetłuszczone, przyklapnięte włosiska to był najmniejszy problem. Większym problemem były płatki łuski wielkości połowy paznokcia na kciuku. I sama łuska, na skroniach, potylicy i czubku głowy. Ale najgorsze było to, że... skóra głowy bolała.

Zwykle mam przygotowaną saszetkę albo nawet kilka typowych szamponów przeciwłupieżowych, właśnie na takie sytuacje. Saszetki są niezwykle przydatne, szczególnie w sytuacjach awaryjnych (albo i kryzysowych), gdyż zwykle jest to jednorazowa dawka, który przynosi ukojenie na cały dzień. Daje mi czas na obmyślenie strategii :)
Tym razem nie było inaczej - po umyciu włosów zasiadłam na komputera i zajrzałam na DOZ. Postanowiłam zaryzykować i zamówiłam szampon Seboradin z piroctone olamine, związkiem grzybobójczym i w dodatku lipofilnym, zostaje "na straży" nawet po zmyciu szamponu. Zobaczymy jak się sprawdzi, na razie jestem pozytywnie zaskoczona, że on prawie nie ma zapachu :)

Szampon Pharmaceris jest ze mną dość długo (jeśli się nie mylę, to ok. 4 miesiące), wydajna z niego bestia, szczególnie, że myję nim skórę głowy na zmianę z szamponem Babydream (który zresztą zaczyna mnie irytować i bardzo chętnie z nim teraz eksperymentuję). Myślę, że skóra głowy przyzwyczaiła się do mojego niebieskiego przyjaciela i trzeba będzie z nim na chwilę rozluźnić kontakty ;)

Gwoli podsumowania:
Kiedy należy zacząć szukać nowego szamponu leczniczego?
  • włosy coraz szybciej się przetłuszczają
  • czasem pojawia się nawet "zapaszek"
  • pojawia się swędzenie, choć wcześniej szampon doskonale sobie z nim radził
  • pojawia się łuska, coraz więcej łuski
  • używamy szamponu dłużej niż 3-4 miesiące, a nasza skóra szybko się przyzwyczaja do składników aktywnych
Poza tym standardzik: stres, zmiana diety, inne warunki klimatyczne, zawirowania hormonalne, to też może sprawić, że będzie nam potrzebny nowy szampon.

piątek, 5 października 2012

Łoj, ten łój...

Czyli ponownie słów kilka o olejowaniu, ale tym razem skupię się bardziej na olejach, które mogą pomóc. Bo część z nich, niestety, może zaszkodzić...

Ale od początku.

Czym jest łój?
Łój, inaczej sebum, jest wydzieliną gruczołów łojowych. Większość (90%) tych gruczołów znajduje się przy mieszkach włosowych. Skład łoju wygląda mniej więcej tak:
glicerydy - 50%
woski - 20%
skwalen - 10%
wolne kwasy tłuszczowe (głównie kwas linolowy) - 5%
inne węglowodory - 5%
estry cholesterolu - 4%
cholesterol - 1%
inne sterole - 1%
inne substancje - 4%
źródło: mazidla.com

 Po co nam ten łój?
Przede wszystkim - dla ochrony. Łój chroni naszą skórę przed wirusami, bakteriami i grzybami - rzecz jasna sensowne ilości tego łoju ;)
Poza tym zapewnia nam miękką skórę, gdyż zapobiega też nadmiernej utracie wody przez komórki naskórka. I znów - nie może być tego łoju za dużo, gdyż paradoksalnie może spowodować wysuszenie skóry.

Łój może jednak sprawiać problemy...
Jeśli łój jest zbyt gęsty, lepki, nie może się wydostać z gruczołów. W przypadku skóry tłustej mamy też do czynienia z hiperkeratynizacją (bardzo przystępnie opisała to Kotwilka - LINK), co między innymi oznacza, że ujścia tych gruczołów i tak są już zwężone, a łój potrafi jeszcze skutecznie zlepić komórki je wyściełające, powodując ich zaczopowanie.
Jeśli w łoju brakuje kwasu linolowego (z grupy kwasów omega-6) może nas spotkać problem w postaci nieprawidłowości w rogowaceniu ujść mieszków włosowych. Jednak jego zbyt duża ilość może spowodować zwiększenie przepuszczalności naskórka i utratę wody z komórek.
Przy suplementach diety bądź kosmetykach, jeśli mamy taką możliwość, warto sprawdzić stosunek zawartości skwalenu do triglicerydów. Zasada jest prosta: im więcej skwalenu, tym mniej zmian. Im więcej triglicerydów - tym zmian będzie więcej. Skwalen ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i potrafi również związać wolne rodniki tlenu.
Nie zapominajmy też, że nadmiar łoju na skórze głowy powoduje problem z utratą włosów.
Sam łojotok (nadmiar wydzielanego łoju) nie powoduje jeszcze powstawania zmian. To wzrost liczby drobnoustrojów prowadzi do podrażnienia skóry głowy i wzmożonej pracy gruczołów łojowych a to z kolei potęguje łojotok...

Co wpływa na produkcję łoju?
Jest naprawdę sporo różnych czynników, przedstawię te, z którymi stykamy się najczęściej:
  1. produkcja łoju jest cykliczna; na początku, zaraz po narodzinach jest najwyższa, potem opada i na poziomie minimalnym pozostaje aż do okresu dojrzewania, gdzie znów wzrasta. Utrzymuje się na wysokim poziomie do ok. 30 r.ż.; jest też zależna od pory dnia: najwięcej łoju produkujemy w godzinach 10-11, najmniej ok. 4-6 rano.
  2. stan niepokoju, stres
  3. temperatura: im wyższa, tym oczywiście więcej łoju jest wydzielane, niestety mycie się w zimnej wodzie również nie pomoże, gdyż wtedy gruczoły łojowe się gwałtownie kurczą i "wyrzucają" z siebie cały zgromadzony łój;
  4. mocne detergenty stosowane w szamponach czy  żelach do mycia twarzy; usuwanie naturalnej warstwy łoju mocnymi, drażniącymi detergentami prowadzi do reakcji obronnej skóry czyli... wytworzenia większej ilości łoju;
  5. hormony
  6. brak lub niedobory witamin w diecie; najczęściej są to wit. B2, B6, A
No dobra, dobra, ale jak się ma to wszystko do olejowania i wyboru olejów?
Jak pewnie wiecie, ŁZS jest wywoływane przez drożdżaki. Dotarłam jednak do opracowań, w których ustalono, że to wcale nie Malasezzia furfur jest odpowiedzialna za problemy łojotokowców. Tak naprawdę powinniśmy o to winić drożdżaka Malasezzia globosa. Kiedy poprzednio prowadzono badania nad mikroflorą skóry głowy łojotokowców, drobnoustroje rosły sobie w warunkach, które M. globosie za bardzo nie odpowiadały, natomiast M. furfur rosła na potęgę i wprowadziła badaczy w błąd.
Opracowanie, które znalazłam, zakładało, że drobnoustroje pobrane ze skóry głowy osób chorych na łuszczycę oraz AZS będą rosły na zmodyfikowanym podłożu (podłoże Dixona), w skład którego wchodzi kwas oleinowy - nienasycony kwas tłuszczowy z grupy omega-9, składnik choćby oliwy z oliwek. Jest to jeden z metabolitów naszych drożdżaków, ma na skórę działanie drażniące. Dlatego wszem i wobec wybijam Wam wszystkim z głów pomysł, by pokrytą łuską skórę smarować oliwą z oliwek. Nie i już!

Nasza czarownicująca Wiedźma niegdyś popełniła notkę na temat doboru olejów do skóry głowy i włosów, na podstawie listy pewnej wizażanki. W jaki sposób my, łojotokowcy, możemy z niej skorzystać?
My przede wszystkim unikamy kwasu oleinowego. Czyli pierwsza grupa w zupełności odpada. Za to możemy wybierać spośród  pozostałych trzech grup. Choć oczywiście z zastrzeżeniem, że nie każdy olej może skórze głowy przypasować. Ja wypróbowałam już oliwkę Babydream, olej rycynowy i olej kokosowy i każdą z tych trzech mogę polecić. Jeśli jednak po nałożeniu oleju skóra zaczyna swędzieć, piec, a po zmyciu oleju wypadają włosy, lepiej zastanowić się nad zmianą oleju, albo ograniczyć czas trzymania oleju na skórze głowy.

EDIT: W komentarzach pod wpisem (dzięki, Gilgotki!) pojawił się link do bardzo ciekawego opracowania o zawartości kwasów tłuszczowych w olejach: https://sites.google.com/site/panikota/mas%C5%82a-i-oleje/oils. Polecam! :)

Źródła:

piątek, 27 lipca 2012

Dlaczego nie warto się drapać?

Kolejna automatyczna notka :)
Tym razem krótko i zwięźle na temat konsekwencji drapania.

1. Dlaczego się drapiemy?
Proste - drapiemy się, bo nas swędzi. Ale dlaczego nas swędzi? Ano dlatego, że drożdżaki balują. Drażnią skórę głowy wytwarzanymi metabolitami, przez co skóra wydziela więcej sebum. A drożdżakom w to graj - one żywią się łojem, więc szczęśliwie żyją sobie dalej. A przez to, że mamy na skórze więcej łoju niż zazwyczaj, włosy szybciej się przetłuszczają i pojawiają się płaty nadprogramowego naskórka - łuska.

2. Jak się drapiemy?
Z pozoru dziwne pytanie, ale potrzebne, by uświadomić sobie, jaką krzywdę sami sobie robimy poprzez drapanie. Nie będę się z Wami dzielić technikami drapania, bo nie o to tu chodzi :)
Chodzi o to, że drapiemy się w pewnym celu. Drapiemy się, by usunąć łuskę. A mechaniczne usuwanie łuski to coś, co drożdżaki lubią najbardziej.

3. Dlaczego nie usuwać łuski mechanicznie?
Odpowiem pytaniem - a dlaczego nie zdrapuje się strupów tylko pozwala się im samodzielnie odpaść? Ano po to, żeby - po pierwsze - nie została blizna, a po drugie, żeby nie spowodować kolejnego rozlewu krwi.
I z łuską jest tak samo - mechaniczne zdrapanie powoduje uwolnienie się tego spod niej tego łoju i balujących w nim drożdżaków i rozlanie się na większą powierzchnię skóry.I nie muszę chyba wspominać o tym, że wiąże się to też z pojawieniem się zapaszku...
Uwaga dla osób namiętnie peelingujących swoją skórę głowy - zanim zdrapiecie nadmiar naskórka, nałóżcie jakieś nawilżające-zmiękczające mazidło. Może to być olej (niech się drożdżaki przed eksmisją pławią w luksusach), może też być żel albo maść ze środkiem keratolitycznym, jak np. mocznik czy kwas salicylowy. Potem szorujcie się do woli :)

4. Jakie są skutki drapania?
Poza wspomnianymi przeze mnie już bliznami i rozlewaniem się mazi z drożdżakami na dalsze fragmenty skóry, jest jeszcze jeden aspekt: wypadanie włosów. Nadmiar łoju, jak wiadomo, gromadzi się w mieszkach włosowych. skutecznie blokując dostęp powietrza i "dusząc" cebulki włosów. To jedna z przyczyn wypadania włosów. Drugą - jak się już pewnie domyślacie, jest drapanie. Drapiąc, zrywamy sobie ten nadmiarowy naskórek i przyklejony doń łój, który przecież też oblepia włosy. Dlatego też "ściąganie" czy "wydłubywanie" takich fragmentów łuski kończy się tym, że poza naszą "zdobyczą" wyciągniemy też i włos. Albo kilka. Tak więc - nie radzę...

5. Jak się nie drapać?
Popełniłam kiedyś o tym notkę. Wszystko sprowadza się do tego, by mieć zajęte ręce, a jeśli nie, to pilnować, w jakim miejscu się one znajdują i dlaczego jest to akurat skóra głowy. Sama łapię się na tym, że nawet jeśli moja skóra głowy jest czysta, ręce same szukają zajęcia, przeszukując każdy jej kawałek.
Ostatnio też zauważyłam u siebie takie dziwne napięcie, które opuszcza mnie, jeśli pod paznokciem poczuję krew. Dlatego paznokcie obcinam naprawdę na krótko i staram się mieć pod ręką tonik z kwasem salicylowym, żeby zamiast się zdrapać, łuskę rozmiękczyć. (Wtedy przynajmniej nie mam tak potężnych wyrzutów sumienia jak po zwyczajnym drapaniu "na sucho"...)

Dla namiętnie drapiących skórę głowy wzrokowców - obrazek:
źródło
Tak więc dbajcie o swoją skórę głowy, jeśli nie chcecie jej później zdejmować płatami ;)

niedziela, 1 lipca 2012

Na ratunek skórze głowy

Klimatyzacja to zło.
Negatywnie wpływa nie tylko na moje gardło, ale też na skórę głowy. Bardzo negatywnie...

Zaczęło się od swędzenia. Starałam się powstrzymywać, myć włosy częściej, ale nic z tego.
Potem stwierdziłam, że włosy zaczynają coraz bardziej wypadać. Po każdym rozczesywaniu znajdowałam na grzebieniu coraz więcej włosów, a wcześniej rzadko kiedy jakiś włos zostawał.
Po myciu za to znajdowałam na włosach coraz więcej łusek.
Wniosek jest tylko jeden - moje ŁZS się nasiliło. I trza coś z tym fantem zrobić...

Obmyśliłam już taktykę.
Przede wszystkim: złuszczanie.
Nie mam czasu na stosowanie oliwki Salicylol. Ale znalazłam zamiennik - tonik z kwasem salicylowym. Dziś stworzyłam jego ulepszoną wersję, z ok. 5% kwasu salicylowego.

Potrzeba mi było:
43ml wody przegotowanej z czajnika
ok. 10 ml kwasu salicylowego
ok. 5 ml wodorowęglanu sodu
5 ml zatężanego aloesu
7 kropli kwasu mlekowego

Najpierw do zlewki w łaźni wodnej odmierzyłam wodę, dodałam kwasu mlekowego (obniżając pH), następnie kwasu salicylowego, który za grom nie chciał się rozpuścić. Ale to już znam - odmierzyłam 1 ml wodorowęglanu sodu (który okazał się być sodą oczyszczoną z hipermarketu :P), wszystko wykipiało! :D Potem dodawałam już po 0,15 ml, aż do osiągnięcia klarownego roztworu, cały czas mieszając bagietką. Potem zlewkę zostawiłam do ostygnięcia i dodałam 5ml aloesu. Przelałam do buteleczki z kroplomierzem, będę się traktować w razie swędzenia, łuski i na wieczór przed myciem.

Następnie: mycie.
Pozostanę na razie wierna szamponowi Zdrój. Dodaję do niego ostatnio 7 kropli kwasu mlekowego i masuję skórę głowy. Pozwoliło mi to ograniczyć przetłuszczanie skóry głowy i opanować swędzenie.

Kolejny krok: środki przeciwgrzybicze.
Tak. Postanowiłam, że nie samym dziegciem albo siarką człowiek żyje, pora wyciągnąć coś skuteczniejszego. Kupiłam w aptece Clotrimazolum 1%, krem i mam w planach wcierać go na wieczór w skórę głowy. Jeśli będę po tym zabiegu wyglądać nieestetycznie (posklejane, tłuste włosy), będę nakładać go rano, a wieczorem mycie. I nie ma, że boli.
Kuracja ma trwać miesiąc. Przypomniało mi się też, że Anwen stosowała inny środek przeciwgrzybiczy, Daktarin, na wspomaganie porostu włosów. Może i mnie to pomoże? :P

I ostatnie, ale nie najmniej ważne: odżywianie od środka.
Cieszę się, że zachowałam opakowanie przepisanego przez dermatologa Zincasu. Będę dostarczać organizmowi jonów cynku, co ma wzmocnić moje włosy, skórę i paznokcie też. Ostatnim razem zauważyłam widoczną poprawę stanu skóry i włosów, a także twardsze paznokcie. I tym razem też liczę na taki efekt.

Nie zapomnę też o dbaniu o włosie :)
Już dziś po myciu dostało swoją porcję balsamu z proteinami mlecznymi i miodem Joanny, Z Apteczki Babuni, a na końcówki jedwab z Biovaxa. A co!

czwartek, 28 czerwca 2012

Oręż w walce z łupieżem

Popełniłam kiedyś notkę o łusce, w której opisywałam pielęgnację skóry głowy opartą na olejach. Jednak zdarzają się osobniki (w tym ja), które są wybitnie leniwe i wcieranie, smarowanie i trzymanie olejów pod czepkiem i ręcznikiem nie zawsze im pasuje. I dla nich dzisiejsza notka :)

Z łupieżem mamy do czynienia wtedy, gdy nasz naskórek łuszczy się zdecydowanie zbyt szybko. Normą jest, gdy proces złuszczania i regeneracji trwa około 28 dni. Przy łupieżu ten proces trwa zaledwie 7 dni.
Jak już pewnie wiecie, powstawanie łupieżu zawdzięczamy drobnoustrojom Malassezia furfur, które posiadają enzymy rozkładające lipidy.

W walce z łupieżem stosujemy preparaty, których działanie opiera się na:
  • zmniejszeniu populacji drożdżaków (przeciwgrzybicze)
  • zmniejszeniu proliferacji naskórka, czyli wydłużeniu procesu odbudowy naskórka (cytostatyczne)
  • usunięciu nadmiaru naskórka (keratoliczne)
Należy również pamiętać, by ograniczyć środki pozbawiające skórę głowy naturalnego płaszcza lipidowego. Skóra nie lubi takiego stanu rzeczy i rozpaczliwie próbuje wrócić do stanu wyjściowego, produkując przy tym jeszcze więcej lipidów. A drożdżaki ucztują...

Preparaty przeciwgrzybicze
Zadaniem preparatów przeciwgrzybiczych jest zlikwidowanie drożdżaków z rodzaju Malassezia sp., co prowadzi również do usunięcia łupieżu.
Ketokonazol, Flutrimazol, Klotrimazol
- pochodne imidazolu, hamujące syntezę ergosterolu, niezbędnego w biosyntezie błony komórkowej drobnoustroju, co wpływa na jej przepuszczalność i prowadzi do jej obumarcia.

Pirytionian cynku
- zaburza syntezę błony komórkowej. Jest związkiem lipofilnym, co sprawia, że dobrze rozpuszcza się w tłuszczach. Na tym właśnie opiera się jego działanie przeciwgrzybicze - pozostaje związany w warstwie lipidowej skóry i dzięki temu działa długofalowo, nawet w okresach, gdy nie stosujemy już szamponów z tym składnikiem.

Siarczek selenu
- hamuje rozwój drobnoustrojów z rodzaju Malassezia sp., spowalnia podziały komórek naskórka, hamując ich szybsze złuszczanie.

Klimbazol
- ogranicza rozwój drożdżaków Malassezia sp., przywracając naturalną mikroflorę skóry głowy.

Pirocton olaminy
- składnik przeciwgrzybiczy i przeciwbakteryjny, spowalnia proces odnowy naskórka.

Crotamiton
- przeciwgrzybiczy i przeciwświądowy.

Kwas undecylowy
- działanie przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne i przeciwłojotokowe.

Itrakonazol
- są doniesienia o próbach stosowania doustnego u pacjentów z ŁZS, opornym na leczenie miejscowe.

Preparaty cytostatyczne
Zadaniem tej grupy związków jest "uspokojenie" skóry głowy, spowolnienie podziałów naskórka i również - zlikwidowanie łupieżu. Działają jednak na objawy, a nie na przyczynę łupieżu, dlatego po odstawieniu tego typu leków zdarzają się nawroty łupieżu.


Ichtiol
- w mniejszych stężeniach ma działanie odkażające, przeciwzapalne i keratoplastyczne (stymuluje odbudowę naskórka); w wyższych działa redukująco i pobudza wchłanianie nacieków.

Pirocton olaminy

Siarczek selenu

Preparaty keratoliczne
Zadaniem tych składników jest złuszczenie nadmiarowego naskórka i umożliwienie dalszej pielęgnacji skóry głowy, w tym jej nawilżenie.

Dziegieć

Kwas salicylowy
- w niższych stężeniach ma działanie jedynie przeciwświądowe i odkażające; w wyższych - powyżej 5% - działanie złuszczające.


Rezorcyna
- działanie redukujące i złuszczające w stężeniu 10-20%. Składnik niektórych farb do włosów (!).

Mocznik
- ułatwia przenikanie innych składników do skóry głowy, wykazuje działanie keratoliczne i nawilżające.

Środki naturalne w walce z łupieżem
Biosiarka

Dziegieć

Taniny i terpeny
- do walki z łupieżem w jego łagodnej postaci, bądź jako kontynuacja leczenia. Znane są wyciągi z czarnej rzepy, rukwii, pączków topoli, nasturcji. Stosuje się też ekstrakty z: kwiatów arniki górskiej, liści bluszczu, pokrzywy zwyczajnej, brzozy brodawkowatej, ziela bylicy boże drzewko, liści i ziela szałwii, jemioły pospolitej, ziela i kwiatów krwawnika pospolitego, korzenia łopianu większego, kłącza tataraku zwyczajnego. Można również w nich spotkać surowce na bazie gryki i jałowca - stosowane w stężeniu 5-20% zmniejszają wydzielanie łoju i hamują wypadanie włosów.

- w przypadku łupieżu suchego polecane są olejki geraniowy, sandałowy, lawendowy, rozmarynowy.
Natomiast walkę z łupieżem tłustym, łojotoku skutecznie mogą wspomagać olejek rozmarynowy, cytrynowy, lawendowy. Skuteczny w obu przypadkach jest olejek z drzewa herbacianego.

Więcej na temat:

sobota, 21 kwietnia 2012

Dlaczego olejuję skórę głowy?

Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis italiany na temat OCM (Oil Cleansing Method). Ale co ma ze sobą wspólnego OCM i olejowanie skóry głowy? - zapytacie. Ano, jak się okazuje, całkiem sporo ;)

1. Potrzebne mikstury.
Do wykonania "prawidłowego" oczyszczania twarzy za pomocą olejów należy zastosować olej rycynowy bądź mieszankę olejów, wśród których znajdzie się też olej rycynowy. Ze względu na podobieństwo do ludzkiego sebum, olej rycynowy jest podstawowym składnikiem takiej pielęgnacji, wnika w pory skóry i rozpuszcza sebum w myśl zasady "podobne rozpuszczaj podobnym", usuwając przy tym zanieczyszczenia.
Jak już pewnie wszystkie stałe czytelniczki wiedzą, oliwka Salicylol zawiera aż 95% oleju rycynowego. Ze względu na zawartość kwasu salicylowego, nie polecam jej osobom, które problemów ze złuszczaniem skóry głowy nie mają.
Sam olej rycynowy też się sprawdzi :)
źródło: www.doz.pl

źródło: apteka.we-dwoje.pl
2. Aplikacja.
OCM i olejowanie odbywa się w bardzo podobny sposób. Olej nakładamy na twarz bądź skórę głowy, następnie pozwalamy porom się rozszerzyć na tyle, by olej mógł wniknąć i oczyścić skórę.
Podobnie jest z olejowaniem - nakładamy olej na skórę głowy, najwygodniej jest mi za pomocą wacika. Następnie nakładam czepek i zawijam głowę w ręcznik. Temperatura pod ręcznikiem i czepkiem podnosi się, powodując rozszerzenie się ujść gruczołów łojowych, ich odblokowanie i rozpuszczenie nadmiaru łoju, co jest szczególnie przydatne w łojotoku. Ręcznik na głowie trzymam ok. dwóch godzin, czasem dłużej. Ostatnio zauważyłam, że trzymanie dłużej niż trzy godziny powoduje u mnie ból głowy, więc staram się nie przekraczać tego czasu.

3. Efekty.
Nie stosowałam jeszcze OCM na twarzy, ale mogę napisać o tym, co zauważam po olejowaniu skóry głowy za pomocą oliwki Salicylol. Przede wszystkim znikają łuski, ale to zasługa kwasu salicylowego. Zauważyłam natomiast, że wszelkie grudki, krostki i pryszczyki na mojej skórze głowy (takie atrakcje funduje mi mój ŁZS...) po prostu znikają. Kiedyś specjalnie zlokalizowałam dwie czy trzy takie większe krostki i próbowałam je odnaleźć po zmyciu oleju. I co? I nie było ich :)
Poza tym wydaje mi się, że włosy dłużej pozostają świeże.
Wspomnę również o tym, że po kilku seansach z oliwką zauważyłam sporo babyhair :)

Oczywiście wiem, że niektórym z Was olejowanie skóry głowy może nie służyć. Jeśli zauważycie u siebie wzmożone wypadanie włosów, należy zrezygnować z olejowania albo poszukać innych olejów.
Osoby o jasnych włosach powinny też pamiętać, że olej rycynowy posiada właściwości przyciemniające włosy.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Jak wygląda moja włosowa pielęgnacja?

Ta wesoła gromadka mieszka sobie ze mną :)

Część z nich jest Wam już pewnie znana z moich wcześniejszych notek, ale przedstawię ich wszystkich :)
Od lewej:
  • żel bioaktywny Aloe Vera - do nawilżania skóry głowy, bardzo dobrze się sprawdza i pięknie pachnie, nie zlepia ze sobą włosów, tylko nieco je usztywnia
  • dwie maski BingoSpa, 40 aktywnych składników i z zieloną glinką - na temat masek BingoSpa mam jedno zdanie: są genialne, szkoda tylko, że zawierają parabeny. Używam, gdy tylko mam czas po myciu i skóra głowy mnie nie niepokoi
  • szampon Zdrój - obecnie czeka na swoją kolej, bowiem skóra głowy przyzwyczaiła się do niego a do łask wrócił szampon dziegciowy
  • szampon dziegciowy Polytar - śmierdziuch jakich mało, ale skuteczny
  • woda brzozowa, Barwa -  wcieram w skórę głowy jak tylko mi się przypomni, więc raczej mało systematycznie; co mnie zaskoczyło, dobrze łagodzi swędzenie
  • z tyłu za nim szampon Babydream - kiedy moja skóra głowy jest podrażniona, zaogniona, radzi sobie z nią bardzo dobrze
  • oliwka Babydream - parę razy już wspominałam, że służy mi do olejowania skóry głowy, włosy są po niej nawilżone i gładkie, a skóra głowy wypoczęta
  • oliwka Salicylol - służy mi również do olejowania skóry głowy, ale w bardziej wymagających przypadkach, wsmarowuję ją w skórę głowy, zakładam czepek i owijam głowę ręcznikiem, następnie zmywam szamponem; po takim seansie skóra głowy może odetchnąć, łuska zostaje zlikwidowana
  • emulsja przeciwłupieżowa Zoxiderm - do oczyszczania skóry głowy, stosuję ją rzadko, raz na miesiąc, ma za zadanie zapanować nad populacją moich osobistych drożdżaków, w składzie zawiera wiele substancji czynnych, charakterystycznych dla preparatów przeciwłupieżowych; dostępna na receptę
  • jedwab do włosów Biovax, L'biotica - za jednym pociągnięciem zamienia moje włosy w lśniącą taflę, albo po prostu pogłębia ten efekt, uwielbiam ten zapach :)
  • balsam do włosów z miodem i proteinami mlecznymi, Joanna Z Apteczki Babuni - lekka odżywka bez spłukiwania, równie dobrze sprawdza się jako maska, zmiękcza i nawilża włosy, jej zapach maskuje zapach dziegciu, przynajmniej na końcówkach
Oczywiście, nie używam tego wszystkiego naraz :)
Moją pielęgnację można podzielić na trzy główne etapy:
  1. Złuszczanie i natłuszczanie
    Głównym moim celem jest pozbycie nadmiarowego naskórka i łoju, który jest pożywką dla drożdżaków. W tym celu stosuję preparaty złuszczające jak oliwka Babydream czy Salicylol. Bez oczyszczenia skóry głowy dalsze etapy w zasadzie nie mają sensu, szampony, mimo swoich keratolitycznych właściwości, nie są w stanie złuszczyć wszystkiego.
  2. Mycie i oczyszczanie
    Tu do akcji wkraczają szampony - raz, do zmycia oliwki, dwa, do umycia skóry głowy. Pozwalam sobie też na delikatny masaż. Jeśli łuski jest mało, zostawiam szampon na kilka minut na skórze głowy, czasem nawet zawijam włosy z szamponową pianą w ręcznik. Szampony oczyszczają skórę głowy ze złuszczonego naskórka. Emulsja przeciwłupieżowa dostarcza skórze głowy substancji czynnych - niektóre mają zdolność adhezji i dłuższego działania - pozwalających na ograniczenie liczebności drobnoustrojów niepożądanych.
  3. Odżywianie włosów
    Ostatnie, ale nie najmniej ważne :)
    Szczęśliwe włosy błyszczą się, są nawilżone i śliskie. Maski BingoSpa i balsam Joanny uszczęśliwiają moje włosy - sprawiają, że nie są naelektryzowane ani suche. Dodatkowo na śliskich włosach łupież nie jest tak widoczny - fragmenty naskórka ześlizgują się z włosa ;)
Poza tym:
  • Nigdy nie rozczesuję włosów, kiedy są mokre. Robię sobie tylko przedziałek na boku, bo inaczej nie chcą się układać.
  • Rzadko korzystam z suszarki, ale jeśli już muszę, ustawiam najniższe obroty i ćwiczę kciuka, przytrzymując przycisk od chłodnego nawiewu.
  • Nie chodzę spać z mokrymi włosami.
  • Do spania zaplatam włosy w warkocz. Kiedyś wygodniej było mi przerzucić włosy przez krawędź łóżka, ale po nieprzespanej nocy, uznałam, że jednak jest mi ich szkoda :)
  • Nie narażam skóry głowy na kontakt z linalolem, geraniolem, SLS oraz SLES. Włosy od czasu do czasu same domagają się SLESów.
  • Unikam podrażnień skóry głowy.
Nie uważam, by taka pielęgnacja znacząco różniła się od typowej pielęgnacji typowej włosomaniaczki :)

sobota, 7 kwietnia 2012

Szampon leczniczy Zdrój

Dziś notka z dedykacją dla Gosi z Krakowa, poświęcona kolejnemu szamponowi, który pomaga mi w zmaganiach z drożdżakami Malassezia sp. na mojej skórze głowy.

źródło: www.doz.pl
Szampon ten podsunęła mi miła pani farmaceutka, mówiąc, że pewien pan bardzo go sobie chwali, więc może i mnie podpasuje. I podpasował :)

Buteleczka szamponu ma pojemność 130 ml, ale jest naprawdę wydajna. Przed nałożeniem szamponu na skórę głowy i włosy, należy go rozcieńczyć z wodą 1:4, co znaczy, że na 1 "część" szamponu przypadają 4 "części" wody. Mam swój sposób na przygotowanie takiej mieszanki - nalewałam na dno buteleczki szampon, zalewałam wodą i mieszałam. A że nie potrafię obsłużyć spienionego w wyniku mieszania szamponu (i schodzi mi go przez to więcej, a ja człek oszczędny), mieszałam za pomocą wyprostowanego ramienia, zataczając nim malutkie kółeczka :)

Szampon - według ulotki - powinno się stosować codziennie bądź co drugi dzień przez trzy tygodnie. Ja myłam nim włosy dwa razy w tygodniu i efekt był ten sam :)

Zapach jest bardzo charakterystyczny - mieszanina zapachu siarki i jonów chlorkowych, taki trochę solny :)

No dobrze, do rzeczy.

Szampon Zdrój jako jedyny uzyskał pozwolenie Ministra Zdrowia i posiada oficjalny status leku. Skierowany jest głównie przeciwko łuszczycy i ŁZS, ale może być z powodzeniem stosowany przez tych, którym nadmiernie przetłuszczają się włosy. Substancją aktywną jest mieszanina wody chlorkowo-sodowej (solanki), siarczkowej i jodkowej z odwiertu Szyb Solecki. Woda ta zawiera aktywne biologicznie związki siarki (siarka dwuwartościowa, jon wodorosiarczkowy, siarka koloidalna) oraz liczne jony (Na+, K+, NH4+, Ca2+, Mg2+, Cl-), które działają na skórę przeciwzapalnie, przeciwpasożytniczo i przeciwgrzybiczo. Zmniejszają świąd i wydzielanie łoju. Działają regenerująco na skórę głowy, ponieważ siarczkowo siarkowodorowe słone (w stężeniu ~1,5% nazywane solanką) działają keratolitycznie na skórę (złuszczająco) co szczególnie jest ważne w leczeniu łuszczycy, ale i ŁZS. Równocześnie następuje działanie odnawiające na naskórek (keratoplastyczne) poprzez wpływ na metabolizm skóry.
Leku nie powinno się stosować na otwarte rany.

Powyższy opis (nieco przeze mnie zmodyfikowany) napotkamy w ulotce szamponu. I muszę przyznać, że to wszystko jest prawdą, w moim przypadku szampon jest bardzo skuteczny, nawet delikatny zapach siarki, który pozostaje po myciu na włosach w niczym mi nie przeszkadza. Ale ja lubię zapach siarki :)

Z tego, co zauważyłam, na rynku dostępnych jest jeszcze kilka szamponów z siarką, np. szampon uzdrowiskowy Dr Duda, Ziaja Biosulfo (z tego co pamiętam, zawiera w składzie linalol), Barwa Siarkowa Moc, więc jest co próbować ;)
Można również poszukać mydełka siarkowego, również Barwy, ale zdarza się, że zwyczajnie zatyka ujścia gruczołów łojowych i przez to wręcz wzmaga ŁZS. Za to chwalę je sobie przy pielęgnacji twarzy :)

Zachęcam też do zapoznania się ofertą producenta szamponu Zdrój, SULPHUR - mają całkiem spory asortyment leków i produktów uzdrowiskowych nie tylko do pielęgnacji skóry z chorobami dermatologicznymi :)

Pozdrawiam Was i życzę udanych Świąt :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Olejki eteryczne - naturalne antyseptyki

Natura wyposażyła rośliny w naturalną "tarczę" przeciwbakteryjną, przeciwgrzybiczą i przeciwwirusową w postaci olejków eterycznych. Zdolność do odpędzania drobnoustrojów, a nawet wirusów (w niektórych przypadkach także owadów) olejki zawdzięczają substancjom aktywnym, a wśród nich: tymol, karwakol, gwajakol, eugenol, mentol, kamfora, geraniol, linalol, limonen i kamfora.

Tymol jest trudno rozpuszczalną w wodzie pochodną fenolu, dobrze rozpuszczalną w lipidach, alkoholach, eterach i węglowodorach w postaci białych lub żółtych kryształków. Zabija bakterie już w roztworach 1:3000, działa przeciwbakteryjnie, przeciwwirusowo, przeciwpierwotniakowo, przeciwroztoczowo i przeciwpasożytniczo.

Karwakol jest izomerem tymolu - działa przeciwpasożytniczo i antybakteryjnie.

Eugenol jest pochodną gwajakolu. Ma silnie goździkowy zapach, działa antyseptycznie, przeciwgnilnie i antyświądowo.

Mentol jest alkoholem terpenowym, rozpuszczalnym w alkoholach, lipidach, eterach i węglowodorach. Tworzy białe lub bezbarwne krystaliczne igiełki. Działa przeciwświądowo, przeciwbakteryjnie,
przeciwgnilnie, przeciwwirusowo i przeciwpasożytniczo. Podrażnia receptory zimna i hamuje receptory bólu, dzięki czemu działa chłodząco i znieczulająco.

Linalol w ludzkim organizmie zostaje przekształcony w geraniol.

Utlenione formy limonenu mogą działać alergizująco, podrażniając skórę i oczy.

Kamfora jest terpenem w postaci białawej krystalicznej substancji o charakterystycznym zapachu. Działa odkażająco, przeciwgnilnie, przeciwbólowo, przeciwroztoczowo i przeciwropnie.

Wymienione substancje możemy podzielić na dwie grupy: terpeny i pochodne fenolu. Do tych pierwszych można zaliczyć: linalol, mentol, geraniol, bisabolol, kamforę, pinen, terpinen-4-ol. Te drugie to: tymol, anetol, gwajakol, eugenol.

Olejki antyseptyczne
Olejek anyżowy
anetol
Olejek bergamotowy
nerol, linalol
Olejek cedrowy
pinen, cedrol
Olejek cynamonowy
eugenol
Olejek cytronelowy
geraniol, cytronelol
Olejek z cząbru
tymol
Olejek z drzewa herbacianego
pinen, terpinen-4-ol, kamfen
Olejek eukaliptusowy
linalol, geraniol, eukaliptol
Olejek geraniowy
geraniol, cytronelol, nerol
Olejek goździkowy
eugenol
Olejek grapefruitowy
geraniol, limonen, kadinen
Olejek hyzopowy
pinokamfen
Olejek ilangowy
linalol, geraniol
Olejek jałowcowy
pinen, kamfen, terpinen-4-ol
Olejek kanagowy
linalol, geraniol
Olejek kanuka
cymen, pinen
Olejek kminkowy
limonen
Olejek kolendrowy
pinen, geraniol, kamfen, cyneol
Olejek z kopru włoskiego
anetol
Olejek lawendowy
linalol, nerol, borneol, cyneol
Olejek lemongrasowy
cytral
Olejek mandarynkowy
limonen, terpinen
Olejek melisowy
mentol
Olejek z mięty pieprzowej
mentol, menton, cyneol
Olejek neroli
linalol, limonen, geraniol, nerol
Olejek paczulowy
paczulol, guajen, paczulon, bulnezen, kariofilen, sejchellen
Olejek pelargoniowy
geraniol
Olejek petitgrain
linalol
Olejek rozmarynowy
cyneol, kamfora, pinen
Olejek z rumianku lekarskiego
bisabolol, farnezen, chamazulen
Olejek sandałowy
santatol, santaleny
Olejek sosnowy
pinen, limonen
Olejek szałwiowy
tujon, kamfora, cyneol
Olejek różany
cytronelol, geraniol, nerol
Olejek tatarakowy
pinen, kamfen
Olejek tymiankowy
linalol, cymen, tymol, karwakol
Tabelka jest mojego autorstwa :)
Pogrubione zostały pochodne fenoli, zaś pochyłym drugiem zostały wyróżnione te olejki o właściwościach antyseptycznych, których składników nie można zakwalifikować ani do jednej, ani do drugiej grupy.

Tym samym wyjaśniło się, dlaczego w większości naturalnych, ekologicznych kosmetyków, pod koniec składu możemy znaleźć geraniol, linalol, cytronelol czy limonen - ich antyseptyczne działanie sprawia, że nie trzeba dodawać innych konserwantów.

Moja skóra głowy nie lubi się z linalolem i geraniolem, płuca nie przepadają za terpenami - mimo wszystko mam jeszcze jakiś wybór ;)

Olejki eteryczne można dodawać do masek, wcierek, kremów, a nawet szamponów czy też mazideł do ciała. Stosowałyście któryś z tych olejków? Jeśli tak, to do czego i jakie były efekty? :)

Źródła:

niedziela, 1 kwietnia 2012

Jak NIE wybierać się do dermatologa :)

Za oknami powoli rozpuszcza się śnieg, a ja posmarowałam skórę głowy oliwką i "rozpuszczam" swój naskórek ;)
Dziś trochę refleksyjnie, wspomnieniowo... :)
Uwaga: będzie długo :)

Kiedy z dziecka zaczęłam przeistaczać się w nastolatkę, moja skóra przeżyła bunt. Bunt, początkowo wydawać by się mogło, typowy, był trądzik, były przetłuszczające się błyskawicznie włosy i były reakcje alergiczne na niemal wszystko. A potem jeszcze łupież.
Po jakimś czasie udało się poskromić niemal wszystko - poza łupieżem. Myłam włosy prawie wszystkim - od żeli do higieny intymnej po typowo apteczne specyfiki. Mama oglądała skórę głowy i tłumaczyła, że to wygląda jakbym nie spłukiwała dokładnie szamponu. Ponieważ dłuższe spłukiwanie nie przynosiło żadnych rezultatów, trzeba było pomyśleć o wsparciu lekarza.

I o lekarzach będzie ten wpis :)

Odwiedziłam lekarzy zarówno przyjmujących prywatnie, jak i z NFZ-u, tych blisko domu i tych z Wielkiego Miasta.
Na pierwszy ogień poszedł gabinet pani dermatolog, przyjmowała prywatnie. Blisko domu, kobieta bardzo przyjemna, też alergiczka. Opowiadała mi o rekrutacji na studia, o swojej alergii na meszki, o alergii swojego syna... Generalnie gadatliwa, sympatyczna kobitka. Przy pierwszej wizycie przebadała mnie kompleksowo - gmerała we włosach ("ale gdzie te krostki, bo ja mam z rana taką twardą skórę i nie czuję..."), zajrzała do ucha, popatrzyła w oczy i mruknęła coś o jakiejś "drapieżnicy". Do tej pory nie wiem, czy chodziło o działalność moich paznokci czy faktycznie we włosach grasował jakiś drapieżnik ;)
Pani przepisywała mi robione w aptece płukanki, szampon z mydlnicy lekarskiej i sterydy. Oczywiście o tym, że to sterydy ani słowa :)
Po długiej terapii i wielu przegadanych godzinach, pani przekierowała mnie do innej przychodni i alergologa, bo "może to jednak alergiczne jest..."

Do dermatologa pojechałam do Dużego Miasta, razem z mamą, bo jeszcze byłam niepełnoletnia. Przyjęła nas bardzo nieprzyjemna starsza pani. W trakcie wywiadu, mama zrezygnowana powiedziała, że próbowałyśmy już wszystkie apteczne szampony i nic nie pomaga.
Tu pani pokazała rogi, zaczęła na nas krzyczeć, że to niemożliwe! Na pewno jeszcze czegoś nie używałam!
Wywiad wyglądał jak przesłuchanie:
- A tego próbowała?
- Tak, nie pomogło.
- A tamtego?
- Też, i dalej nic.
- A owego?
- Tak, i...
- A śmakiego?
- Nie pamiętam...
- No! Na pewno nie używała!
Wypisała receptę, poszłyśmy do apteki. Kiedy pani farmaceutka pokazała mi opakowanie szamponu dziwnym trafem wydał mi się znajomy. Do tego standardowo sterydy. Receptę podarłam.

Krzykliwa pani dermatolog wspominała o tym, że skoro swędzi, to może to "alergiczne jakieś", zawitałam więc do alergologa. Po seriach testów, okazało się, że owszem, alergiczką jestem, ale niczego to nie zmienia. Ot, poprawia się, pogarsza, ale nikt nie wie, dlaczego.

No to z powrotem do dermatologa, znów w Dużym Mieście. Tym razem sama. Przyjęła mnie jeszcze bardziej starsza pani, więc mówię jej, w czym problem. Pogmerała we włosach, popatrzyła badawczo w oczy i orzekła:
- Pani to chyba coś oszukuje...
Tutaj muszę wspomnieć, w jakim stanie zwykle udawałam się do dermatologa: przetłuszczone włosy, podrapana skóra głowy i łupież. Do tego w tym czasie naprawdę prześladował mnie zapaszek. Nie wierzę, by przy pochyleniu się nad moją głową nie było go czuć.
Do tej pory żałuję, że nie zwróciłam kobiecinie uwagi i nie trzasnęłam za sobą drzwiami...


 

Po tylu wizytach nabrałam przekonania, że cierpię na jakieś straszliwe choróbsko i nie da rady mnie odratować. Zamknęłam się w sobie. Znienawidziłam włosie i siebie. Bałam się wyjść z domu, bo a nuż znów coś sobie zrobię i mi się pogorszy.
Przeszukiwałam internet, w końcu znalazłam forum, na którym ktoś opisywał podobne problemy i odpowiedziano mu, że to ŁZS. 

Mając jakiś tam punkt zaczepienia, poszłam do ostatniego lekarza.
Przywitałam się i orzekłam "Mam problem z głową" i zaczęłam się żalić. Że męczę się z tym około osiem lat, że tyle-a-tyle szamponów zużyłam i nic... Aż tu nagle pan doktor triumfalnie oznajmił: "A ja wiem co pani jest!". Zapytał, czy mam w rodzinie przypadek łuszczycy, a po odmownej odpowiedzi wydał diagnozę - ŁZS!
[Dla ciekawskich: przeczytałam gdzieś, że łuszczyca od ŁZS różni się w sumie tylko tym, że łuska w ŁZS jest bardziej tłusta, a przy łuszczycy miejsce zmian może się przemieszczać. Niestety, nie mam nic na potwierdzenie.]
Przepisał szampon, powiedział o oliwce, zapowiedział, że drapać się nie wolno, że czasem szampony trzeba zmieniać i przepisał sterydy. Uprzedzając przy tym, co to jest i jak to stosować. Przy kolejnych wizytach dodał emulsję przeciwłupieżową, która ma za zadanie skórę głowy oczyścić, a także poinformował, że od czasu do czasu w tym samym celu można zastosować szampon przeciwłupieżowy, ale nie za często.

Do tej pory uważam, że facet prawie uratował mi życie. 30. maja minie rok odkąd mam oficjalną diagnozę :)