Moja skóra głowy generalnie ma się już dużo lepiej, niż na początku powstawania tego bloga. Za to, paradoksalnie, zrobiła się wrażliwsza. Niektóre rzeczy, które wcześniej jej nie ruszały, teraz powodują, że skóra "kaprysi". Skóra głowy nie lubi wyjazdów na dłużej niż dwa dni. Z prostego powodu - tam, gdzie nas nie ma, woda w kranie jest inna. A jak jest inna, to się skórze nie podoba. Z reguły wystarczy jeden sprawdzony sposób, że skóra przestała marudzić. Ale czasem jej humory trwają długo i wtedy mam okazję wypróbować cały wachlarz możliwości, które teraz przedstawię Wam. Może akurat komuś się przyda :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skóra głowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skóra głowy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 marca 2015
wtorek, 23 września 2014
Kosmetyczne Skarby: Produkty do skóry głowy
Dziś, w ramach akcji Kosmetyczne Skarby, mam zamiar zaprezentować Wam produkty do pielęgnacji skóry głowy, które uważam za swoje pewniaki i wiem, że mogę śmiało sięgać po nie w sytuacjach kryzysowych. A w przypadku mojej skóry głowy sytuacji kryzysowych może być kilka. Podzielę więc produkty stosownie do ich działania :)
niedziela, 26 stycznia 2014
Piramida pielęgnacji skóry głowy i włosów - pielęgnacja-minimum i w czasach kryzysu
Piramida pielęgnacji to genialny w swojej prostocie pomysł na przedstawienie swoich nawyków pielęgnacyjnych, który podpatrzyłam u innych bloggerek. Długo zbierałam się do przedstawienia Wam swojej pielęgnacji w sposób kompleksowy i po wielu przemyśleniach postanowiłam pokazać Wam nie jedną, a dwie piramidy: jedna obrazuje mój obecny sposób dbania o skórę głowy i włosy, druga zaś jest retrospektywna - kryzysów skórnych dawno nie było i mam nadzieję, że jeszcze długo nie będzie.
Piramida wyszła odwrócona - na górze to, co ważne i najczęściej wykonywane, na dole zaś rzadziej wykonywane zabiegi :)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
3 sprawdzone sposoby na zmniejszenie swędzenia skóry głowy
Swędzenie skóry, obok łuski i nieprzyjemnego zapachu, jest najbardziej uciążliwym objawem ŁZS - łojotokowego zapalenia skóry. Z moich obserwacji wynika, że zaostrzenie swędzenia zwiastuje rychłe pogorszenie stanu skóry. Podejrzewam też, że na intensywność świądu ma wpływ także ilość łuski na skórze.
Kiedy swędzi, zaczynamy się drapać. Swędzenie jest początkiem podrażnienia skóry, drapiąc się, jeszcze bardziej ją podrażniamy. Na podrażnionej i podrapanej skórze głowy pojawia się dużo więcej łoju, jest to naturalna reakcja skóry - w ten sposób się broni. Zwiększona ilość łoju powoduje, że zwiększa się też populacja drożdżaków, odpowiedzialnych za powstawanie zmian na skórze głowy. Najlepszym rozwiązaniem jest więc zaniechanie drapania, ale jak to zrobić, skoro skóra swędzi...?
Chcę się z Wami podzielić trzema sprawdzonymi sposobami :)
środa, 31 października 2012
Moja pielęgnacja na jesień i zimę
Krajobraz za oknem dawno już przestał przypominać ten letni. Ostatnio nawet pojawił się śnieg. Wyciągamy z szaf ciepłe kurtki, szaliki, czapki, rękawiczki i telepiemy się z zimna, marząc o tym by jak najszybciej wejść do ciepłego pomieszczenia. Zdecydowanie lato już nie wróci.
A ponieważ zmieniają się warunki za oknem, warto pomyśleć o zmianie sposobu pielęgnacji włosia i skóry głowy. No i wymyśliłam :)
Po pierwsze: złuszczanie.
Wraca do łask oliwka Salicylol. Mam teraz więcej czasu, więc te dwie godziny w tygodniu mogę wygospodarować. Zamiast Salicylolu planuję też używać oleju kokosowego z dodatkiem kwasu salicylowego bądź mocznika. Obecnie moja skóra głowy chyba sama nie wie, czego chce, więc postanowiłam dać jej wybór: olej kokosowy czy olej rycynowy. Ewentualnie jeszcze oliwka Babydream. No i nie zapominam o swoim toniku 3w1 :)
Po drugie: mycie.
Swój obecny pogląd i strategię mycia włosów i skóry głowy przedstawiłam już we wcześniejszym poście, więc dodam tylko, że nie zamierzam myć włosów częściej niż to będzie potrzebne. W sytuacjach awaryjnych będę posiłkować się wodą micelarną, ukręconą przeze mnie, która jednak równie dobrze sprawdza się do pielęgnacji twarzy.
Po trzecie: odżywki i maski.
Włosiska i skóra głowy będą teraz bardziej narażone na przesuszenie, ot, uroki centralnego ogrzewania. Skoro nie da się tego uniknąć, trzeba temu przeciwdziałać. Częściej będę stosować maski i maski w roli odżywek d/s, planuję też je wzbogacać najczęściej proteinami: hydrolizowaną keratyną i jedwabiem. Do łask wróci też odżywka b/s Joanny z mlecznymi proteinami i miodem, być może też będzie wzbogacana. Planuję też ukręcić (a najpierw zużyć do końca) żel aloesowy, którym będę sobie nawilżać skórę głowy. Dobrze "nakarmione" włosy mniej się elektryzują!
Po czwarte: zabezpieczanie końcówek.
W podlinkowanej wcześniej notce pisałam już o olejowym serum, które zrobiłam sobie sama. Jak dla mnie sprawdza się bardzo dobrze, poszukuję jeszcze jakiegoś oleju, który będzie ładnie pachniał po dodaniu ledwie kilku jego kropel do mojej mieszaniny ;)
O końcówki zadbam też w inny sposób: częściej będę nosić włosy upięte w taki sposób, by nie ocierały się o kołnierze, kaptury, zamki czy inne elementy stroju. Odnowiłam przyjaźń ze spinkami :)
I ostatnia, ale nie najmniej ważna rzecz: ograniczę noszenie czapki. Nie żebym jakoś przepadała za czapkami, zakładam czapkę kiedy jest naprawdę zimno. Jednak dobrze wiem, że czapki powodują nagrzewanie się skóry głowy, a to z kolei wywołuje wzmożony rozwój drożdżaków. A tego nie lubię. Są niby czapki "oddychające" z wełny, i to właśnie taka czapka uświadomiła mi, że mogę się drapać jeszcze bardziej... Zamiast czapki wybieram kaptur i nauszniki :)
Po piąte: systematyczność.
I to jest chyba najtrudniejsze... Założyłam sobie włosowy kajecik, gdzie zapisuję m.in. kiedy myłam włosy, czym, jaką użyłam potem odżywkę, czym zabezpieczyłam końcówki. Mam tam zaledwie kilka wpisów, ale mam nadzieję, że uda mi się skutecznie go zapełnić. Może dzięki jeszcze lepiej poznam swoją skórę głowy i włosie, a wtedy będę mogła jeszcze bardziej o nie dbać :)
I to by było na tyle :)
Tymczasem wyjeżdżam i w domu planuję być dopiero w niedzielę. Udanego długiego weekendu! :)
sobota, 27 października 2012
Moje włosowe SPA :)
Każdy zasługuje na chwilę wytchnienia i odrobinę egoizmu, ja dziś zafundowałam sobie kompleksowe włosowo-skórne SPA.
Olejowanie (namaszczenie olejem):
Ostatnio moja skóra głowy jest strasznie kapryśna - albo nie wytrzymuje jednego dnia od mycia, albo wytrzymuje ponad 3 dni bez łuski. Nie podobają mi się te wahania, więc postanowiłam, że potraktuję ją oliwką Salicylol, którą wtarłam tylko w skórę głowy za pomocą wacika. Na długość włosów nałożyłam niewielką ilość oliwki Babydream. Zawinęłam włosy pod czepek (w końcu kupiłam czepek, rany jaki on ścisły! :P), potem owinęłam go jeszcze ręcznikiem i odczekałam 2 godziny.
Mycie:
Obie oliwki zmyłam resztką szamponu Babydream, który od pewnego czasu męczy mnie swoim zapachem i z radością wyrzuciłam go do kosza.
Używam dwóch rodzajów szamponów: leczniczego (obecnie jest to Seboradin z piroctone olamine) i delikatnego (w tej roli od dziś będzie występował Wardi Shan z glinką Beloun), myję nimi włosy na zmianę. Do użytego szamponu dostosowuję też pozostałą część pielęgnacji (odżywki, wcierki, psikadła). Zasada jest jedna: nie podrażniać skóry głowy. Seboradin ma w składzie SLeS, więc staram się unikać stosowania po nim specyfików "mocniejszych" jak odżywka z linalolem (mam taką, a jak!), wcierki z alkoholem (woda brzozowa, Barwa) czy psikacza z melisą (odżywka z e-naturalne do włosów przetłuszczających się). Bezpieczne odżywki to te z BingoSpa i odżywka Joanny, Z apteczki babuni, z proteinami mlecznymi i miodem. Mogę bardziej "poszaleć" z pielęgnacją po tych delikatniejszych szamponach, ponieważ na skórze pozostaje delikatna ochronna warstewka, nieusuwana przez detergenty :)
Odżywka:
Tu skorzystałam z bezpiecznej opcji, choć nieco stuningowanej ;)
Do maski BingoSpa masło shea i 5 alg, (której odlewkę dostałam za pośrednictwem Wiedźmy - dziękuję!) dodałam po 5 kropli hydrolizatu keratyny i protein jedwabiu. Potrzymałam ją na włosach ok. 5 minut i spłukałam. Na koniec jak zwykle spłukałam włosy zimną wodą (ale nie polewałam nią głowy) i pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia.
Efekty?
Oj, są :D
| Jak zwykle włosie średnio się słucha ;) |
Przy okazji uznałam, że mój niezawodny przez wiosnę i lato jedwab z Biovaxa powoduje, że moje włosy zamiast być okiełznane i uporządkowane, stają się jeszcze bardziej naelektryzowane :(
Przeprowadziłam eksperyment i okazuje się, że włosie lubi olej macadamia! Dodatkowo ten olej zapobiegł oblepieniu mojej twarzy przez wściekłe, schowane pod kurtką włosie - chwała mu za to!
Postanowiłam więc stworzyć swoje własne serum olejowe do włosów.
Większą część mieszanki stanowi olej kokosowy i olej (czyli płynne masło) shea (ok. 40%). Do tego dodałam po kilka kropli olejów, podobnych do oleju macadamia, które niegdyś zamówiłam z myślą o zrobieniu serum do skóry głowy (wtedy nie wiedziałam, że kwasy omega-9 mi nie służą), a więc: olej avocado i olej arganowy (około 5% każdego). Do tego dodałam również hydrolizat keratyny i proteiny jedwabiu (po ok. 2,5%). Myślę, że doskonale zadbają o zabezpieczenie włosia :)
I jeszcze na koniec ogłoszenie - zgłaszam się do akcji "Zapuszczanie włosów" zorganizowanej przez frombodytohair z bloga Natural beauty especially for u :)
środa, 17 października 2012
Po czym poznać, że pora zmienić szampon?
Wyobraźcie sobie taką scenkę rodzajową: na półce z kosmetykami stoi wypełniona do połowy (bądź do połowy pusta) butelka niebieskiego Pharmacerisa przeciwko tłustemu łupieżowi. Obok niego resztka szamponu Babydream i jego następca - szampon Wardi Shan z glinką Beloun na różne schorzenia skóry głowy. Wydawać by się mogło - sielanka.
Ale tak nie jest.
Dlaczego?
Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia swojej skóry głowy, kiedy w poniedziałek wieczorem spojrzałam w lustro. Wyglądałam, jakby ktoś posypał moje włosy delikatnym, białym pudrem. To była zapowiedź porażki...
Następnego dnia bałam się spojrzeć w lustro. Wiedziałam już, co tam zobaczę...
Przetłuszczone, przyklapnięte włosiska to był najmniejszy problem. Większym problemem były płatki łuski wielkości połowy paznokcia na kciuku. I sama łuska, na skroniach, potylicy i czubku głowy. Ale najgorsze było to, że... skóra głowy bolała.
Zwykle mam przygotowaną saszetkę albo nawet kilka typowych szamponów przeciwłupieżowych, właśnie na takie sytuacje. Saszetki są niezwykle przydatne, szczególnie w sytuacjach awaryjnych (albo i kryzysowych), gdyż zwykle jest to jednorazowa dawka, który przynosi ukojenie na cały dzień. Daje mi czas na obmyślenie strategii :)
Tym razem nie było inaczej - po umyciu włosów zasiadłam na komputera i zajrzałam na DOZ. Postanowiłam zaryzykować i zamówiłam szampon Seboradin z piroctone olamine, związkiem grzybobójczym i w dodatku lipofilnym, zostaje "na straży" nawet po zmyciu szamponu. Zobaczymy jak się sprawdzi, na razie jestem pozytywnie zaskoczona, że on prawie nie ma zapachu :)
Szampon Pharmaceris jest ze mną dość długo (jeśli się nie mylę, to ok. 4 miesiące), wydajna z niego bestia, szczególnie, że myję nim skórę głowy na zmianę z szamponem Babydream (który zresztą zaczyna mnie irytować i bardzo chętnie z nim teraz eksperymentuję). Myślę, że skóra głowy przyzwyczaiła się do mojego niebieskiego przyjaciela i trzeba będzie z nim na chwilę rozluźnić kontakty ;)
Gwoli podsumowania:
Kiedy należy zacząć szukać nowego szamponu leczniczego?
- włosy coraz szybciej się przetłuszczają
- czasem pojawia się nawet "zapaszek"
- pojawia się swędzenie, choć wcześniej szampon doskonale sobie z nim radził
- pojawia się łuska, coraz więcej łuski
- używamy szamponu dłużej niż 3-4 miesiące, a nasza skóra szybko się przyzwyczaja do składników aktywnych
Poza tym standardzik: stres, zmiana diety, inne warunki klimatyczne, zawirowania hormonalne, to też może sprawić, że będzie nam potrzebny nowy szampon.
piątek, 5 października 2012
Łoj, ten łój...
Czyli ponownie słów kilka o olejowaniu, ale tym razem skupię się bardziej na olejach, które mogą pomóc. Bo część z nich, niestety, może zaszkodzić...
Ale od początku.
Czym jest łój?
Łój, inaczej sebum, jest wydzieliną gruczołów łojowych. Większość (90%) tych gruczołów znajduje się przy mieszkach włosowych. Skład łoju wygląda mniej więcej tak:
glicerydy - 50%
woski - 20%
skwalen - 10%
wolne kwasy tłuszczowe (głównie kwas linolowy) - 5%
inne węglowodory - 5%
estry cholesterolu - 4%
cholesterol - 1%
inne sterole - 1%
inne substancje - 4%
| źródło: mazidla.com |
Po co nam ten łój?
Przede wszystkim - dla ochrony. Łój chroni naszą skórę przed wirusami, bakteriami i grzybami - rzecz jasna sensowne ilości tego łoju ;)
Poza tym zapewnia nam miękką skórę, gdyż zapobiega też nadmiernej utracie wody przez komórki naskórka. I znów - nie może być tego łoju za dużo, gdyż paradoksalnie może spowodować wysuszenie skóry.
Łój może jednak sprawiać problemy...
Jeśli łój jest zbyt gęsty, lepki, nie może się wydostać z gruczołów. W przypadku skóry tłustej mamy też do czynienia z hiperkeratynizacją (bardzo przystępnie opisała to Kotwilka - LINK), co między innymi oznacza, że ujścia tych gruczołów i tak są już zwężone, a łój potrafi jeszcze skutecznie zlepić komórki je wyściełające, powodując ich zaczopowanie.
Jeśli w łoju brakuje kwasu linolowego (z grupy kwasów omega-6) może nas spotkać problem w postaci nieprawidłowości w rogowaceniu ujść mieszków włosowych. Jednak jego zbyt duża ilość może spowodować zwiększenie przepuszczalności naskórka i utratę wody z komórek.
Przy suplementach diety bądź kosmetykach, jeśli mamy taką możliwość, warto sprawdzić stosunek zawartości skwalenu do triglicerydów. Zasada jest prosta: im więcej skwalenu, tym mniej zmian. Im więcej triglicerydów - tym zmian będzie więcej. Skwalen ma działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze i potrafi również związać wolne rodniki tlenu.
Nie zapominajmy też, że nadmiar łoju na skórze głowy powoduje problem z utratą włosów.
Sam łojotok (nadmiar wydzielanego łoju) nie powoduje jeszcze powstawania zmian. To wzrost liczby drobnoustrojów prowadzi do podrażnienia skóry głowy i wzmożonej pracy gruczołów łojowych a to z kolei potęguje łojotok...
Co wpływa na produkcję łoju?
Jest naprawdę sporo różnych czynników, przedstawię te, z którymi stykamy się najczęściej:
- produkcja łoju jest cykliczna; na początku, zaraz po narodzinach jest najwyższa, potem opada i na poziomie minimalnym pozostaje aż do okresu dojrzewania, gdzie znów wzrasta. Utrzymuje się na wysokim poziomie do ok. 30 r.ż.; jest też zależna od pory dnia: najwięcej łoju produkujemy w godzinach 10-11, najmniej ok. 4-6 rano.
- stan niepokoju, stres
- temperatura: im wyższa, tym oczywiście więcej łoju jest wydzielane, niestety mycie się w zimnej wodzie również nie pomoże, gdyż wtedy gruczoły łojowe się gwałtownie kurczą i "wyrzucają" z siebie cały zgromadzony łój;
- mocne detergenty stosowane w szamponach czy żelach do mycia twarzy; usuwanie naturalnej warstwy łoju mocnymi, drażniącymi detergentami prowadzi do reakcji obronnej skóry czyli... wytworzenia większej ilości łoju;
- hormony
- brak lub niedobory witamin w diecie; najczęściej są to wit. B2, B6, A
No dobra, dobra, ale jak się ma to wszystko do olejowania i wyboru olejów?
Jak pewnie wiecie, ŁZS jest wywoływane przez drożdżaki. Dotarłam jednak do opracowań, w których ustalono, że to wcale nie Malasezzia furfur jest odpowiedzialna za problemy łojotokowców. Tak naprawdę powinniśmy o to winić drożdżaka Malasezzia globosa. Kiedy poprzednio prowadzono badania nad mikroflorą skóry głowy łojotokowców, drobnoustroje rosły sobie w warunkach, które M. globosie za bardzo nie odpowiadały, natomiast M. furfur rosła na potęgę i wprowadziła badaczy w błąd.
Opracowanie, które znalazłam, zakładało, że drobnoustroje pobrane ze skóry głowy osób chorych na łuszczycę oraz AZS będą rosły na zmodyfikowanym podłożu (podłoże Dixona), w skład którego wchodzi kwas oleinowy - nienasycony kwas tłuszczowy z grupy omega-9, składnik choćby oliwy z oliwek. Jest to jeden z metabolitów naszych drożdżaków, ma na skórę działanie drażniące. Dlatego wszem i wobec wybijam Wam wszystkim z głów pomysł, by pokrytą łuską skórę smarować oliwą z oliwek. Nie i już!
Nasza czarownicująca Wiedźma niegdyś popełniła notkę na temat doboru olejów do skóry głowy i włosów, na podstawie listy pewnej wizażanki. W jaki sposób my, łojotokowcy, możemy z niej skorzystać?
My przede wszystkim unikamy kwasu oleinowego. Czyli pierwsza grupa w zupełności odpada. Za to możemy wybierać spośród pozostałych trzech grup. Choć oczywiście z zastrzeżeniem, że nie każdy olej może skórze głowy przypasować. Ja wypróbowałam już oliwkę Babydream, olej rycynowy i olej kokosowy i każdą z tych trzech mogę polecić. Jeśli jednak po nałożeniu oleju skóra zaczyna swędzieć, piec, a po zmyciu oleju wypadają włosy, lepiej zastanowić się nad zmianą oleju, albo ograniczyć czas trzymania oleju na skórze głowy.
EDIT: W komentarzach pod wpisem (dzięki, Gilgotki!) pojawił się link do bardzo ciekawego opracowania o zawartości kwasów tłuszczowych w olejach: https://sites.google.com/site/panikota/mas%C5%82a-i-oleje/oils. Polecam! :)
Źródła:
niedziela, 26 sierpnia 2012
Woda micelarna do odświeżenia... skóry głowy
Udało mi się opanować reakcję mojej skóry głowy na klimatyzację w pracy. Myję włosy co drugi dzień, codziennie smaruję się maścią przeciwgrzybiczą i wieczorem przemywam skórę głowy tonikiem 3w1. Sprawdza się to bardzo, ale maść i tonik sklejają włosy, tak że wyglądają niezbyt estetycznie, pojawiają się takie tłuste kosmyki. Stąd właśnie to mycie co drugi dzień.
Nie żebym nie lubiła myć włosów. Po prostu nie podoba mi się to, że już na drugi dzień są tak wymazane maścią.
Szukałam sposobu, jak pozbyć się tych nieestetycznych, tłustych śladów po nałożeniu maści...
| W tej niepozornej buteleczce kryje się moc ;) |
I wymyśliłam :)
Do tej pory wodę micelarną widywałam na półkach w drogerii albo na blogach i jakoś niespecjalnie interesowałam się, z czym to się je. A je się z micelami, które oczyszczają skórę delikatniej ale też skuteczniej niż typowe toniki czy mleczka do demakijażu (przynajmniej w teorii).
Na stronie ZSK znalazłam bardzo łatwy przepis na stworzenie wody micelarnej dla skóry wrażliwej. Wszystkie składniki już miałam, zastąpiłam sorbitol hydromanilem a zamiast wody dodałam hydrolat z zielonej herbaty.
Efekty?
Następnego dnia moje włosy przy skórze wyglądały niemal jak świeżo umyte. Skóra głowy też była odświeżona. Nie było żadnych podrażnień, swędzenia czy łuski. Przez chwilę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie umyłam włosów przez sen :D
Wody użyłam też do przemycia twarzy - i tutaj też jestem zadowolona z efektów. Skóra była nawilżona, gładsza i zniknęły też podrażnienia.
Zamierzam włączyć moją samorobioną wodę micelarną do programu pielęgnacyjnego, nie tylko jako oczyszczanie skóry głowy, bo na twarz działa równie dobrze. Chyba nawet lepiej niż niektóre drogeryjne toniki :)
Na ZSK znalazłam też przepis na płyn micelarny z siarką - znacie? Stosujecie? ;)
wtorek, 24 lipca 2012
Nowy w stadzie: Pharmaceris H-Purin
Notka automatyczna. O tej porze powinnam właśnie wysiadać z pociągu do domu :)
| źródło: aptekaslonik.pl |
Tego tutaj niebieskiego przyjemniaczka poleciła mi pani farmaceutka w aptece, której jestem już stałym bywalcem. To ta sama apteka, z której wyszłam wyposażona w szampon Zdrój ;)
Tak więc spodziewałam się samych dobroci na skórze głowy. I się nie zawiodłam. Ale po kolei.
Olejek z drzewa herbacianego. Kto czytał bloga wcześniej, ten wie, że mam co do niego mieszane uczucia. Z jednej strony sporo pozytywnych opinii (antyseptyk, działanie przeciwgrzybicze i w ogóle och i ach), chwalony na lewo i prawo, z drugiej - kamforowy zapach. Więc niemal wsadziłam nos w buteleczkę, próbując wyczuć choćby cień kamfory. Zapach jest bardzo orzeźwiający, taki trochę iglasty, przyjemny. Kamfory niet. Git :)
Olej Manuka. Stosowany w leczeniu wielu nieprzyjemnych skórnych dolegliwości jak łojotok skóry, krostki, ropnie, trądzik, trudno gojące się rany,
ukąszenie owadów, cuchnące pocenie się stóp, grzybica, opryszczka,
świąd skóry. Poza tym działanie silnie antyseptyczne, przeciwwirusowe, przeciwzapalne, przeciwropne, przeciwpotowe. Ponoć nawet odstrasza owady. Niestety, znalazłam informację, że "olejek Manuka zawiera pinen, geraniol, kariofilen, linalol, humulen, leptospermon". Linalol i geraniol nie zostały uwzględnione w INCI tegoż szamponu. Po trzech pierwszych myciach nie zauważyłam tego charakterystycznego efektu kasku, który towarzyszył innym kosmetykom z linalolem, więc pewnie jego stężenie jest na tyle śladowe, że skóra nie panikuje. Albo nie panikuje jeszcze.
Olejek tymiankowy. Kolejny antyseptyk; działanie dezynfekcyjne, przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne, przeciwrobacze,
przeciwroztoczowe, odwaniające, przeciwgnilne, drażniące, rozgrzewające. I również odpędza owady. Również, niestety, zawiera tymol, pinen, cymol, linalol i borneol. Cóż...
Ekstrakt z wierzbiny. Działanie chłodzące, przeciwzapalne i ściągające. Na to nie narzekam, choć mieszanie chłodzącego ekstraktu z rozgrzewającym olejkiem z drzewa herbacianego i olejkiem tymiankowym jest... nietypowe. Żeby nie powiedzieć, nieco bez sensu. Ale grunt, że jest i wpływa też na złuszczanie naskórka oraz redukowanie podrażnień.
SLES. Za tym składnikiem również nie przepadam, dlatego szampon stosuję tylko raz - dwa razy w tygodniu. Włosie "piszczy", jest porządnie oczyszczone, skóra głowy się nie łuszczy. SLES często pojawia się w szamponach przeciwłupieżowych, myślę, że to też dlatego, że zmywa całą warstwę lipidową, wraz z nagromadzonym tam łojem i pożywiającymi się nim drożdżakami.
Barwniki. Szampon jest - trudno tego nie zauważyć - niebieski. To zasługa barwników. W składzie są dwa - CI 42090 (niebieski) i CI 60730 (fioletowy), oba pochodzenia chemicznego. O tym pierwszym czytałam, że "czasem bywa alergizujący". Za tym barwnikiem też nie przepadam, ale jak widzę - skóra jest zadowolona.
Efekty?
Po umyciu nim skóry głowy (bo włosie tylko spłukuję pianą), czuję... spokój. Skóra głowy nie swędzi, nie jest podrażniona, ba! nawet łuski nie ma. Efekt czystości utrzymuje się przez cały wieczór po myciu i na następny dzień. Razem z tym iglastym, orzeźwiającym zapachem.
Mimo kilku wyszczególnionych wątpliwości, jestem z niego bardzo zadowolona. Podoba mi się jego zapach, nareszcie nie jest to zapach dziegciu, dzieciowych myjadeł czy siarki :)
Szampon ma swoją cenę (zapłaciłam nieco ponad 27zł za 250ml), ale zapowiada się na wydajnego pogromcę mojego ŁZS.
INCI: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA,
PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Glycerin, Propylene Glycol, Panthenol,
Sodium Chloride, Dimethicone Propyl PG-Betaine, Methylpropanediol,
Polysorbate 80, Polyquaternium-11, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Butyl
Methoxydibenzoylmethane, PPG-26-Buteth-26, Ethylhexyl Salicylate, PEG-40
Hydrogenated Castor Oil, Salicylic Acid, Leptospermone,
Isoleptospermone, Flavesone, Salix Alba Bark Extract, PEG-7 Glyceryl
Cocoate, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Copaifera Officinalis Resin,
Melaleuca Alternifolia Leaf, Helianthus Annuus Seed, Thymus Vulgaris,
Disodium, Citric, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone,
Methylisothiazolinone, Parfum, CI 42090, CI 60730
A Wy, moi czytelnicy? Mieliście? Stosowaliście?
AKTUALIZACJA (29.07):
Szampon wciąż rezyduje w mojej kosmetyczce, jest niesamowicie wydajny i w dalszym ciągu działa na skórę tak, jak działał na początku. Moja skóra jest specyficzna i co jakiś czas muszę zmieniać szampon, ale do tego będę z radością wracać :)
środa, 18 lipca 2012
Minęło kolejne 10 dni walki o czystą skórę głowy!
Rany, jak dawno mnie tutaj nie było!
W tym tygodniu cały czas zasuwam na drugą zmianę, nie mam w zasadzie czasu i sił na napisanie choćby krótkiej notki, ale wciąż jestem i walczę ze swoją skórą głowy i wypadaniem włosów.
Póki co, opracowała już swój system i wciąż go ulepszam.
A wygląda on tak:
Przede wszystkim - mycie i odgrzybianie.
Klimatyzacja to zło. Zło w najczystszej postaci. Pełno grzybków wszelkich rodzajów, fuj. I oczywiście muszą się przyczepić do mnie. A ja się już ich nie boję, o nie! :)
Myję włosy co dwa dni. Rano po myciu smaruję się Clotrimazolum 1% krem, który chroni moją skórę głowy przed nowymi kolonistami. Złuszczam też nadmiar naskórka za pomocą tonika z kwasem salicylowym i aloesem. Planuję ukręcić jeszcze jakieś złuszczające mazidło na bazie tych typowo aptecznych preparatów, choć ten trzyskładnikowy tonik całkiem sprawnie sobie radzi.
Co do samego mycia - mój szampon leczniczy Zdrój postanowił pokazać mi dno i zakończyć naszą współpracę. Pomaszerowałam więc do apteki i... zaszalałam. Kupiłam inny szampon, który nie był ani dziegciowym, ani siarkowym. Użyłam go jak dotąd dwukrotnie i szykuję się już do zamieszczenia tutaj jego recenzji - naprawdę fajny szampon mi się trafił :)
Ważna rzecz - ciepełko.
Kiedy słoneczko jest w górze, teoretycznie nie powinnam mieć powodów do narzekań. Twarz chronię kremem z filtrem, a promienie UV przecież mają działanie drożdżakobójcze...
To też, ale jest jeszcze jeden aspekt, o którym pomyślałam dopiero, gdy odkryłam wielką skorupę w miejscu, gdzie wcześniej trzymał się koczek-ślimaczek. Wniosek jest prosty: kiedy grzeje, nie upinamy włosów tak, by coś dociskało się do skóry głowy. Więc żegnajcie wymyślne dobierańce, żegnajcie koczki, wraca do łask klasyczny warkocz. Dlaczego? Ano dlatego, że skóra głowy zwyczajnie się poci. A jak się poci, to mamy łój. A jak mamy łój, to drożdżaki ucztują. A tego nie chcemy...
Jeszcze coś - suplementy.
Wciąż co wieczór łykam sobie Zincas, przepisany przez dermatologa. I liczę na to, że w końcu zobaczę efekty. Być może sobie to wmawiam, być może tak jest w rzeczywistości, ale włosiska związane w warkocz są mniej skłonne do wypadania.
Efekty?
Udaje mi się coraz dłużej zachować czystą skórę głowy, bez swędzenia i łusek. Z drapaniem jak zwykle mam problem, ale radzę sobie jak mogę. Czekam do wypłaty (niemal odliczam dni do tego wspaniałego dnia) i robię zamówienie na półprodukty. Oj, będzie się działo :)
A tymczasem - do napisania! :)
niedziela, 8 lipca 2012
Minął tydzień...
Ostatnią notkę napisałam właśnie tydzień temu.
Wspominałam wtedy, że mam spory problem ze skórą głowy - a kiedy go nie miałam? :P
Teraz postanowiłam zdać relację z tygodnia takiej "poprawionej" pielęgnacji skóry głowy.
Włosy w ciągu tego tygodnia umyłam aż cztery razy.
Niedziela 1.07
-szampon leczniczy Zdrój + 7 kropel kwasu mlekowego
-na końcówki balsam z miodem i proteinami mlecznymi Joanna, Z Apteczki Babuni
-po wyschnięciu jedwab z Biovaxa
Następnego dnia w skórę głowy wtarłam Clotrimazolum 1%, krem. Sprawuje się naprawdę nieźle, nie skleja ani nie zostawia śladów na włosach. Na wieczór użyłam mojego toniku z kwasem salicylowym i aloesem.
Wtorek 3.07
-szampon Babydream fur Mama
-na końcówki balsam z miodem i proteinami mlecznymi Joanna, Z Apteczki Babuni
-po wyschnięciu jedwab z Biovaxa
Jeszcze tego samego dnia wcierałam Clotrimazolum 1%, krem. Następnego dnia rano również, natomiast na wieczór znów użyłam toniku z kwasem salicylowym i aloesem.
Czwartek 5.07
-przed myciem maska BingoSpa z ponad 40 aktywnych składników
-szampon leczniczy Zdrój + 7 kropel kwasu mlekowego
-po wysuszeniu jedwab z Biovaxa
Wtarłam też Clotrimazolum 1%, krem. Następnego dnia obyło się bez swędzenia i większych łusek, więc znów tylko wcierałam klotrimazol. Dopiero w piątek wieczorem użyłam mojego toniku, ale tylko na tył głowy. Tonik niestety zostawia ślad na włosach - są nieestetycznie posklejane, wtedy też zamiast prostego kucyka związuję włosie w dobierany warkoczyk - ponoć świetnie mi to wychodzi ;)
Niedziela 8.07
-żel bioaktywny z aloesem na całą noc
-szampon Babydream fur Mama
-mycie włosów na długości maską BingoSpa z zieloną glinką
-po wyschnięciu jedwab z Biovaxa
Jestem bardzo zadowolona z takiej pielęgnacji, nawet jeśli muszę częściej myć włosy. Nie będę jednak marudzić, odbieranie tego, co włosom służy to bestialstwo :P
W skrócie:
- Włosy wciąż wypadają, ale po zaledwie tygodniu łykania suplementu z cynkiem nie spodziewałam się nagłej i zdecydowanej poprawy.
- Pomysł z klotrimazolem się sprawdził, zaś tonik (obecnie z 5% kwasu salicylowego) złuszcza nadmiar naskórka równie dobrze jak oliwka Salicylol.
- Kwas mlekowy dodawany do szamponu Zdrój (Babydream ma go już w składzie) niweluje swędzenie skóry głowy po myciu i spowalnia przetłuszczanie.
No i jeszcze się pochwalę - wczoraj siedząc w pociągu do domu, zaplotłam sobie warkocza dobieranego skośnie. Zaczęłam na wysokości prawego "zakola", dobieranie zakończyłam pod lewym uchem i dalej już był zwykły warkocz. (Jeśli zrozumiałyście coś z tego opisu to gratuluję wyobraźni :P)
Jak się Wam podoba? :)
niedziela, 1 lipca 2012
Na ratunek skórze głowy
Klimatyzacja to zło.
Negatywnie wpływa nie tylko na moje gardło, ale też na skórę głowy. Bardzo negatywnie...
Zaczęło się od swędzenia. Starałam się powstrzymywać, myć włosy częściej, ale nic z tego.
Potem stwierdziłam, że włosy zaczynają coraz bardziej wypadać. Po każdym rozczesywaniu znajdowałam na grzebieniu coraz więcej włosów, a wcześniej rzadko kiedy jakiś włos zostawał.
Po myciu za to znajdowałam na włosach coraz więcej łusek.
Wniosek jest tylko jeden - moje ŁZS się nasiliło. I trza coś z tym fantem zrobić...
Obmyśliłam już taktykę.
Przede wszystkim: złuszczanie.
Nie mam czasu na stosowanie oliwki Salicylol. Ale znalazłam zamiennik - tonik z kwasem salicylowym. Dziś stworzyłam jego ulepszoną wersję, z ok. 5% kwasu salicylowego.
Potrzeba mi było:
43ml wody przegotowanej z czajnika
ok. 10 ml kwasu salicylowego
ok. 5 ml wodorowęglanu sodu
5 ml zatężanego aloesu
7 kropli kwasu mlekowego
Najpierw do zlewki w łaźni wodnej odmierzyłam wodę, dodałam kwasu mlekowego (obniżając pH), następnie kwasu salicylowego, który za grom nie chciał się rozpuścić. Ale to już znam - odmierzyłam 1 ml wodorowęglanu sodu (który okazał się być sodą oczyszczoną z hipermarketu :P), wszystko wykipiało! :D Potem dodawałam już po 0,15 ml, aż do osiągnięcia klarownego roztworu, cały czas mieszając bagietką. Potem zlewkę zostawiłam do ostygnięcia i dodałam 5ml aloesu. Przelałam do buteleczki z kroplomierzem, będę się traktować w razie swędzenia, łuski i na wieczór przed myciem.
Następnie: mycie.
Pozostanę na razie wierna szamponowi Zdrój. Dodaję do niego ostatnio 7 kropli kwasu mlekowego i masuję skórę głowy. Pozwoliło mi to ograniczyć przetłuszczanie skóry głowy i opanować swędzenie.
Kolejny krok: środki przeciwgrzybicze.
Tak. Postanowiłam, że nie samym dziegciem albo siarką człowiek żyje, pora wyciągnąć coś skuteczniejszego. Kupiłam w aptece Clotrimazolum 1%, krem i mam w planach wcierać go na wieczór w skórę głowy. Jeśli będę po tym zabiegu wyglądać nieestetycznie (posklejane, tłuste włosy), będę nakładać go rano, a wieczorem mycie. I nie ma, że boli.
Kuracja ma trwać miesiąc. Przypomniało mi się też, że Anwen stosowała inny środek przeciwgrzybiczy, Daktarin, na wspomaganie porostu włosów. Może i mnie to pomoże? :P
I ostatnie, ale nie najmniej ważne: odżywianie od środka.
Cieszę się, że zachowałam opakowanie przepisanego przez dermatologa Zincasu. Będę dostarczać organizmowi jonów cynku, co ma wzmocnić moje włosy, skórę i paznokcie też. Ostatnim razem zauważyłam widoczną poprawę stanu skóry i włosów, a także twardsze paznokcie. I tym razem też liczę na taki efekt.
Nie zapomnę też o dbaniu o włosie :)
Już dziś po myciu dostało swoją porcję balsamu z proteinami mlecznymi i miodem Joanny, Z Apteczki Babuni, a na końcówki jedwab z Biovaxa. A co!
środa, 30 maja 2012
Pierwsze mycie włosia odżywką BingoSpa z zieloną glinką - relacja
Pewna Wiedźma popełniła wpis o myciu włosów odżywką. Pod jej wpisem pojawił się komentarz (niestety anonimowy), osoby z ŁZS, która była bardzo zainteresowana myciem włosów tym sposobem, ale nie chciała ryzykować podrażnieniami i drapaniem. W pełni ją rozumiem, sama tego unikam. Ale postanowiłam zaryzykować ;)
W roli głównej:
źródło: www.snella.pl
Skład: Aqua, 1 Hexadecanol 1 Octadecanol (Mixture), Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Stearomidopropyl Dimethyloamine, Illite (green clay), Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben.
Czyli mamy dwie najważniejsze grupy związków: woski emulgujące i antystatyki, Woski będą emulgować, czyli rozbijać tłuszcze na powierzchni skóry głowy i włosa na małe kropelki, tworząc emulsję, którą łatwo usunąć, przy okazji zmyją też zanieczyszczenia. Antystatyki zneutralizują ładunek powierzchni włosa, zapobiegając ich nieprzyjemnemu elektryzowaniu się. Sama zielona glinka też ma właściwości oczyszczające, a także dezynfekujące, regenerujące i odżywcze.
W wieczór przed myciem nałożyłam na skórę głowy swój samorobiony (z trudem!) tonik z kwasem salicylowym i wyciągiem aloesu i dołożyłam jeszcze żel aloesowy. Oba produkty nieco sklejają włosy, pomyślałam więc, że będzie to też próba skuteczności metody ;)
Podczas mycia jak mantrę powtarzałam sobie, że cały proces mycia jest logiczny i nie ma tam nic, co mogłoby mi zaszkodzić. Nie ma linalolu, maska nałożona na 10 minut na skórę głowy nie zrobiła mi krzywdy, więc będzie dobrze...
No i było :)
Na zmoczone włosy nałożyłam sporą ilość maski i wmasowałam we włosy i skórę głowy, spłukałam i powtórzyłam, tym razem trzymając na włosach maskę nieco dłużej. Po spłukaniu przeprowadziłam "test czystości" - wyszedł pozytywnie, włosie piszczało po przesunięciu palcami po mokrym kosmyku.
Poczekałam aż wyschną i tutaj już coś przestało mi pasować.
Nie, nie pojawiło się swędzenie, krostki czy podrażnienie. Nie udało mi się domyć włosów na czubku głowy. Włosy w tym miejscu były jakby sztywniejsze i nieco lepkie. To może być zasługa mojego niewprawnego jeszcze mycia bądź też zbyt dużej ilości kosmetyków nałożonych na skórę głowy wieczorem.
Umyłam włosy raz jeszcze, tym razem szamponem Babydream. I już mi lepiej :)
Mimo wszystko spodobało mi się mycie włosia odżywką. Mam ochotę jeszcze raz wypróbować tę metodę i dopiero wtedy ocenić, czy to metoda dla mnie. Jak na razie wiem, że krzywdy mi nie robi (a nawet nieco ukoiło skórę głowy, która ostatnio po myciu ma tendencję do swędzenia), muszę tylko nauczyć się obsługiwać maskę ;)
A jak jest z Wami? Myjecie włosy odżywką? Macie jakieś swoje patenty na spłukanie jej całkowicie z włosów? :)
sobota, 21 kwietnia 2012
Dlaczego olejuję skórę głowy?
Do napisania tej notki zainspirował mnie wpis italiany na temat OCM (Oil Cleansing Method). Ale co ma ze sobą wspólnego OCM i olejowanie skóry głowy? - zapytacie. Ano, jak się okazuje, całkiem sporo ;)
1. Potrzebne mikstury.
Do wykonania "prawidłowego" oczyszczania twarzy za pomocą olejów należy zastosować olej rycynowy bądź mieszankę olejów, wśród których znajdzie się też olej rycynowy. Ze względu na podobieństwo do ludzkiego sebum, olej rycynowy jest podstawowym składnikiem takiej pielęgnacji, wnika w pory skóry i rozpuszcza sebum w myśl zasady "podobne rozpuszczaj podobnym", usuwając przy tym zanieczyszczenia.
Jak już pewnie wszystkie stałe czytelniczki wiedzą, oliwka Salicylol zawiera aż 95% oleju rycynowego. Ze względu na zawartość kwasu salicylowego, nie polecam jej osobom, które problemów ze złuszczaniem skóry głowy nie mają.
Sam olej rycynowy też się sprawdzi :)
| źródło: www.doz.pl |
| źródło: apteka.we-dwoje.pl |
2. Aplikacja.
OCM i olejowanie odbywa się w bardzo podobny sposób. Olej nakładamy na twarz bądź skórę głowy, następnie pozwalamy porom się rozszerzyć na tyle, by olej mógł wniknąć i oczyścić skórę.
Podobnie jest z olejowaniem - nakładamy olej na skórę głowy, najwygodniej jest mi za pomocą wacika. Następnie nakładam czepek i zawijam głowę w ręcznik. Temperatura pod ręcznikiem i czepkiem podnosi się, powodując rozszerzenie się ujść gruczołów łojowych, ich odblokowanie i rozpuszczenie nadmiaru łoju, co jest szczególnie przydatne w łojotoku. Ręcznik na głowie trzymam ok. dwóch godzin, czasem dłużej. Ostatnio zauważyłam, że trzymanie dłużej niż trzy godziny powoduje u mnie ból głowy, więc staram się nie przekraczać tego czasu.
3. Efekty.
Nie stosowałam jeszcze OCM na twarzy, ale mogę napisać o tym, co zauważam po olejowaniu skóry głowy za pomocą oliwki Salicylol. Przede wszystkim znikają łuski, ale to zasługa kwasu salicylowego. Zauważyłam natomiast, że wszelkie grudki, krostki i pryszczyki na mojej skórze głowy (takie atrakcje funduje mi mój ŁZS...) po prostu znikają. Kiedyś specjalnie zlokalizowałam dwie czy trzy takie większe krostki i próbowałam je odnaleźć po zmyciu oleju. I co? I nie było ich :)
Poza tym wydaje mi się, że włosy dłużej pozostają świeże.
Wspomnę również o tym, że po kilku seansach z oliwką zauważyłam sporo babyhair :)
Oczywiście wiem, że niektórym z Was olejowanie skóry głowy może nie służyć. Jeśli zauważycie u siebie wzmożone wypadanie włosów, należy zrezygnować z olejowania albo poszukać innych olejów.
Osoby o jasnych włosach powinny też pamiętać, że olej rycynowy posiada właściwości przyciemniające włosy.
wtorek, 10 kwietnia 2012
Jak wygląda moja włosowa pielęgnacja?
Ta wesoła gromadka mieszka sobie ze mną :)
Część z nich jest Wam już pewnie znana z moich wcześniejszych notek, ale przedstawię ich wszystkich :)
Od lewej:
- żel bioaktywny Aloe Vera - do nawilżania skóry głowy, bardzo dobrze się sprawdza i pięknie pachnie, nie zlepia ze sobą włosów, tylko nieco je usztywnia
- dwie maski BingoSpa, 40 aktywnych składników i z zieloną glinką - na temat masek BingoSpa mam jedno zdanie: są genialne, szkoda tylko, że zawierają parabeny. Używam, gdy tylko mam czas po myciu i skóra głowy mnie nie niepokoi
- szampon Zdrój - obecnie czeka na swoją kolej, bowiem skóra głowy przyzwyczaiła się do niego a do łask wrócił szampon dziegciowy
- szampon dziegciowy Polytar - śmierdziuch jakich mało, ale skuteczny
- woda brzozowa, Barwa - wcieram w skórę głowy jak tylko mi się przypomni, więc raczej mało systematycznie; co mnie zaskoczyło, dobrze łagodzi swędzenie
- z tyłu za nim szampon Babydream - kiedy moja skóra głowy jest podrażniona, zaogniona, radzi sobie z nią bardzo dobrze
- oliwka Babydream - parę razy już wspominałam, że służy mi do olejowania skóry głowy, włosy są po niej nawilżone i gładkie, a skóra głowy wypoczęta
- oliwka Salicylol - służy mi również do olejowania skóry głowy, ale w bardziej wymagających przypadkach, wsmarowuję ją w skórę głowy, zakładam czepek i owijam głowę ręcznikiem, następnie zmywam szamponem; po takim seansie skóra głowy może odetchnąć, łuska zostaje zlikwidowana
- emulsja przeciwłupieżowa Zoxiderm - do oczyszczania skóry głowy, stosuję ją rzadko, raz na miesiąc, ma za zadanie zapanować nad populacją moich osobistych drożdżaków, w składzie zawiera wiele substancji czynnych, charakterystycznych dla preparatów przeciwłupieżowych; dostępna na receptę
- jedwab do włosów Biovax, L'biotica - za jednym pociągnięciem zamienia moje włosy w lśniącą taflę, albo po prostu pogłębia ten efekt, uwielbiam ten zapach :)
- balsam do włosów z miodem i proteinami mlecznymi, Joanna Z Apteczki Babuni - lekka odżywka bez spłukiwania, równie dobrze sprawdza się jako maska, zmiękcza i nawilża włosy, jej zapach maskuje zapach dziegciu, przynajmniej na końcówkach
Oczywiście, nie używam tego wszystkiego naraz :)
Moją pielęgnację można podzielić na trzy główne etapy:
- Złuszczanie i natłuszczanie
Głównym moim celem jest pozbycie nadmiarowego naskórka i łoju, który jest pożywką dla drożdżaków. W tym celu stosuję preparaty złuszczające jak oliwka Babydream czy Salicylol. Bez oczyszczenia skóry głowy dalsze etapy w zasadzie nie mają sensu, szampony, mimo swoich keratolitycznych właściwości, nie są w stanie złuszczyć wszystkiego. - Mycie i oczyszczanie
Tu do akcji wkraczają szampony - raz, do zmycia oliwki, dwa, do umycia skóry głowy. Pozwalam sobie też na delikatny masaż. Jeśli łuski jest mało, zostawiam szampon na kilka minut na skórze głowy, czasem nawet zawijam włosy z szamponową pianą w ręcznik. Szampony oczyszczają skórę głowy ze złuszczonego naskórka. Emulsja przeciwłupieżowa dostarcza skórze głowy substancji czynnych - niektóre mają zdolność adhezji i dłuższego działania - pozwalających na ograniczenie liczebności drobnoustrojów niepożądanych. - Odżywianie włosów
Ostatnie, ale nie najmniej ważne :)
Szczęśliwe włosy błyszczą się, są nawilżone i śliskie. Maski BingoSpa i balsam Joanny uszczęśliwiają moje włosy - sprawiają, że nie są naelektryzowane ani suche. Dodatkowo na śliskich włosach łupież nie jest tak widoczny - fragmenty naskórka ześlizgują się z włosa ;)
Poza tym:
- Nigdy nie rozczesuję włosów, kiedy są mokre. Robię sobie tylko przedziałek na boku, bo inaczej nie chcą się układać.
- Rzadko korzystam z suszarki, ale jeśli już muszę, ustawiam najniższe obroty i ćwiczę kciuka, przytrzymując przycisk od chłodnego nawiewu.
- Nie chodzę spać z mokrymi włosami.
- Do spania zaplatam włosy w warkocz. Kiedyś wygodniej było mi przerzucić włosy przez krawędź łóżka, ale po nieprzespanej nocy, uznałam, że jednak jest mi ich szkoda :)
- Nie narażam skóry głowy na kontakt z linalolem, geraniolem, SLS oraz SLES. Włosy od czasu do czasu same domagają się SLESów.
- Unikam podrażnień skóry głowy.
Nie uważam, by taka pielęgnacja znacząco różniła się od typowej pielęgnacji typowej włosomaniaczki :)
środa, 21 marca 2012
Nie drap się!
Czy też w wersji mojej mamy: "Nie czochraj się!".

A dla zaawansowanych polecam - Flexagon ;)
| źródło: http://pl.123rf.com |
Drugim, zaraz po łusce, nieprzyjemnym aspektem ŁZS jest swędzenie skóry głowy, spowodowane łuszczeniem się naskórka. Niesamowite swędzenie, szczególnie w miejscach, gdzie zgromadziło się łusek najwięcej. Niestety, drapanie może i przyniesie ulgę, ale zaraz obróci się przeciwko nam. W miejscu rozdrapanych krostek rozwija się stan zapalny, skóra staje się zaczerwieniona, gorąca i... coraz bardziej swędzi.
Poza tym, po rozdrapaniu pojawia się ten charakterystyczny, paskudny zapaszek, zapach łoju i niemytej od dawna głowy. Zignorowany (a da się?) zostaje na poduszce, na pościeli, być może nawet na ubraniach... Nie mówiąc już o wyglądzie włosów, które w owym miejscu natychmiast zalewane są uwolnionym z krostki łojem.
Zniechęceni do drapania?
Najlepszym sposobem na niedrapanie jest zajęcie rąk czym innym. Najtrudniej jest podczas nauki, wtedy ręka sama wędruje w stronę włosów, sama lokalizuje największe paskudy i sama... No właśnie.
Główną zasadą przy niedrapaniu są krótko obcięte paznokcie i zwracanie uwagi na ostre ząbki grzebienia czy szczotki oraz krawędzie ozdób do włosów. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ każdy przedmiot - spinka do włosów, opaska, nawet długopis - ostro zakończony może stać się idealnym drapakiem. A drapać nie wolno! Nie i już.
Pojawia się pytanie: Czym zająć ręce?
Mam na to kilka sposobów :)
Zabawka dla zwierza. Tylko się nie śmiać! To jest idealny i wielofunkcyjny zajmowacz rąk. Można go podrzucać, tarmosić, ściskać, turlać, obracać... No po prostu wszystko. Egzemplarz na zdjęciu to zabawka kupiona w sklepie dziecięcym, prawdopodobnie miał to być brelok. Przez kilka lat leżał nieużywany jako zabawka dla psa, aż w końcu go wypatrzyłam i odkryłam jego cudowne właściwości ;)
Niestety, ponieważ jest to egzemplarz wiekowy, większość gumek straciła już swoją elastyczność i zwyczajnie pękają. Chcąc zaopatrzyć się w nowy, zajrzałam na allegro. Po wielu godzinach poszukiwań, wpisałam najgłupszą nazwę, która przyszła mi do głowy. I znalazłam :P
Zabawka dostępna na allegro po wpisaniu "pompon gumowy" :)
| źródło: www.fionka.pl |
Innym wyjściem jest składanie kartek papieru.
Niestety papier jest surowcem dość nietrwałym, ale mimo to, sprawia mi to radochę. Ostatnio np. złożyłam zakładkę do książek w kształcie serca ;)

Stosuję ją nie tylko w roli zakładki do książek.
A dla zaawansowanych polecam - Flexagon ;)
wtorek, 20 marca 2012
Łuska
Łuska, czyli łupież tłusty, to fragment złuszczonego naskórka. Przybiera kolor od białego po żółtawy, bywa tłusta. Pojawia się dzięki aktywności drożdżaków z rodzaju Malassezia sp., które wysuszają skórę głowy i powodują, że gruczoły łojowe wydzielają nadprogramowe ilości łoju. Nieusuwana łuska prowadzi do zatykania ujścia gruczołów łojowych i "duszenia" mieszków włosowych, dzięki czemu następuje nadmierne ich wypadanie. Poza tym jest wybitnie nieestetyczna, jak to łupież...
O sposobach na usuwanie łuski pisałam już przy okazji notki o ciemieniusze, teraz więc kilka słów na temat preparatów do tego stosowanych :)
Najczęstszymi składniami preparatów do usuwania nadmiaru naskórka są: mocznik, kwas mlekowy, kwas salicylowy. Rozmiękczają one naskórek, który następnie można usunąć podczas mycia włosów bądź przez wyczesywanie - najlepiej sprawdzają się grzebień o blisko osadzonych ząbkach oraz szczotka z miękkim włosiem. Łuski nie można usuwać mechanicznie, wyczesując bez uprzedniego zmiękczenia naskórka choćby zwykłą oliwą z oliwek czy przez zdrapywanie.
Stosowana przeze mnie oliwka Salicylol składa się w 95% z oleju rycynowego i 5% kwasu salicylowego. Olej rycynowy ma działanie ściągające, stosowany zbyt często może wysuszyć skórę głowy. Olej rycynowy znany jest też z tego, że wpływa bardzo korzystnie na porost włosów i ich kondycję - wzmacnia, zapobiegania łamaniu włosów i rozdwajaniu końcówek. Ze swojego doświadczenia mogę potwierdzić, że tak jest - urosło mi sporo babyhair, włosy były wzmocnione.
Sposobem na zapobieganie łuszczenia jest nawilżanie. Nadaje się do tego olej kokosowy. Poza tym działa nie tylko na skórę głowy, ale i włosy, choć pewnie wszystko co teraz napiszę jest już znane ;)
Moim niedawnym odkryciem - i (niekoniecznie) skrytym pragnieniem - jest olej jojoba. Ma skład bardzo zbliżony do ludzkiego łoju, stąd doskonale nadaje się do nawilżania i ujędrniania skóry. Zastosowany na skórę skłonną do wydzielania nadmiaru łoju działa hamująco. Przyspiesza także regenerację komórek skóry, łagodzi stany zapalne i działa bakteriostatycznie. Na tę chwilę używam oliwki Babydream z olejem jojoba oraz olejem z gorzkich migdałów, słonecznikowym i jestem z niej zadowolona :)
Ta część notki została zaktualizowana, zgodnie z ostatnimi łojowo-olejowymi odkryciami. Zainteresowanych zapraszam do aktualnej notki o olejach: KLIK.
W skrócie: nienasycone kwasy tłuszczowe omega-9 są doskonałą pożywką dla drożdżaków, które wywołują objawy ŁZS. Dlatego jeśli chcemy nałożyć na skórę głowy olej, wybieramy te, które kwasów omega-9 mają jak najmniej, natomiast bardzo dobrze sprawdzają się kwasy omega-3 i omega-6. Lista, z której korzystam przy wybieraniu olei, jasno objaśniona przez Czarownicującą: KLIK. Pamiętamy, nas interesują głównie oleje z drugiej grupy.
Miałam wyczucie, choć może i nie, bo jeden z zaproponowanych przeze mnie olei to ten o wysokiej zawartości omega-9, olej arganowy. Tego pana wykreślamy :)
Pozostałe mam zamiar wypróbować na własnej skórze :)
Olej lniany łagodzi objawy chorób skórnych. Normalizuje pracę gruczołów łojowych, zapobiega zbijaniu się sebum, przez co zapobiega powstawaniu zaskórników czy wągrów. Wzmacnia włosy i paznokcie.
Olej z ogórecznika zawiera jeden z niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych - kwas gamma-linolenowy (GLA). GLA hamuje rozwój alergii i likwiduje stany zapalne. Stosowany w leczeniu wszelkiego typu podrażnień skóry. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwalergiczne i grzybostatyczne.
Olej z wiesiołka poza GLA zawiera także kwas cis-linolenowy. Ma naprawdę wielokierunkowe działanie, stosowany może być przez chorych na atopowe zapalenie skóry, alergików, w leczeniu stanów zapalnych, ale też w terapii AIDS, miażdżycy, cukrzycy...
Pomaga zachować piękną cerę, elastyczność i gładkość skóry.
Od siebie dodam również (w miejsce oleju arganowego) olej kokosowy. Na mojej skórze głowy działa cuda :)
Na koniec chciałabym przedstawić olejek, na który natknęłam się podczas poszukiwania informacji o wymienionych olejach - jest to Ajurwedyjski Olejek do masażu, dostępny na stronie sklepu helfy.pl. Posiada w składzie 9 ziołowych ekstraktów i 9 olejków pomocnych w zwalczaniu problemów skórnych.
Jeśli ktoś stosował, proszę o opinię ;)
poniedziałek, 19 marca 2012
Jak dbać o wrażliwą skórę głowy?
Skóra głowy narażona jest na kontakt z czynnikami mogącymi powodować jej podrażnienie. Są to nie tylko czynniki chemiczne (czyli składniki masek, odżywek, szamponów, wcierek) ale też czynniki mechaniczne.
Przykłady czynników mogących podrażnić skórę głowy:
| źródło: wizaz.pl |
Grzebień lub szczotka.
Tak, tak, to nie żart ;)
Kupując grzebień, zwracam uwagę na to, czy jego ząbki nie są ostro zakończone, a także, czy ząbki nie są niedokładnie odlane od formy - czyli nie posiadają odstających krawędzi. Grzebienie o ostro zakończonych ząbkach mogą podrapać skórę głowy. Najprościej będzie przejechać kciukiem po ząbkach - jeśli nie czuć nierówności, grzebień będzie dobry.
Kupując grzebień, zwracam uwagę na to, czy jego ząbki nie są ostro zakończone, a także, czy ząbki nie są niedokładnie odlane od formy - czyli nie posiadają odstających krawędzi. Grzebienie o ostro zakończonych ząbkach mogą podrapać skórę głowy. Najprościej będzie przejechać kciukiem po ząbkach - jeśli nie czuć nierówności, grzebień będzie dobry.
Nie przepadam za szczotkami, szczególnie takimi z zakończeniami w kształcie kuleczek. Zawsze trafiałam na takie, które kuleczki traciły, a pod nimi na moją skórę głowy czyhały ostro zakończone ząbki-druciki.
Włosy czeszę zawsze od końcówek, ale nie dotykam grzebieniem bezpośrednio skóry głowy. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy chcę sobie zaczesać włosy na bok - wtedy delikatnie pierwszym ząbkiem grzebienia przesuwam po skórze głowy.
Off-top: kiedy słyszę jak ktoś czesząc się, zwłaszcza szczotką, "szoruje" po skórze głowy, to mam dreszcze...
| Klamra-szpic; źródło: http://www.solostocks.pl |
Ozdoby do włosów.
Wszystkie chyba wiemy, że powinno się unikać gumek do włosów z metalowymi elementami, gdyż mogą one zniszczyć włosy. Tak samo jak takich gumek unikam spinek o ostro zakończonych krawędziach. Unikam spinek-szpiców i takich z zatrzaskami, uwielbiam natomiast klamry we wszystkich możliwych rozmiarach. Czasem podpinam włosy na tzw. pyki.
| Pyki; źródło: http://image.ceneo.pl |
Zwracam też uwagę na opaski do włosów - zdarzają się takie, które mają malutkie kolce po wewnętrznej stronie. Co prawda służą one lepszemu utrzymywaniu się opaski na głowie, ale mogą też dotkliwie podrapać.
Być może przesadzam, ale - i tu drastyczne wyznanie - kiedy swędzi głowa, szuka się każdego sposobu, by się podrapać. Koniec wyznania ;)
| źródło: http://sonnenblumen.blog.onet.pl |
Związki chemiczne.
Konserwanty, antyoksydanty, olejki eteryczne czy nawet ekstrakty roślinne mogą spowodować podrażnienie skóry głowy. Zazwyczaj staram się przeprowadzać próby uczuleniowe zanim zacznę używać danego kosmetyku. Smaruję fragment skóry, np. zgięcie łokcia bądź w przypadku kosmetyku typowo włosowego wcieram we włosy i skórę z tyłu głowy i zostawiam do obserwacji na 24-48h. Jeśli nie pojawiły się jakieś zmiany, uznaję kosmetyk za godzien użycia go ;)
PS. Poczułam dziś wiosnę, blog też... :)
PPS. Zainteresowanym w sprawie składników kosmetyków i ich wpływu na nasz organizm polecam ten wykop.
PPS. Zainteresowanym w sprawie składników kosmetyków i ich wpływu na nasz organizm polecam ten wykop.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



