Drodzy moi!
Cieszy mnie ogromnie Wasze zainteresowanie moją radosną, blogową twórczością. Zostawiacie komentarze, piszecie maile i dzielicie się ze mną swoimi problemami, prosicie o rady, o polecenie Wam odpowiednich sposobów pielęgnacji oraz dobór aptecznych specyfików. To jest naprawdę bardzo miłe, czuję się zaszczycona, że aż tak mi ufacie :)
Ale jest jedno "ale". Ja nie jestem dermatologiem. Nie potrafię ocenić, czy rzeczywiście macie ŁZS, czy to zwyczajne podrażnienie spowodowane jakimś kosmetycznym składnikiem, czy też może objaw reakcji alergicznej. Dlatego, zanim zwrócicie się do mnie, że macie ŁZS i potrzebujecie porady, skontaktujcie się najpierw z dermatologiem.
Moja mama w wieku lat 18-tu chorowała na nowotwór płuc, białaczkę i hemoroidy. Jak to się stało? Przeczytała książkę pt.: "Leksykon chorób". Niektóre objawy pasowały, więc to na pewno to!
Wiem, że potrafię pisać bardzo sugestywnie. Na tyle, że po przeczytaniu postu o niedrapaniu, ktoś może poczuć swędzenie głowy. Od swędzenia do ŁZS jednak bardzo daleka droga. Dlatego jeszcze raz proszę Was o rozwagę i rozsądek w diagnozowaniu siebie pod kątem ŁZS :)
Oczywiście dalej będę Wam służyć radą i pomocą, ale proszę - to, że przetłuszczają Wam się włosy i czasem skóra swędzi nie świadczy jeszcze, że czeka Was "przygoda" związana z ŁZS :)
A więc gwoli podsumowania: o Waszym ŁZS orzeka dermatolog, nie mój blog i nie moja skromna osoba :)

