niedziela, 9 września 2012

Mały apel

Drodzy moi!
Cieszy mnie ogromnie Wasze zainteresowanie moją radosną, blogową twórczością. Zostawiacie komentarze, piszecie maile i dzielicie się ze mną swoimi problemami, prosicie o rady, o polecenie Wam odpowiednich sposobów pielęgnacji oraz dobór aptecznych specyfików. To jest naprawdę bardzo miłe, czuję się zaszczycona, że aż tak mi ufacie :)

Ale jest jedno "ale". Ja nie jestem dermatologiem. Nie potrafię ocenić, czy rzeczywiście macie ŁZS, czy to zwyczajne podrażnienie spowodowane jakimś kosmetycznym składnikiem, czy też może objaw reakcji alergicznej. Dlatego, zanim zwrócicie się do mnie, że macie ŁZS i potrzebujecie porady, skontaktujcie się najpierw z dermatologiem.

Moja mama w wieku lat 18-tu chorowała na nowotwór płuc, białaczkę i hemoroidy. Jak to się stało? Przeczytała książkę pt.: "Leksykon chorób". Niektóre objawy pasowały, więc to na pewno to! 
Wiem, że potrafię pisać bardzo sugestywnie. Na tyle, że po przeczytaniu postu o niedrapaniu, ktoś może poczuć swędzenie głowy. Od swędzenia do ŁZS jednak bardzo daleka droga. Dlatego jeszcze raz proszę Was o rozwagę i rozsądek w diagnozowaniu siebie pod kątem ŁZS :)

Oczywiście dalej będę Wam służyć radą i pomocą, ale proszę - to, że przetłuszczają Wam się włosy i czasem skóra swędzi nie świadczy jeszcze, że czeka Was "przygoda" związana z ŁZS :)

A więc gwoli podsumowania: o Waszym ŁZS orzeka dermatolog, nie mój blog i nie moja skromna osoba :)

środa, 5 września 2012

Szybkie zamówienie z DOZ-u

Wczoraj wieczorem usiadłam i zamówiłam, a dziś odebrałam :)

Zaczynając od lewej:

Olejek eukaliptusowy - naprawdę polubiłam ten zapach, to chyba zasługa maści Steper, ale od jakiegoś czasu właśnie ten zapach kojarzy mi się z porządkiem, ładem i spokojem na głowie. Ze względu na jego właściwości antyseptyczne postanowiłam go dodawać do kosmetyków, które będą miały styczność ze skórą głowy (tonik 3w1) ale nie tylko. Żel aloesowy czy właśnie krem do stóp też będą się lepiej "prezentowały" mając w sobie nutkę tego zapachu ;)

Zincas forte - dostępny na receptę. Chwalony przeze mnie suplement lek na niedobory cynku, który poprawia kondycję mojej skóry, włosów i paznokci. Łyka się na noc, a potem nie można już nic zjeść.
Ja efekty widzę już po dwóch tygodniach :)

Biovax, jedwab do włosów - kolejne opakowanie. Pierwsze dostałam od chłopaka na Boże Narodzenie, strasznie wydajny :)
Zastanawiałam się, czy wziąć znów ten jedwab, czy może niebieskie serum do włosów z witaminami A i E, ale zdecydowałam się na ten. Jeśli będę chciała olejowe serum, to wykorzystam te oleje, które mam w domu, o ;)

Benzacne, 5% - żel na trądzik. Chyba zmienili opakowanie, bo na DOZie jest jeszcze ta wersja z granatowo-czerwonym opakowaniu. Bardzo dobrze radzi sobie z moim trądzikiem, skutecznie wysusza, a czasem nawet wypala. Niestety, nie radzi sobie z zaskórnikami, ale genialnie pozbywa się grudek i ropnych pryszczy.

Terbilum - maść przeciwgrzybicza. Szukałam następcy maści Steper, nastawiałam się bardziej na Lamisilatt, ale ta maść ma bardzo zbliżony skład i takie samo stężenie substancji aktywnej - chlorowodorku terbinafiny.

Maść Steper już jest niemal na wykończeniu, więc czekajcie na podsumowanie :)
Planuję też recenzje kosmetyków stworzonych z półproduktów: mgiełek do włosów i kremów do stóp. Toniku i aloesowego żelu też, a co ;)

niedziela, 2 września 2012

Co miewam na głowie ;)

Niedawno zauważyłam, że minęło już pół roku, odkąd założyłam bloga, a dziś licznik obserwatorów przekroczył 150!
Niesamowicie motywujące jest to, że ktoś chce mnie czytać, pisać maile, komentować notki, a linki do mojego bloga pojawiają się w różnych miejscach internetu, np. na kafeterii i wizażu.

Tyle tytułem wstępu, a nawiązując do tytułu notki - nie bójcie się, nie będą to zdjęcia drastyczne :P
Gdyby ktoś przynajmniej rok temu powiedział mi, że będę sobie zaplatać warkocze, będę miała z tego radochę i jeszcze, że będę chciała nauczyć się coraz to nowych fryzur, serdecznie bym się uśmiała i kazała delikwentowi brać połowę tego, co teraz.
A teraz mogę zaprezentować przynajmniej 5 fryzur, w których od czasu do czasu paraduję ;)
Wykonanie każdej z tych fryzur (szczególnie ostatniej :P) nie zajmuje więcej niż 5 minut.

1. Klasyczny warkocz.
Bądź też zapleciony po skosie, opierający się na ramieniu.

2. Warkocz dobierany: holenderski i francuski.
Nigdy nie wiem, który jest który, ale bardziej wolę ten "wypukły" :)
Dobierańca zaplecionego po skosie już wcześniej prezentowałam, więc tym razem uwieczniłam te proste ;)


3. Kłos, ewentualnie kłosowarkocz (wciąż się uczę, a ten niezbyt mi wyszedł :P).

4. Liny.


5. Zwykły kucyk.
Znacie jakieś proste i ładnie wyglądające fryzury, opierające się właśnie na warkoczach?
Skąd bierzecie pomysły i inspiracje na swoje fryzury?:)

sobota, 1 września 2012

Recenzja z lodówki i plany na przyszłość

Nie masz planu na notkę? Zajrzyj do lodówki!
A w lodówce znalazłam ukręcony niegdyś krem z kwasem migdałowym, którego jednak nie używałam jakoś specjalnie systematycznie. Postanowiłam to zmienić i dać mu drugą szansę :)

KLIK
I jak wrażenia?
Ano, pozytywnie :)
Przede wszystkim odkryłam, że podczas stosowania, na samym początku, wystąpił u mnie klasyczny, typowy wysyp. A ja, zamiast przeczekać, krem odstawiłam i zapomniałam. Teraz powrócił do łask, wysyp udało się przeżyć i obecnie jestem bardzo zadowolona z tegoż kremu.

Co do samego kremu - receptura jest trochę niedopracowana, miałam (i nie tylko ja) z nim ten problem, że się wziął i rozwarstwił. Uratowało go mieszadełko, a potem stosowanie się do zasady "Przed użyciem wstrząsnąć". Krem bardzo ładnie pachnie: ja tam wyczuwam różę i zieloną herbatę, ale moje chłopię marudzi, że pachnie jak mydło. Jest tłusty, nadaje się bardziej na noc i właśnie w taki sposób go używam.

Działanie?
A jakże!
Zauważyłam, że moje przebarwienia po trądziku zniknęły, a nowe niespodzianki pojawiają się bardzo sporadycznie, szczególnie przed okresem. Skóra jest gładsza i nawilżona. Pory są zauważalnie zmniejszone, a mój nos przestaje wyglądać jak truskawka :P
Działanie kremu jest wspomagane mydłem Alepp.

W planach mam:
Poza tym utwierdzam się w przekonaniu, że czytanie składów kosmetyków to zło. Kiedyś kupowałam co chciałam, a teraz nagle zaczęłam wszystko analizować i w efekcie nie kupuję nic, a kręcę swoje kosmetyki.
Co ze mnie wyrosło!?

niedziela, 26 sierpnia 2012

Woda micelarna do odświeżenia... skóry głowy

Udało mi się opanować reakcję mojej skóry głowy na klimatyzację w pracy. Myję włosy co drugi dzień, codziennie smaruję się maścią przeciwgrzybiczą i wieczorem przemywam skórę głowy tonikiem 3w1. Sprawdza się to bardzo, ale maść i tonik sklejają włosy, tak że wyglądają niezbyt estetycznie, pojawiają się takie tłuste kosmyki. Stąd właśnie to mycie co drugi dzień.
Nie żebym nie lubiła myć włosów. Po prostu nie podoba mi się to, że już na drugi dzień są tak wymazane maścią.
Szukałam sposobu, jak pozbyć się tych nieestetycznych, tłustych śladów po nałożeniu maści...

W tej niepozornej buteleczce kryje się moc ;)

I wymyśliłam :)
Do tej pory wodę micelarną widywałam na półkach w drogerii albo na blogach i jakoś niespecjalnie interesowałam się, z czym to się je. A je się z micelami, które oczyszczają skórę delikatniej ale też skuteczniej niż typowe toniki czy mleczka do demakijażu (przynajmniej w teorii).

Na stronie ZSK znalazłam bardzo łatwy przepis na stworzenie wody micelarnej dla skóry wrażliwej. Wszystkie składniki już miałam, zastąpiłam sorbitol hydromanilem a zamiast wody dodałam hydrolat z zielonej herbaty.


Efekty?
Następnego dnia moje włosy przy skórze wyglądały niemal jak świeżo umyte. Skóra głowy też była odświeżona. Nie było żadnych podrażnień, swędzenia czy łuski. Przez chwilę zastanawiałam się, czy przypadkiem nie umyłam włosów przez sen :D
Wody użyłam też do przemycia twarzy - i tutaj też jestem zadowolona z efektów. Skóra była nawilżona, gładsza i zniknęły też podrażnienia.

Zamierzam włączyć moją samorobioną wodę micelarną do programu pielęgnacyjnego, nie tylko jako oczyszczanie skóry głowy, bo na twarz działa równie dobrze. Chyba nawet lepiej niż niektóre drogeryjne toniki :)

Na ZSK znalazłam też przepis na płyn micelarny z siarką - znacie? Stosujecie? ;)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Tag: Versatile Blogger

Dawno nie było TAGów na moim blogu, a niedawno przydarzyło mi się takie śliczne, zielone wyróżnienie, któremu zdecydowanie nie mogłam się oprzeć:

Zostałam oTAGowana przez weegirl, za co bardzo jej dziękuję :)
Zasady mówią, by napisać o sobie 7 faktów, a następnie zaprosić do zabawy kolejne bloggerki.

1. Mam alergię "na komary". Po każdym ugryzieniu zostaje mi bąbel, który zazwyczaj ma wielkość pięciozłotówki, a czasem puchnie i osiąga rozmiary pięści. Oczywiście pieruńsko swędzi, boli, a czasem przeszkadza w poruszaniu się.

2. Uwielbiam czekoladę. W każdej postaci. Ten zapach, smak i to, jak wspaniale rozpuszcza się na języku... ^^

3. Przez 5 lat trenowałam sztuki walki. Niestety, podłapałam kontuzję i musiałam zrezygnować. A miałam już kilka medali w kolekcji ;)

4. Nie ruszam się z domu bez zegarka. Nie uznaję zegarka w telefonie, wolę klasyczne zegarki, którym potrzeba co jakiś czas wymienić pasek (sama się nauczyłam), baterię czy doszlifować szkiełko. Tykanie zegarka mnie uspokaja i kołysze do snu. Jak będę bogata, kupię sobie porządny zegarek.

5. Jestem psiarą na dodatek z zacięciem kynologicznym. Kiedy byłam mała, mama kupiła mi książkę o rasach psów i od tej pory potrafię odróżnić dobermana od rottweilera i shi-tzu od pekińczyka ;)

6. Od czterech lat pozostaję w związku na odległość. W linii prostej mamy do siebie jakieś 520 km. Nie przeszkadza nam to przynajmniej raz w miesiącu się ze sobą spotkać - oboje lubimy podróże pociągami :)

7. Razem z chłopakiem jesteśmy koneserami kina. Niemal każde spotkanie obejmuje też wyprawę do kina. Lubujemy się szczególnie w filmach animowanych, gdzie najczęściej zawyżamy średnią wieku ;)
Ostatnio oglądaliśmy "Romana Barbarzyńcę" i "Meridę Waleczną" - polecam! :)

A do zabawy zapraszam:
Chętnie się czegoś o Was dowiem :)