poniedziałek, 17 listopada 2014

Łojotokowa w akademiku | Offtopowo

Mieszkałam w akademiku przez cztery miesiące: trzy miesiące wakacji i pierwszy miesiąc roku akademickiego. Przeżycie to niezapomniane! Nie bez powodu mówi się, że akademik to odmienny stan świadomości - atmosfera, jaka panuje w akademiku jest specyficzna. Akademik można pokochać lub znienawidzić. Są w akademikach rzeczy, obok których nie da się przejść obojętnie i tymi chcę się z Wami podzielić.

Łazienka i prysznic
Łazienki koedukacyjna, prysznic takoż. Prysznice oddzielone są od siebie jedynie murkiem. Żadnych zasłonek, nic. O wiecznym dziewictwie stałych mieszkańców tegoż akademika krążą już ponoć legendy - więc po co im zasłonki pod prysznicem? Jednak w okresie wakacyjnym mieszkają tutaj głównie pary, przynajmniej na naszym piętrze. Dlatego po dwóch tygodniach na portierni zawisło ogłoszenie, że dla pań przeznaczono prysznice na piętrze drugim. W "damskich" prysznicach przeżywam szok - dwie zasłonki! Czort, że prysznice są cztery. Dobre i to!
Po dwóch dniach zasłonki pojawiają się również w prysznicach na naszym piętrze - także całe dwie. Prysznice znowu są koedukacyjne ;)

Kolejna przygoda z prysznicami w roli głównej: powędrowałam sobie w stronę łazienek, owinięta jeno ręcznikiem, a tu niespodzianka - fugowanie, proszę zejść piętro niżej. Nic to, zeszłam. Następnego dnia niespodzianka z toaletą - na naszym piętrze sympatyczna pani sprzątająca właśnie umyła podłogę w łazience i traktuje sedesy czymś w białej buteleczce. Zeszłam niżej, a tam... sympatyczna pani sprzątająca właśnie umyła podłogę w łazience i traktuje sedesy czymś w białej buteleczce. Zeszłam niżej... Nie, nieprawda, wdrapałam się dwa piętra wyżej i skorzystałam. Bałam się, że gdybym zeszła jeszcze niżej wszechświat by się zapętlił :P

W weekend w akademiku nie ma pań sprzątających - a zatem panuje nieład. W weekend są też najlepsze imprezy. Po połączeniu obu tych faktów można dojść do prostego pytania - jak wówczas wyglądają toalety? Ano, nieciekawie. Są cztery kabiny, ale już w piątek wieczorem zastanie jednej z nich w stanie "z zamkniętymi oczami i zatkanym nosem już się tak nie brzydzę" graniczy z cudem. Niedawno weszłam do łazienki równo z inną dziewczyną. Ona do drugiej, ja do trzeciej. Ja się wycofuję, ona też. Potem ona do pierwszej, a ja do czwartej. Słyszę triumfalne zamknięcie drzwi na zamek, więc z ciężkim westchnieniem wycofuję się do trzeciej, klnąc na czym świat stoi spuszczam wodę, jeszcze chwilę czekam, po czym z zamkniętymi oczami ulgą korzystam.

W przypadku publicznych toalet zawsze sprawdzała się zasada, że do pierwszej kabiny się nie wchodzi, bo: a) nie działa zamek, b) nie ma światła, c) nie działa toaleta, d) wszystkie katastrofy naraz. W przypadku naszego akademika, a przynajmniej naszego piętra, w większości przypadków to właśnie pierwsza kabina jest najczystsza. Podejrzewamy, że to pewnie z powodu ciągle zamkniętych drzwi. I dlatego wciąż zamykamy drzwi do pierwszej kabiny, pozostawiając w innych drzwi uchylone ;)

Po wakacjach musieliśmy się przeprowadzić do innego akademika - tam już, niestety, reguła pierwszej czystej kabiny się nie sprawdzała. Pewnie dlatego, że jakiś mądry człowiek wyrwał z niej zamek i napisał na drzwiach poemat. 

Kuchnia
Dwie kuchenki na ponad 20 pokoi, w których mieszkają 2-3 osoby. Zagęszczenie służy integracji, ale nie zawsze. Zauważyliśmy już jakiś czas temu prawidłowość: jeśli do kuchni wchodzi chłopak, rzuca "cześć!" i zaczyna z innymi kucharzącymi gadać. Wychodząc, życzy wszystkim smacznego. Dziewczyny tak nie robią. Najczęściej stoją obok chłopaków i pilnują, żeby dobrze przysmażyli mięso mielone do spaghetti. Innych ludzi nie zauważają. Ja się socjalizuję, "walczę z nieśmiałością", przynajmniej jest od kogo "ognia" pożyczyć ;)

W kuchni często czasem panuje syf bałagan, a to coś się rozleje na kuchenkę, gdzieś komuś coś wyskoczy z patelni, niestety mało kto po sobie sprząta. Ostatnio hitem była zakrwawiona rybia głowa, porzucona na zlewie w kuchni. Cóż, zbliżał się termin płacenia za akademiki... ;)

Już w roku akademickim przydarzyła mi się taka ciekawa rozmowa z chłopakami w kuchni:
- Cześć, jesteś tu nowa?
- No tak, nowa.
- Pierwszy rok?
- Tak, poniekąd.
- Jak to "poniekąd"?
- A, bo to już trzeci stopień.
Zapadła taka krępująca cisza, chłopaki zajęli się swoimi garami i szybciutko ulotnili z kuchni.

Pralnia
W poprzednim akademiku dostęp do pralni był powszechny i łatwy. Tutaj trzeba się zakolejkować u piętrowego. Niby logiczne, bo ludzi sporo, a pralki tylko dwie. Ale pralki szaleją od wczesnych godzin porannych do późnych godzin nocnych, a w kolejkę bardzo trudno jest się wcisnąć. Czasem się zastanawiam, czy mieszkańcy akademika nie noszą przypadkiem trzech koszulek naraz ;)

W pralni najbardziej mnie zaskoczyła druga pralka. Druga pralka otwiera się za pomocą sznureczków. Sznureczki sterczą z ułamanej klamki. Jak pierwszy raz weszłam do pralni, kątem oka odnotowałam obecność wózka z Biedronki. Po kilku tygodniach życia w akademiku uznałam to za normalne wyposażenie pralni i niewiele się pomyliłam. Wózek, a raczej zamontowany przy nim kluczyk, służy do otwarcia tej drugiej pralki. Sama nigdy bym na to nie wpadła...
"Trust me, I'm an engineer" ;)

Panie sprzątające
Oj, mają tutaj ciężko... Najbardziej lubię panią, która pracę rozpoczyna od podłączenia małego radyjka. Druga pani sprzątająca chyba mnie nie lubi, albo podejrzewa jakiś spisek. Zwykle wychodzę z pokoju dokładnie w tym momencie, w którym pani skończy myć podłogę na korytarzu i kieruję się w stronę łazienek/pryszniców, właśnie wtedy, kiedy pani zaczyna tam myć podłogę. Raz postanowiłam przeczekać, to wpakowałam się akurat na drugą turę mycia podłóg i pod świeżo umyte prysznice. Niby mówiłam, że to wcale nie specjalnie, ale sytuacja powtarzała się przez kilka dni...

Ludzie
Ludzie w akademiku to temat rzeka. Podziwiam tych, którzy potrafią wbić się w środek zawzięcie dyskutującej gromadki i dołączyć do dyskusji. Podziwiam też tych, którzy potrafią trzecią noc z kolei imprezować do świtu. Większość jednak została w akademiku z uwagi na praktyki bądź pracę. Ci są na ogół bezproblemowi i potrafią uciszyć imprezujących.
Za to nie potrafię zrozumieć facetów sikających przy otwartych drzwiach, którym tak trudno jest po fakcie spuścić wodę. Albo ludzi, którzy pakują się w brudnych buciorach pod prysznic i potem zostawiają błotniste ślady na korytarzu.

Ostatnio zaskoczyli mnie palacze. Niby na terenie akademika nie wolno palić, na korytarzu i w pokojach są czujki dymu, ale wystarczy otwarte okno i nie ma problemu. Z racji umieszczenia naszego pokoju zaraz przy końcu korytarza, często czuć, kiedy palacze zbierają się na spotkanie. Ale okazało się, że czujki, przynajmniej te na korytarzu, nie działają. Więc skoro teraz jest chłodniej, palacze siadają sobie przy łazienkach, pod samą czujką i tam sobie na spokojnie i wesoło popalają.

Jedyne, co nie spodobało mi się w akademiku, to "inauguracja roku akademickiego", która trwała cały tydzień, a w kulminacyjnym momencie, o trzeciej nad ranem zawyły czujki dymu (pewnie w pokojach), a pod oknami migały światła wozów strażackich. Pomijam już nabzdryngolonych studentów pierwszego roku, którzy nie zapamiętali numeru swojego pokoju ("To było 123? Nie, chyba 122... Ej ty, gdzie ja mieszkam?!") i próbowali wleźć do naszego, szarpali za klamkę albo darli się pod drzwiami.
O tym, co działo się na naszym piętrze może też świadczyć reakcja pani na portierni - "Pani na czwartym?! A, to współczuję. Ja ich czasami tutaj słyszę..." ;)

Inna rzecz - jeśli w akademiku nagle zabraknie Ci cukru, soli, papierosa, zapałek, ładowarki do telefonu, dostępu do Internetu czy miksera, możesz się zapukać do sąsiadów. Nawet jeśli ich nie znasz, jest spora szansa, że Ci pomogą.

Obecnie
Jak już się wnikliwy czytelnik domyślił, jestem na studiach doktoranckich. Jako, że dopiero rozpoczynam studia i przyjechałam z hen-hen daleka, przysługuje mi pokój w Domu Asystenta. I to jest raj!
Okej, musieliśmy odremontować, odmalować i zwieźć swoje meble, ale za to mamy własną łazienkę, a jedynymi piszczącymi na korytarzu istotami są małe dzieci. Kuchnia jest wspólna; klimat w kuchni podobnie jak w akademiku, z jedną różnicą: kiedy wchodzisz do kuchni w akademiku i pociągasz nosem, to znaczy, że komuś coś się przypaliło, kiedy zaś mijasz kuchnię w Asystencie i pociągasz nosem, to znaczy, że ktoś gotował bądź piekł coś dobrego. No i mamy windę, a w windzie można poznać ciekawych ludzi, czasami nawet z psami. Na naszym piętrze mieszka pani z owczarkiem niemieckim, który bardzo się tulił do mojego chłopaka ;)

Wygląda na to, że mam chyba więcej szczęścia jak rozumu :)
Właśnie skończyłam realizować zadanie, nad którym siedziałam prawie dwa tygodnie i zabieram się za nadrabianie zaległości blogowych. Zamierzam też coś sobie kupić w nagrodę i nie omieszkam się pochwalić!

A jak tam u Was, studenci i studentki?
Mieszkał ktoś z Was w akademiku?
Mieliście podobne odczucia?

poniedziałek, 3 listopada 2014

Postępowanie w przypadku niedomycia

Przy bogatej pielęgnacji skóry głowy i/lub włosów, czasem zdarzy się nam niedokładne zmycie wszystkich nałożonych wcześniej produktów. Problem nie dotyczy wyłącznie sfery estetycznej (posklejane, wyglądające na nieświeże włosy), ale również - szczególnie w przypadku nas, łojotokowców - może spowodować pogorszenie się stanu skóry. Pozostające na skórze głowy resztki masek, odżywek czy olejów mogą stać się całkiem niezłą pożywką dla drożdżaków. Poniżej chciałabym Wam przedstawić mój (niemalże) niezawodny sposób na zniwelowanie skutków niedomycia.

Kiedy zacząć reagować?
Proste pytanie, prosta odpowiedź: jak najszybciej. Już podczas mycia można stwierdzić, że coś na włosach pozostało.  Wystarczy przesunąć palcami po mokrym pasemku włosów - jeśli będzie "skrzypieć", oznacza to, że włosy są czyste. A przynajmniej to konkretne pasemko. Niestety, sposób ten czasem się sprawdza, a czasem nie. W przypadku długich włosów może wręcz oszukiwać (to tzw. fałszywie pozytywne wyniki :P) - końcówki będą "skrzypiały", a przy skórze głowy pozostanę niedomyte.

Najłatwiej niedomycie wyłapać podczas suszenia bądź wysychania włosów. Ot, jeśli jedno pasmo wysycha wolniej, włosy się do siebie kleją - już wszystko wiemy. I teraz znowu - im szybciej temu zaradzimy, tym mniej całą sytuację odczuje skóra głowy.

Jak postępować?
Niestety, nie podzielę się z Wami żadnym genialnym innowacyjnym sposobem - włosy trzeba ponownie umyć. Jednak, jeśli jesteś leniwcem jak ja i myjesz włosy wieczorem, pewnie nie masz ani czasu, ani ochoty, żeby cały myjąco-włosowy proceder powtarzać. Podrzucę tutaj kilka sposobów, jak postępować w przypadku niedomycia takich produktów jak: oleje i oliwki oraz maski do włosów.

Niedokładne zmycie masek do włosów/kosmetyków w postaci żelu bądź maści
Z reguły sprawę załatwia sięgnięcie po mocniejszy szampon bądź ponowne umycie włosów tym samym szamponem. Zwykle trzymam wtedy pianę na włosach nieco dłużej, dłużej i dokładniej masuję głowę, a podczas spłukiwania przeczesuję mokre włosy palcami. Zwracam też uwagę na to, żeby z włosów spływała sama woda, bez śladu piany.
Swoją drogą - kto z łuszczących się podejrzewał, że ich problemy skórne to zasługa niedomytego szamponu? :)

Niedokładne zmycie olejów i oliwek
Tutaj najlepszym wyjściem jest sięgnięcie po odżywkę, najlepiej z takim składnikiem jak Cetrimonium Chloride, który ma działanie emulgujące, czyli rozbijające tłuszcz na drobniejsze cząsteczki. Rozbity, zemulgowany tłuszcz jest dużo łatwiej usunąć. Odżywkę najlepiej potrzymać na włosach 10-20 minut. I dokładnie zmyć ;)

Co potem?
Ponieważ jestem leniem i myję włosy dopiero na wieczór, a w dodatku czasem zdarzało mi się iść spać z mokrymi włosami i dopiero rano przekonać się, że niedokładnie umyłam włosy, profilaktycznie przed kolejnym myciem traktuję skórę głowy Cerkogelem 30, a po umyciu smaruję ją jeszcze Clotrimazolum, coby sobie drożdżaki nie harcowały za bardzo. Jeżeli nie jesteście leniami jak ja - mimo wszystko taką formę profilaktyki Wam polecam ;)

Podejrzewam, że większość z Was już to wszystko zna z własnego (bądź nie) doświadczenia. Liczę jednak na to, że w komentarzach podzielicie się swoimi przemyśleniami co do domywania skóry głowy i ewentualnych konsekwencji ;)

czwartek, 23 października 2014

Potencjalne alergeny - co może uczulić?

Dziś porozmawiamy o alergiach, alergenach i kosmetykach. Nie bez powodu na moim blogu pojawia się ten właśnie temat - przecież ŁZS nie wyklucza wcale pojawienia się na skórze reakcji alergicznej. Nowa sytuacja, jaką jest rozpoczęcie leczenia ŁZS, sprzyja sięgania po nowe nieznane środki. A nowe nieznane środki mogą być źródłem reakcji alergicznych. Reakcja alergiczna tylko pogorszy stan skóry i objawy ŁZS się zaostrzą. Szykuje się nam tutaj małe błędne koło, więc od razu wskażę wyjście: rozpoznanie alergenu, najszybciej jak to możliwe i wykluczenie go z dalszej pielęgnacji. Proste, prawda? :)

Zastanówmy się najpierw, czego używamy, jakie grupy związków wchodzą w skład kosmetyków i które z nich mogą uczulać. Grupy związków obecne w kosmetykach to: detergenty, emolienty (oleje, żywice i woski), filmformery, humektanty, wyciągi roślinne, antyoksydanty, barwniki (pigmenty), kompozycje zapachowe, konserwanty. I mam złą wiadomość: w każdej wymienionej grupie znajdą się potencjalne alergeny.

Uwaga, zaczynamy wycieczkę!

KOMPOZYCJE ZAPACHOWE
To właśnie one najczęściej (ok. 80%) wywołują reakcje alergiczne. Do kompozycji zapachowych zaliczają się jedynie zapachy syntetyczne, więc czasem mimo napisu "nieperfumowane" na opakowaniu kosmetyku, w składzie możemy znaleźć olejki eteryczne, które również wywołują reakcje alergiczne. Niekiedy nawet silniejsze niż w przypadku syntetyków.
Do zapachów syntetycznych zalicza się: alkohol czy aldehyd cynamonowy, alkohol benzoesowy, eugenol, izoeugenol, hydroksycytonellal, geraniol, aldehyd alfa-amylocynamonowy.
Również zapachy naturalne mogą uczulać, szczególnie balsam peruwiański i kumaryna.
Jako zapachy traktuję także olejki eteryczne; potencjalnie alergenne są olejki: miętowy, tymiankowy, cytronellowy, cynamonowy, pimentowy, lebiodkowy, cytrynowy, melisowy, bergamotowy (ten i kolejne wykazują silne działanie fototoksyczne), limetkowy, z pomarańczy gorzkiej, cytrynowy, grejpfrutowy.

KONSERWANTY
Obecne w niemal wszystkich rodzajach kosmetyków, także kolorowych. W samych kosmetykach do oczu, tuszach do rzęs i cieniach do powiek, stwierdzono obecność takich konserwantów jak parabeny, fenylooctan rtęciowy, chlorek benzalkonium oraz Quaternium 15. Szczególnie silnymi alergenami są związki uwalniające formaldehydy - jak wspomniany wyżej Quaternium 15, DMDM Hydantoina, pochodne mocznika jako Diazolidinyl Urea lub Imidazolidinyl Urea a także hydroksymetyloglicynian sodu, zapisywany jako Glycine, N- (Hydroxymethyl) – Monosodium Salt; Glycine, N- (Hydroxymethyl) -, Sodium Salt; N-(Hydeoxymethyl) Glycine, Sodium Salt. Mniejszym zagrożeniem jest kwas sorbowy i parabeny.

BARWNIKI
Najbardziej znana i najdotkliwiej alergizująca jest parafenylodwuamina (PPD), obecna w kosmetykach służących koloryzacji: farbach do włosów, hennie do brwi lub rzęs. Zresztą nazywana jest właśnie "sztuczną henną". Osoby nadwrażliwe na PPD powinny się wystrzegać również 2,5-toluenodwuaminy, dającej silną reakcję krzyżową z PPD.
Uwaga na kosmetyki o zielonym zabarwieniu, zawierających w składzie zielony wodorotlenek chromu i zielony tlenek chromu. W nielicznych kosmetykach zawierających zielony tlenek chromu stwierdzono dodatkowo obecność sześciowartościowego chromianu, będącego silnym alergenem kontaktowym.
Uważa się, że wszystkie kosmetyki z pigmentem mogą mieć w swoim składzie metale. Na barwniki należy szczególnie uważać, jeśli mamy stwierdzoną nadwrażliwość na nikiel. Co prawda nikiel nie wchodzi w skład produktów, nie jest wyszczególniony w składzie, ale istnieje prawdopodobieństwo zanieczyszczenia kosmetyku związkami tego metalu.

DETERGENTY
Najpowszechniej opisana jest nadwrażliwość na kokamidopropyl betainy, w INCI znanej jako Cocamidopropyl Betaine. Związek występuje powszechnie w kosmetykach myjących - szamponach, żelach do twarzy itd.
Istnieją również publikacje o stwierdzonej nadwrażliwości na inne powszechnie stosowane detergenty - Sodium Laureth Sulfate i Sodium Lauryl Sulfate.

FILTRY PROMIENIOCHRONNE
Do środków o działaniu alergizującym należą również filtry w kosmetykach blokujących wpływ słońca na skórę. Należy zachować ostrożność podczas stosowania estrów kwasu paraaminobenzoesowego (PABA) czy też metoksycynamonianów.

SKŁADNIKI ZŁUSZCZAJĄCE
Łuszczących się powinna zainteresować informacja o potencjalnie alergizujących związkach obecnych w preparatach złuszczających, przeciwłojotokowych i przeciwbakteryjnych. Są to między innymi: rezorcyna (obecna albo już nie w niektórych farbach do włosów), kwas salicylowy (w przypadku nadwrażliwości na salicylany), siarka, fenol. Uwaga również na kwasy hydroksylowe (AHA) i kwasy owocowe. 

PRODUKTY PSZCZELE
Przyczyną wielu reakcji alergicznych mogą być także produkty pszczele: miód, pyłek kwiatowy, propolis, mleczko pszczele.

EMOLIENTY
Alergie i podrażnienia mogą wywoływać dość często stosowane w preparatach kosmetycznych oleje, woski i żywice. Najczęściej uczulają tzw. oleje mineralne: olej wazelinowy, olej parafinowy, wazelina, parafina. Również lanolina, czyli wosk owczy, a także produkt otrzymywany po jej oczyszczeniu - euceryna - może być środkiem uczulającym. Stwierdzono przypadki, w których alergenne działanie wykazywały wosk carnauba, kalafonia oraz szelak.

FILMFORMERY
Uwaga także na lakiery do paznokci - ok. 17% wszystkich odczynów alergicznych spowodowanych jest właśnie przez nie. Czynnikiem uczulającym w tym przypadku są zazwyczaj zawarte w nich substancje filmotwórcze tworzące błonkę na powierzchni paznokcia. Z grupy tej wymienić można: żywice poliestrowe, metaakrylany i nitrocelulozę.

WYCIĄGI ROŚLINNE
Zioła i wyciągi roślinne wykazują właściwości lecznicze, ale równie dobrze mogą być alergenami. Szczególnie należy uważać na te, których olejki eteryczne mogą alergizować, a więc głównie cytrusy, rośliny zawierające mentol oraz wykazujące działanie chłodzące bądź rozgrzewające.

ANTYOKSYDANTY
Potencjalnie alergenne działanie może wykazywać także tokoferol, czyli witamina E.

O czym warto pamiętać?
  • Zawsze wykonujmy testy alergiczne. Nawet znany kosmetyk, który w przyszłości nie zrobił nam krzywdy, może okazać się alergizujący, np. wskutek nieprawidłowego przechowywania.
  • Szukajmy próbek, kosmetyków o mniejszej pojemności. Nie będzie nam szkoda wyrzucić próbki ani małej buteleczki ;)
  • Czytajmy składy. Im mniej składników w kosmetyku, tym łatwiej znaleźć potencjalnego winowajcę i tym mniejsze jest ryzyko, że w ogóle tego winowajcy będziemy musieli szukać (czyt. mniejsze szanse na wystąpienie reakcji alergicznej).

Źródła:

wtorek, 14 października 2014

Dermokonsultacje Sylveco - czy warto?

Od jakiegoś czasu obserwuję fanpage Sylveco i zastanawiam się nad pójściem na organizowane przez nich dermokonsultacje. Na spotkaniu Ceromaniaczek podpytałam Justynę z bloga Produkt Natury i postanowiłam zaryzykować. Dziś nadszedł ten dzień :)

Jak to wszystko wygląda?
Dermokonsultacje odbywają się w sklepie, w którym można stacjonarnie dostać kosmetyki Sylveco. Z reguły w jakiejś zielarni bądź sklepie ze zdrową żywnością. Na drzwiach sklepu wisi plakat informujący o dniu i godzinach, w jakich będzie można przyjść i się zdermokonsultować ;)
 
Zostałam zaproszona przez panią konsultantkę do stolika, na którym rozstawione były wszystkie dostępne kosmetyki Sylveco - peelingi, kremy, szampony, balsamy i inne. Oraz piękne drewniane pudełko z próbkami - raj ^^

Dermokonsultacje zaczynają się od sprawdzenia stanu nawilżenia skóry. Służy do tego urządzenie wyglądające jak mały długopis, który pani konsultantka przystawiła na chwilę do mojego policzka. Pomiary poprzedza wywiad na temat zachowania skóry i dotychczasowej pielęgnacji. 
I tu zaskoczenie - okazało się, że moja tłusta, trądzikowa skóra z tendencją do ropnych zmian i zaskórników jest skórą niedostatecznie nawilżoną. I że muszę się bardziej przykładać do jej oczyszczania. Szykuje mi się mała rewolucja w pielęgnacji ;)

Następnie pani konsultantka przeszła do omawiania kosmetyków Sylveco - zaczęła od kremów do twarzy, żeli myjących, mleczka arnikowego i peelingów. Wszystko można było wypróbować i powąchać, a co ciekawsze kosmetyki zostały przez panią konsultantkę przelane do małych, uroczych słoiczków i odpowiednio podpisane.

Dowiedziałam się, że do pielęgnacji powinnam włączyć kosmetyki nawilżające i delikatnie radzące sobie z - w zasadzie jego resztką - trądzikiem, np. krem nagietkowo-brzozowy jako krem na noc. Mam okazję przetestować żel do twarzy z tymiankiem - akurat dobry moment, gdyż mój żel do twarzy się kończy. Peeling oczyszczający ze skrzypem to też fajny produkt - peelingujący jest korund, do tego olejek z drzewa herbacianego. Niestety, raczej prędko go nie kupię, bo w szafce stoi buteleczka peelingu z Ziaji.
Jak widać na zdjęciu - zainteresował mnie także krem do stóp. A nuż okaże się lepszy niż moje samorobione smarowidła? :P

Znałam już peelingującą pomadkę Sylveco - wypróbowałam więc pozostałe dwie. A potem jeszcze krem do rąk. A potem jeszcze dwa balsamy do ciała. A potem już wąchałam - żele do mycia ciała i mydło do rąk (genialny zapach!). A potem to ja zaskoczyłam panią konsultantkę, bo (podobno jako pierwsza osoba w jej karierze) wiedziałam o co chodzi z tonizowaniem skóry. Bo Sylveco tonik do twarzy, rzecz jasna, w ofercie posiada. A potem jeszcze dowiedziałam się, że Sylveco ma też żel do higieny intymnej i że lepiej nie dzielić się nim z osobami płci przeciwnej ;)
A potem jeszcze porozmawiałyśmy o szamponach i włosach. Już kilka razy poleciłam balsam do włosów z betuliną i w zasadzie dzisiaj przyszłam po jego pełną wersję. Niestety, w sklepie nie było, więc pani konsultantka szczodrze poczęstowała mnie próbkami. Rozbiłam bank - dostałam wszystkie, które zostały ^^ 
Szampon pszeniczno-owsiany powoduje na moich włosach delikatny puch. Balsam powoduje, że są mięciutkie, gładkie i tak błyszczące, że nawet mój mężczyzna dopytywał, co zrobiłam z włosami. Przy okazji pojawił się temat silikonów w szamponach i sposobu mycia włosów - czy myć dwa razy, czy tylko raz i dlaczego.

W trakcie opisywania kolejnych produktów, pani konsultantka zwracała uwagę na składy kosmetyków - łagodne detergenty w żelach do mycia, naturalne pochodzenie korundu czy nawet to, że wyciąg z mięty w jednym z produktów nie jest na bazie alkoholu i tak szybko nie odparuje. Rozmawiało się nam (prawie) tak samo dobrze, jak na spotkaniu Ceromaniaczek!

Poza próbkami w słoiczkach i saszetkach dostałam jeszcze dwa katalogi i ulotkę z testem do określenia typu swojej cery :)

Z dermokonsultacji wyszłam zadowolona, z reklamówką pełną cudowności, choć, niestety, bez szamponu. Nie wiem, jak długo siedziałam w sklepie, ale wiem, że jeszcze tam wrócę. Choćby po szampon ;)
Początkowo trochę obawiałam się, że nasłucham się regułek, wzniosłych pieśni na temat naturalności kosmetyków i że będzie jakoś tak sztywno i ponuro - nic z tego. Rozmawiało się swobodnie, na wesoło, o wszystkim (studia, akademik, gotowanie, przeprowadzka :D), no ale przede wszystkim o kosmetykach. Wszystkim zainteresowanym i zastanawiającym się - polecam! :)