sobota, 20 kwietnia 2013

Aktualizacja stanu skóry, plan pielęgnacji i słowo o swędzeniu

Aktualną sytuację na twarzy mogę streścić w jednym zdaniu: przyszła wiosna, zakwitły pryszcze. Ale to jeszcze nie wszystko. Bo razem z wiosną przyszły pyłki, a to oznacza... Swędzenie. Nie muszę się rozglądać, bo i tak zawsze znajdę jakąś brzozę bądź topolę. Wyczuwam je. Swędzą mnie...
Uwaga, będę się żalić.

Ta zima, a przynajmniej większa jej część była dla mojej twarzy łaskawa. Traktowałam się kwasami, myłam żelem z mikrogranulkami z Biedronki i było czyściutko. Od czasu do czasu pokazywała się drobna niespodzianka na linii szczęki, zasługa szalika. Na szczęście tak szybko jak się pojawiała, tak znikała. Potem zaczęły się różne zawirowania na linii zima-wiosna, więc na czole i policzkach wykwitły krostki. Udało się je opanować dzięki tercetowi: tonik z kwasami (aktualnie TEN), krem na odparzenia Babydream, mydełko Alepp i maść Benzacne. Mydło Alepp, wciąż to samo, z 5% oleju laurowego używam dwa razy dziennie. Moja skóra je lubi, nie łuszczy się, nie wysusza, więc sobie nie oszczędzam. Maść Benzacne stosowałam tylko na noc, tak samo jak tonik z kwasami. Kremem Babydream smarowałam się i na dzień, i na noc. A ponieważ słońce zza chmur wyszło już na dobre, wyciągnęłam też krem z filtrem :)

Udało mi się opanować sytuację na twarzy i to chyba jedyny taki wiosenny sukces :)
Wciąż nie mogę uporać się z tym koszmarnym swędzeniem wszystkich odkrytych części ciała. Więc staram się odkrywać jak najmniej. Trochę ratuje mnie to, że jestem zmarzlakiem i kiedy inni noszą koszulki z krótkim rękawem, mnie pasuje długi. Oczywiście ciągle smaruję się kremami nawilżającymi (kupiłam sobie Isanę z masłem kakaowym, ale najpierw chcę wykończyć krem z Lidla), bo jeśli nie, to mam białe skórki w okolicach łokci, a łydki jakby tracą kolor. Zastanawiam się, co jest lepszą strategią: mieć wiecznie suchą skórę, która stanowi barierę dla pyłków i zostawiać sobie czerwone ślady po podrapaniu, czy też może mieć skórę nawilżoną, pełną siły i energii, by z pyłkami walczyć. Najczęściej poprzez swędzenie i zaczerwienienie. 

Na koniec zostawiłam sobie największą niedogodność - swędzenie skóry głowy. Prawdopodobnie jest to również zasługa pyłków, które osiadają sobie na mojej zadbanej i wychuchanej skórze głowy. I wywołują swędzenie, zaczerwienienie i podrażnienie. Ani dermatolog, ani alergolog nie są w stanie mi pomóc, alergolog skwitowała to tylko "taka już pani uroda", a dermatolog zamyślił się i odparł, że niestety nie wie. Bo samo swędzenie ciężko jest zwalczyć. Odczuwam ulgę po przetarciu skóry głowy wodą brzozową (a paradoksalnie pyłki brzozy wywołują swędzenie), ale jeśli będę codziennie wcierać ją w skórę głowy, to znowu wysuszy mi się skóra na wiór.
Postanowiłam więc przeprowadzić eksperyment i "zaizolować" skórę głowy maścią z wazeliną. Nie róbcie tego, jeśli nie macie pod ręką szamponu! Przez kilka pierwszych godzin było dobrze, swędzenia brak, aż przyszedł kryzys, mniej więcej po 8 godzinach. Siedziałam akurat na uczelni i nie mogłam się skupić na niczym, bo po głowie szaleńczo biegały dwie myśli "swędziiiiiiii" i zaraz za nią "ale się nie drap!". Udało mi się bez większych strat przetrwać, ale już wiem, że był to bardzo głupi pomysł. Szczęście, że jestę naukowcę i musiałam mieć jakąś grupę kontrolną, porównanie wyników doświadczenia i posmarowałam sobie tylko połowę głowy. Gdybym posmarowała całość, nie pisałabym tej notki, bo wydrapałabym sobie dziurę do mózgu.
Ach, w takich sytuacjach aloes działa cuda. I umycie głowy. Najpierw umycie głowy, potem aloes.
"Wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie..."
Tak więc jest 2:1 w rozgrywkach Alergia + ŁZS vs. moja skromna osoba.
Gdybyście zauważyli osobnika na skraju załamania nerwowego, ubranego "trochę za ciepło", z szyją okutaną arafatką i ze łzami w oczach - wspomóżcie dobrym słowem. Albo żelem aloesowym ;)
A dla równie cierpiących z powodu pyłków jak ja: prognoza pogody dla alergików KLIK, domyślnie ustawiona na Warszawę, ale obejmuje nawet moje malutkie miasteczko. No i jest wiarygodna.

Przyjemnej wiosny Wam życzę ;)

30 komentarzy:

  1. Współczuję...

    O pyłkach... nie mówmy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję :( Może warto nosić zawsze przy sobie buteleczkę z atomizerem a w niej sok z brzozy (bez alkoholu) albo wyciąg z aloesu z ZSK? Mogłabyś sobie "ulżyć" w każdej chwili, o ile by Ci te specyfiki ulgę dawały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam z psikaczami, ale raczej nie działają, a jeśli już, to są za słabe...

      Usuń
    2. A już chciałam proponować ten spray: http://www.doz.pl/apteka/p50033-Virdepol_Aloe_Vera_spray_50_ml

      Sama dopiero planuję go kupić, więc to taka porada w ciemno, ale może a nuż się przyda, może nie będzie za słaby w działaniu ;)

      Usuń
  3. współczuję.. też walczę z AZS i alergią..

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedaku, Ty masz jeszcze alergie na pyłki?! Jakby Ci tego ŁZS było mało. Ale powiem Ci, że mnie ostatnio skóra głowy też mocniej swędzi, tak jakby była sucha. Dzisiaj sobie zafundowałam Twój "produkt": jogurt + miód, bo nie maiłam glinki. Może to coś pomoże, bo w sumie, nie wiem skąd to swędzenie:/ Dużo ostatnio trafiam na wzmianki o aloesie. Może to by właśnie pomogło na swędzenie. Na aloes w niektórych formach (np. mleczkach) jestem uczulona, więc za optymistycznie do tego pomysłu nie podchodzę, ale może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że pomoże :)
      Aloes pomaga załagodzić podrażnioną skórę, w każdym razie moją, ale już z takim intensywnym swędzeniem sobie nie radzi.

      Usuń
  5. Rozumiem Cię doskonale, bo przez ostatnie miesiące miałam takie swędzenie głowy (prawdopodobnie przez okres grzewczy), że myślałam iż wydrapię sobie ostatnie włoski! Dla mnie odkryciem i wybawieniem stała się Emulsja do suchej skóry głowy Emolium. Może dla Ciebie też okaże się lepszym pomysłem niż wazelina. I skład ma fajny... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że zastanawiałam się kiedyś nad nią? Może faktycznie warto spróbować :)
      Dzięki! :)

      Usuń
  6. witaj
    trafiłam teraz na Twojego bloga....mam podobny problem, chętnie się tu rozejrzę :)
    pozdrawiam
    http://arcadiakobiet.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. kilka dni temu skóra głowy ni z tego, ni z owego zaczęła mnie tak swędzieć, że myślałam, że oszaleję. pojawiło się też zaczerwienienie. a wszystko to w okolicach miejsca, w którym noszę przedziałek (już drugi raz, kiedy powraca mój problem ze skórą głowy, zaczyna się od tego miejsca, a dodam, że 'nawroty' miałam... dokładnie dwa. i coś mi to śmierdzi nie byciem przypadkiem). tzn. swędzenie jest na całej głowie, a zaczerwienienie tylko przy czole, w miejscu przedziałku.

    oczywiście, mam już opracowany plan na takie awaryjne sytuacje, więc nasmarowałam się neutrogeną, bo tylko ją z mojej ' wielkiej trójcy nawilżania' miałam akurat w domu i powróciłam do mycia moim 'paskudnie chemicznym' szamponem;) dzisiaj już nic mnie nie swędzi, a skóra jest w zasadzie biała, myślę, że to kwestia kilku myć, żeby wróciła do normy:)

    sorry, że tak się rozpisałam, ale miałam potrzebę wygadania się z tego, ale nie chciałam zamęczać mojego chłopaka kolejnym jękiem o mojej skórze głowy, a wygadać się musiałam;)

    trzymaj się ciepło!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby była jasność - u mnie 'biała skóra' równa się nie zaczerwieniona, zdrowa, a nie biała od łupieżu czy coś w ten deseń;)

      Usuń
    2. Rozumiem potrzebę wygadania się, ja już wczoraj wymiękłam, wyżaliłam się chłopakowi, ten się trochę przeraził, bo mamy razem jechać i zwiedzać, a będzie pylić. No i trochę lipa.
      Mam 10 dni na znalezienie cuda robiącego mazidła. Będzie wesoło :P

      Usuń
  8. Przykładasz aloes tak, jak widać na zdjęciu i pomaga? :D Bo mam takiego krzaka na oknie, może podkradnę mu liścia.

    Czytałam post o swędzeniu skóry głowy u Lagoeny. Używa maści z wit. A tylko takiej bez wazeliny. Muszę sobie ją kupić, gdy tylko wykończę swoją.

    A alergia - straszna sprawa. Ja mam szczęśliwie uczulenie tylko na chemię i fizykę - pokicham sobie przez 3 godziny w tygodniu i jest spokój (tak jest, to wcale nie żart).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw rozrywam dolną stronę liści i dostaję się do miąższu (soku), i wtedy sobie wcieram. Takich rzeczy mnie uczą na zajęciach ;)

      Moja maść też jest firmy Oceanic, taka jak na zdjęciu u Lagoeny, no i ma i wazelinę i parafinę :/
      Faktycznie szybko się wchłania i nie zostawia tłustych śladów na włosach...

      Usuń
    2. A pomaga albo szkodzi? Bo wybieram się jutro do apteki!

      To co Ty studiujesz? Ja też chcę! Tym bardziej, że na moje wymarzone studia to chyba mnie nie zechcą, ludzie nie doceniają mojej wersji chemii.

      Usuń
    3. Maść na małe obszary skóry pomaga. I chyba lepiej ją stosować na kilka godzin przed myciem, chociaż zaleczyłam nią moją niegojącą się krostkę, a smarowałam jak tylko włosie wyschło. Przy okazji doprowadziła do porządku skórki przy paznokciach i już nie mam zadziorków ;)
      Także stwierdzam, że pomaga, ale nie zawsze ;)

      Biotechnologię studiuję :)

      Usuń
    4. Wiem! Spróbuję najpierw tak na godzinę przed myciem i zobaczę, czy mi nie zaszkodzi.

      Chyba już mi pisałaś kiedyś o biotechnologii, ale nie chciało mi się wierzyć, że tam opowiadają o takich przydatnych, życiowych tematach :D

      Usuń
    5. Dobry pomysł, pochwalam :)

      Moje zainteresowanie półproduktami i właściwościami roślin pojawiło się dzięki pewnej pani doktor, która prowadziła zajęcia z roślin leczniczych. Nauczyłam się np. jak zrobić sobie szampon, pomadkę do ust czy peeling do ciała. To było trochę oderwanie się od typowej biotechnologii, w której dużo jest inżynierii genetycznej, biochemii i biologii molekularnej, ale też fizjologii roślin i zwierząt, anatomii, botaniki, trochę biofizyki, bioinformatyki czy fitopatologii (grzybyyyy...). Trochę dużo nauki, ale jak dla mnie, jest ciekawie :)

      Usuń
  9. Współczuję, mi pyłki nie szkodzą, ale zmiana pogody też powoduje u mnie różne cuda na twarzy, na szczęście teraz jest już lepiej.
    A niedawno odkryłam, że szampony z MLS zamiast SLS/SLES nie powodują u mnie swędzenia, ale niestety i tak przesuszają mi skórę głowy i powoduję coś podobnego do łupieżu...;/ Ale przynajmniej swędzenia brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś może rozcieńczać szampon i myć głowę metodą kubeczkową?
      Albo np. kupić w aptece glicerynę i dodawać kilka kropel do szamponu? Gliceryna powinna nieco zminimalizować wpływ detergentu na skórę.

      Usuń
  10. Mam niestety to samo. Zawsze ok. kwietnia zaczyna mnie swędzieć głowa i muszę porządnie o nią zadbać.O tyle mam trudniej, że nie toleruję aloesu - po nim jest jeszcze gorzej;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu... To tym bardziej współczuję.
      A masz jakieś sprawdzone sposoby na swędzenie?

      Usuń
  11. Dziękuję za rady, których udzieliłaś mi na moim blogu. Z moją skórą głowy jest o niebo lepiej. Wcześniej chyba nie wspominałam, że też jestem alergiczką. Wiosną mam wiecznie wyciekający płyn z nosa, który jest czerwony jak u Św. Mikołaja. Podrażniony od chustecznek. Mam też łzawiące, opuchnięte oczy. Nie wyglądam korzystnie.
    Dobrze, żę ta głowa już tak nie swędzi. To było jakieś uczulenie. Codziennie, nadal stozuję ten apteczny szampon. Piszesz o zwykłym soku z aloesu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :)
      Tak, piszę o zwykłym soku z aloesu, a w zasadzie o miąższu z liścia. A sok (najlepiej bez cukru) albo żel aloesowy, również na bazie miąższu z liścia aloesu można kupić w aptece :)
      Kataru alergicznego nie miewam, za to kaszlę.

      Usuń
  12. Och, jak ja Cię teraz dobrze rozumiem....Ja nie dość że walczę ze swędzeniem skalpu to z dużą ilością pryszczy na nim ale i ta lewej części żuchwy i czoła....Porażka..... :(
    Życzę aby Ci szybko przeszło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      I Tobie też życzę powodzenia ze skórą :)

      Usuń
  13. Witaj, śledzę Twojego bloga już od dłuższego czasu i chwała Ci za niego! Czytałam o stosowaniu clotrimazolum na skalp, sama kiedyś eksperymentalnie zaczęłam używać Triderm (miałam go na podrażnienia po goleniu, przez które zrobiło mi się zapalenie) nie mogąc sobie poradzić ze skórą głowy - świąd, łuska, świąd, drapanie i tak w kółko - i pomagał mi, jednak mam wrażenie, że to właśnie przez niego dorobiłam się siwych włosów, które wyrosły w miejscach najczęściej smarowanych (w wieku 23 lat). Wiem, że nie powinnam była tego stosować na skalp bezwiednie, ale wiadomo jak to jest kiedy za wszelką cenę chcemy poprawić stan skóry, która rujnuje życie, a lekarze nie pomogli nic poza poleceniem mi squamaxu i mediketu. Dlatego chciałabym się upewnić czy clotrimazolum może mieć taki sam efekt, czy grozi mi siwizna? Chociaż może lepsze i to ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zauważyłam siwych włosów po maści Clotrimazolum, a stosowałam go nieco ponad miesiąc codziennie :)
    Mam nadzieję, że pomoże :)

    OdpowiedzUsuń