Wyobraźmy sobie taką sytuację: na naszej zadbanej, wychuchanej skórze głowy robi się COŚ. COŚ swędzi, podśmierduje, jest tłuste, skóra się łuszczy a włosy wypadają (my, starzy wyjadacze wiemy od razu, kto zacz). Jakimś cudem udaje nam się zarejestrować do dermatologa i jeszcze większym zrządzeniem losu dermatolog wie co nam jest. Diagnozuje więc Łojotokowe Zapalenie Skóry, umiejscowione na skórze owłosionej (na głowie, się znaczy). Czasem dostajemy jakieś recepty, karteczki z nazwą szamponu i innych specyfików i wracamy do domu, ewentualnie zahaczamy jeszcze o aptekę. Wygląda znajomo?
Część z nas, jako już uświadomiona i posiadająca dostęp do świątyni wiedzy jaką jest internet, chce dowiedzieć się czegoś więcej na temat swego choróbska. No i co? No i poza naukowymi, medycznymi bądź mikologicznymi publikacjami może znaleźć kilka mniej prawdziwych i wiarygodnych informacji...