czwartek, 23 października 2014

Potencjalne alergeny - co może uczulić?

Dziś porozmawiamy o alergiach, alergenach i kosmetykach. Nie bez powodu na moim blogu pojawia się ten właśnie temat - przecież ŁZS nie wyklucza wcale pojawienia się na skórze reakcji alergicznej. Nowa sytuacja, jaką jest rozpoczęcie leczenia ŁZS, sprzyja sięgania po nowe nieznane środki. A nowe nieznane środki mogą być źródłem reakcji alergicznych. Reakcja alergiczna tylko pogorszy stan skóry i objawy ŁZS się zaostrzą. Szykuje się nam tutaj małe błędne koło, więc od razu wskażę wyjście: rozpoznanie alergenu, najszybciej jak to możliwe i wykluczenie go z dalszej pielęgnacji. Proste, prawda? :)

Zastanówmy się najpierw, czego używamy, jakie grupy związków wchodzą w skład kosmetyków i które z nich mogą uczulać. Grupy związków obecne w kosmetykach to: detergenty, emolienty (oleje, żywice i woski), filmformery, humektanty, wyciągi roślinne, antyoksydanty, barwniki (pigmenty), kompozycje zapachowe, konserwanty. I mam złą wiadomość: w każdej wymienionej grupie znajdą się potencjalne alergeny.

Uwaga, zaczynamy wycieczkę!

KOMPOZYCJE ZAPACHOWE
To właśnie one najczęściej (ok. 80%) wywołują reakcje alergiczne. Do kompozycji zapachowych zaliczają się jedynie zapachy syntetyczne, więc czasem mimo napisu "nieperfumowane" na opakowaniu kosmetyku, w składzie możemy znaleźć olejki eteryczne, które również wywołują reakcje alergiczne. Niekiedy nawet silniejsze niż w przypadku syntetyków.
Do zapachów syntetycznych zalicza się: alkohol czy aldehyd cynamonowy, alkohol benzoesowy, eugenol, izoeugenol, hydroksycytonellal, geraniol, aldehyd alfa-amylocynamonowy.
Również zapachy naturalne mogą uczulać, szczególnie balsam peruwiański i kumaryna.
Jako zapachy traktuję także olejki eteryczne; potencjalnie alergenne są olejki: miętowy, tymiankowy, cytronellowy, cynamonowy, pimentowy, lebiodkowy, cytrynowy, melisowy, bergamotowy (ten i kolejne wykazują silne działanie fototoksyczne), limetkowy, z pomarańczy gorzkiej, cytrynowy, grejpfrutowy.

KONSERWANTY
Obecne w niemal wszystkich rodzajach kosmetyków, także kolorowych. W samych kosmetykach do oczu, tuszach do rzęs i cieniach do powiek, stwierdzono obecność takich konserwantów jak parabeny, fenylooctan rtęciowy, chlorek benzalkonium oraz Quaternium 15. Szczególnie silnymi alergenami są związki uwalniające formaldehydy - jak wspomniany wyżej Quaternium 15, DMDM Hydantoina, pochodne mocznika jako Diazolidinyl Urea lub Imidazolidinyl Urea a także hydroksymetyloglicynian sodu, zapisywany jako Glycine, N- (Hydroxymethyl) – Monosodium Salt; Glycine, N- (Hydroxymethyl) -, Sodium Salt; N-(Hydeoxymethyl) Glycine, Sodium Salt. Mniejszym zagrożeniem jest kwas sorbowy i parabeny.

BARWNIKI
Najbardziej znana i najdotkliwiej alergizująca jest parafenylodwuamina (PPD), obecna w kosmetykach służących koloryzacji: farbach do włosów, hennie do brwi lub rzęs. Zresztą nazywana jest właśnie "sztuczną henną". Osoby nadwrażliwe na PPD powinny się wystrzegać również 2,5-toluenodwuaminy, dającej silną reakcję krzyżową z PPD.
Uwaga na kosmetyki o zielonym zabarwieniu, zawierających w składzie zielony wodorotlenek chromu i zielony tlenek chromu. W nielicznych kosmetykach zawierających zielony tlenek chromu stwierdzono dodatkowo obecność sześciowartościowego chromianu, będącego silnym alergenem kontaktowym.
Uważa się, że wszystkie kosmetyki z pigmentem mogą mieć w swoim składzie metale. Na barwniki należy szczególnie uważać, jeśli mamy stwierdzoną nadwrażliwość na nikiel. Co prawda nikiel nie wchodzi w skład produktów, nie jest wyszczególniony w składzie, ale istnieje prawdopodobieństwo zanieczyszczenia kosmetyku związkami tego metalu.

DETERGENTY
Najpowszechniej opisana jest nadwrażliwość na kokamidopropyl betainy, w INCI znanej jako Cocamidopropyl Betaine. Związek występuje powszechnie w kosmetykach myjących - szamponach, żelach do twarzy itd.
Istnieją również publikacje o stwierdzonej nadwrażliwości na inne powszechnie stosowane detergenty - Sodium Laureth Sulfate i Sodium Lauryl Sulfate.

FILTRY PROMIENIOCHRONNE
Do środków o działaniu alergizującym należą również filtry w kosmetykach blokujących wpływ słońca na skórę. Należy zachować ostrożność podczas stosowania estrów kwasu paraaminobenzoesowego (PABA) czy też metoksycynamonianów.

SKŁADNIKI ZŁUSZCZAJĄCE
Łuszczących się powinna zainteresować informacja o potencjalnie alergizujących związkach obecnych w preparatach złuszczających, przeciwłojotokowych i przeciwbakteryjnych. Są to między innymi: rezorcyna (obecna albo już nie w niektórych farbach do włosów), kwas salicylowy (w przypadku nadwrażliwości na salicylany), siarka, fenol. Uwaga również na kwasy hydroksylowe (AHA) i kwasy owocowe. 

PRODUKTY PSZCZELE
Przyczyną wielu reakcji alergicznych mogą być także produkty pszczele: miód, pyłek kwiatowy, propolis, mleczko pszczele.

EMOLIENTY
Alergie i podrażnienia mogą wywoływać dość często stosowane w preparatach kosmetycznych oleje, woski i żywice. Najczęściej uczulają tzw. oleje mineralne: olej wazelinowy, olej parafinowy, wazelina, parafina. Również lanolina, czyli wosk owczy, a także produkt otrzymywany po jej oczyszczeniu - euceryna - może być środkiem uczulającym. Stwierdzono przypadki, w których alergenne działanie wykazywały wosk carnauba, kalafonia oraz szelak.

FILMFORMERY
Uwaga także na lakiery do paznokci - ok. 17% wszystkich odczynów alergicznych spowodowanych jest właśnie przez nie. Czynnikiem uczulającym w tym przypadku są zazwyczaj zawarte w nich substancje filmotwórcze tworzące błonkę na powierzchni paznokcia. Z grupy tej wymienić można: żywice poliestrowe, metaakrylany i nitrocelulozę.

WYCIĄGI ROŚLINNE
Zioła i wyciągi roślinne wykazują właściwości lecznicze, ale równie dobrze mogą być alergenami. Szczególnie należy uważać na te, których olejki eteryczne mogą alergizować, a więc głównie cytrusy, rośliny zawierające mentol oraz wykazujące działanie chłodzące bądź rozgrzewające.

ANTYOKSYDANTY
Potencjalnie alergenne działanie może wykazywać także tokoferol, czyli witamina E.

O czym warto pamiętać?
  • Zawsze wykonujmy testy alergiczne. Nawet znany kosmetyk, który w przyszłości nie zrobił nam krzywdy, może okazać się alergizujący, np. wskutek nieprawidłowego przechowywania.
  • Szukajmy próbek, kosmetyków o mniejszej pojemności. Nie będzie nam szkoda wyrzucić próbki ani małej buteleczki ;)
  • Czytajmy składy. Im mniej składników w kosmetyku, tym łatwiej znaleźć potencjalnego winowajcę i tym mniejsze jest ryzyko, że w ogóle tego winowajcy będziemy musieli szukać (czyt. mniejsze szanse na wystąpienie reakcji alergicznej).

Źródła:

wtorek, 14 października 2014

Dermokonsultacje Sylveco - czy warto?

Od jakiegoś czasu obserwuję fanpage Sylveco i zastanawiam się nad pójściem na organizowane przez nich dermokonsultacje. Na spotkaniu Ceromaniaczek podpytałam Justynę z bloga Produkt Natury i postanowiłam zaryzykować. Dziś nadszedł ten dzień :)

Jak to wszystko wygląda?
Dermokonsultacje odbywają się w sklepie, w którym można stacjonarnie dostać kosmetyki Sylveco. Z reguły w jakiejś zielarni bądź sklepie ze zdrową żywnością. Na drzwiach sklepu wisi plakat informujący o dniu i godzinach, w jakich będzie można przyjść i się zdermokonsultować ;)
 
Zostałam zaproszona przez panią konsultantkę do stolika, na którym rozstawione były wszystkie dostępne kosmetyki Sylveco - peelingi, kremy, szampony, balsamy i inne. Oraz piękne drewniane pudełko z próbkami - raj ^^

Dermokonsultacje zaczynają się od sprawdzenia stanu nawilżenia skóry. Służy do tego urządzenie wyglądające jak mały długopis, który pani konsultantka przystawiła na chwilę do mojego policzka. Pomiary poprzedza wywiad na temat zachowania skóry i dotychczasowej pielęgnacji. 
I tu zaskoczenie - okazało się, że moja tłusta, trądzikowa skóra z tendencją do ropnych zmian i zaskórników jest skórą niedostatecznie nawilżoną. I że muszę się bardziej przykładać do jej oczyszczania. Szykuje mi się mała rewolucja w pielęgnacji ;)

Następnie pani konsultantka przeszła do omawiania kosmetyków Sylveco - zaczęła od kremów do twarzy, żeli myjących, mleczka arnikowego i peelingów. Wszystko można było wypróbować i powąchać, a co ciekawsze kosmetyki zostały przez panią konsultantkę przelane do małych, uroczych słoiczków i odpowiednio podpisane.

Dowiedziałam się, że do pielęgnacji powinnam włączyć kosmetyki nawilżające i delikatnie radzące sobie z - w zasadzie jego resztką - trądzikiem, np. krem nagietkowo-brzozowy jako krem na noc. Mam okazję przetestować żel do twarzy z tymiankiem - akurat dobry moment, gdyż mój żel do twarzy się kończy. Peeling oczyszczający ze skrzypem to też fajny produkt - peelingujący jest korund, do tego olejek z drzewa herbacianego. Niestety, raczej prędko go nie kupię, bo w szafce stoi buteleczka peelingu z Ziaji.
Jak widać na zdjęciu - zainteresował mnie także krem do stóp. A nuż okaże się lepszy niż moje samorobione smarowidła? :P

Znałam już peelingującą pomadkę Sylveco - wypróbowałam więc pozostałe dwie. A potem jeszcze krem do rąk. A potem jeszcze dwa balsamy do ciała. A potem już wąchałam - żele do mycia ciała i mydło do rąk (genialny zapach!). A potem to ja zaskoczyłam panią konsultantkę, bo (podobno jako pierwsza osoba w jej karierze) wiedziałam o co chodzi z tonizowaniem skóry. Bo Sylveco tonik do twarzy, rzecz jasna, w ofercie posiada. A potem jeszcze dowiedziałam się, że Sylveco ma też żel do higieny intymnej i że lepiej nie dzielić się nim z osobami płci przeciwnej ;)
A potem jeszcze porozmawiałyśmy o szamponach i włosach. Już kilka razy poleciłam balsam do włosów z betuliną i w zasadzie dzisiaj przyszłam po jego pełną wersję. Niestety, w sklepie nie było, więc pani konsultantka szczodrze poczęstowała mnie próbkami. Rozbiłam bank - dostałam wszystkie, które zostały ^^ 
Szampon pszeniczno-owsiany powoduje na moich włosach delikatny puch. Balsam powoduje, że są mięciutkie, gładkie i tak błyszczące, że nawet mój mężczyzna dopytywał, co zrobiłam z włosami. Przy okazji pojawił się temat silikonów w szamponach i sposobu mycia włosów - czy myć dwa razy, czy tylko raz i dlaczego.

W trakcie opisywania kolejnych produktów, pani konsultantka zwracała uwagę na składy kosmetyków - łagodne detergenty w żelach do mycia, naturalne pochodzenie korundu czy nawet to, że wyciąg z mięty w jednym z produktów nie jest na bazie alkoholu i tak szybko nie odparuje. Rozmawiało się nam (prawie) tak samo dobrze, jak na spotkaniu Ceromaniaczek!

Poza próbkami w słoiczkach i saszetkach dostałam jeszcze dwa katalogi i ulotkę z testem do określenia typu swojej cery :)

Z dermokonsultacji wyszłam zadowolona, z reklamówką pełną cudowności, choć, niestety, bez szamponu. Nie wiem, jak długo siedziałam w sklepie, ale wiem, że jeszcze tam wrócę. Choćby po szampon ;)
Początkowo trochę obawiałam się, że nasłucham się regułek, wzniosłych pieśni na temat naturalności kosmetyków i że będzie jakoś tak sztywno i ponuro - nic z tego. Rozmawiało się swobodnie, na wesoło, o wszystkim (studia, akademik, gotowanie, przeprowadzka :D), no ale przede wszystkim o kosmetykach. Wszystkim zainteresowanym i zastanawiającym się - polecam! :)

środa, 8 października 2014

Włosowa aktualizacja: październik

Oto nadszedł październik i za oknami widać już jesień! Liście mienią się różnymi kolorami, spadają z drzew i szeleszczą pod nogami, ale wciąż jest w miarę ciepło i można wyjść na spacer. Włosiska zmianę pogody przyjmują dobrze, większe wrażenie zrobiło na nich włączenie ogrzewania - dawno się tak nie elektryzowały! Na szczęście odżywka b/s daje radę :)

Moja pielęgnacja od lipca nie zmieniła się jakoś drastycznie. Wciąż myję włosy co drugi dzień, regularnie złuszczam łuskę i zabezpieczam końcówki jedwabiem Green Pharmacy. Pożegnałam się za to z dwoma szamponami: neutralnym Natura Siberica oraz Olsson. Za to uzupełniłam swoją kolekcję o maskę do włosów NaturVital. Długo wahałam się między wersją dla wrażliwców (nie ma parabenów, ma w składzie aloes i jałowiec, emolienty i humektanty) i przeciwko wypadaniu włosów (w składzie parabeny, ale także witaminy, oleje, proteiny i wyciąg z żeń-szenia) aż w końcu zdecydowałam się na tą drugą. Szampon o podobnym składzie zadziałał, więc liczę na to, że i maska zadziała. W pielęgnacji stosuję także odżywkę lnianą b/s Farmony, szampon Biotar i niebieski Pharmaceris H-Purin przeciwko łupieżowi tłustemu.

Od kilku tygodni zmagam się ze swędzeniem skóry głowy na kilka godzin po myciu. Mimo stosowania różnych szamponów problem nie chciał ustąpić. Swędzące miejsca smarowałam zarówno Cerkogelem 30 jak i maścią Clotrimazolum i za każdym razem swędzenie ustępowało. Podejrzewałam przesuszenie, skoro po posmarowaniu (w zasadzie czymkolwiek, co by nie zaszkodziło) problem ustępuje. I tu wpadłam na genialny pomysł (genialne pomysły zjawiają się zawsze w nietypowych momentach), wygrzebałam z otchłani biurka próbki szamponów Sylveco i umyłam włosy balsamem do włosów z betuliną. Ten zapach, ten blask, ta gładkość, ta objętość! No i najważniejsze - swędzenie zniknęło. Szampon z owsem i pszenicą też wypróbowałam, był fajny, ale już bez zachwytów. Chyba znalazłam swojego nowego łagodnego ulubieńca :)

Dzisiejsza aktualizacja wygoniła mnie do kąta! Zmieniliśmy akademik i przy okazji zmieniła się też strona, na którą wychodzi nasze okno. Żeby złapać dobre światło musiałam stanąć w kącie, a aparat postawiłam... na lodówce ;)
Włosiska są trochę za słabo nawilżone a trochę za bardzo naelektryzowane. W dodatku rozczesanie ich drewnianym grzebieniem to nie był mądry pomysł. Końcówki wyglądają na zdrowe, rozdwojonych nie znalazłam. Wydaje mi się, że na zdjęciu są ciut zbyt jasne (sugeruję się kolorem mojego łokcia, aż tak blada nie jestem -.-). Sięgają do wcięcia w talii.

Jakiś czas temu kupiłam kapsułki z olejem z kiełków pszenicy. Mój ulubiony olej pieprzowo-łopianowy skończył się i została mi po nim buteleczka z wygodnym dozownikiem. Wystarczy tylko przelać olej z kapsułek do buteleczki i... może zajmę się tym jutro :P

Zaczęły się studia. Dla mnie wiąże się to z papierkologią stosowaną - chcę dostać jeden papierek, który przyda mi się podczas składania wniosków o stypendium, o pokój w hotelu asystenckim i o udział w projekcie. I jeszcze w akademiku. Ale nie - "pani przyjdzie jutro". Na szczęście po kolejnym "pani przyjdzie jutro" pani w dziekanacie dała się obłaskawić i oznajmiła, że jak już mój papierek będzie, to ona mi wyśle maila. Postęp! 
Zamierzam niedługo wybrać się na dermokonsultacje Sylveco - słyszałam wiele dobrych rzeczy na temat pań konsultantek, a przy okazji obadam szampon i żel do twarzy ;)

No, więc tak... Tyle o mnie.
Co tam u Was? :)

poniedziałek, 29 września 2014

Kosmetyczne Skarby: Szampony lecznicze i łagodne

W dzisiejszym odcinku Kosmetycznych Skarbów na czytelników czeka moje subiektywne zestawienie najlepszych szamponów - leczniczych i tych łagodniejszych. Od razu zaznaczę, że jestem miłośniczką szamponów śmierdzących, głównie siarkowych i dziegciowych, ale te ładnie pachnące też się tutaj znajdą ;)

Skarby #1: szampony delikatne
Tych mogę przedstawić mniej, głównie dlatego, że mam niezwykłe szczęście i jeśli znajdę jakiś fajny łagodny szampon, producent stwierdza, że pora na zmianę składu. Jak dotąd taka zmiana nie okazała się być dla mnie korzystną i paru ulubieńców tak straciłam. 
[Szampon NS - KLIK - i WardiShan - KLIK -]

Szampon dla dzieci HiPP
Hm... Właśnie się zorientowałam, że i HiPP przeszedł zmianę składu - wizaż. I to chyba nawet jakoś niedawno. Zmiana nie jest - według mnie - drastyczna i chyba przy najbliższej okazji się z nim ponownie zapoznam :)
HiPP, którego znam, nie plącze włosów, przyjemnie pachnie i delikatnie oczyszcza skórę. Nie powoduje podrażnień, swędzenia ani problemów z włosami. Wolę jego zapach niż zapach szamponu Babydream. O.

Szampon Olsson

Szampon o delikatnym działaniu mimo SLeSów w składzie. Bezzapachowy. Dość drogi (ok. 50zł za 325ml), ale niesamowicie wydajny mimo lejącej konsystencji. Szampon pełen sprzeczności. Gdybym miała kupę kasy, kupiłabym ten szampon i miała z głowy problem szukania szamponu łagodnego przynajmniej na rok ;)

Skarby #2: Szampony lecznicze
Ostrzegałam - jestem miłośniczką siarki i dziegciu, ale nie tylko. Znajdzie się tu kilka śmierdziuszków, ale będą też dwa wyjątki o pięknym leśnym zapachu i zapachu męskich perfum. Kto już wie, o które szampony mi chodzi?

Siarkowy szampon Zdrój
Jeden z pierwszych skutecznych szamponów, z którymi zetknęłam się już jako świadoma posiadaczka ŁZS. Pachnie siarką, czasami trochę szczypie, a konieczność rozcieńczania może być dla niektórych uciążliwa. Jednak najważniejsze jest działanie, a w tym aspekcie jest niezrównany. Usuwa łuskę, brzydki zapach skóry głowy i hamuje przetłuszczanie. Czego chcieć więcej? :)
KLIK 

Szampon Biotar
Szampon o konsystencji błota. Wypróbowałam kilka szamponów dziegciowych, ale ten mnie urzekł. Nie ma tak duszącego zapachu jak GreenPharmacy, ma elegancką, nierozlewającą i niepękającą buteleczkę, nie tak jak Paraderm, ale do ideału, Polytaru, czegoś mu brakuje. Jednak Polytaru już dawno nie ma, a ten szampon jest całkiem przyjemną alternatywą. Jak na szampon leczniczy ma dość krótki skład, w którym jednak czai się nieprzyjemny konserwant, który może podrażniać. Poza tym - bajka: połączenie dziegciu i siarki. Warto wypróbować :)
KLIK

NaturVital, szampon przeciwko wypadaniu włosów

Tak, tak, to właśnie szampon o zapachu męskich perfum. W dodatku ma przyjemny skład, dużo witamin i ekstraktów plus składniki nawilżające i przeciwłojotokowe. Bardzo przyjemnie się pieni. Zauważalnie zmniejszył ilość włosów, które migrowały z mej głowy po myciu i w ciągu dnia. Polecam każdemu, kto ma problem z wypadającymi i przetłuszczającymi się włosami.

Pharmaceris H-Purin przeciwko łupieżowi tłustemu
Do tego przyjemniaczka właśnie wróciłam po długiej rozłące i nie żałuję. Odświeża skórę głowy, ściąga łuskę i przy okazji nie plącze włosów ani nie powoduje, że są zbyt lekkie i zmieniają się w piórka. Do tego przyjemnie pachnie, jak las iglasty :)

Znacie któreś z tych produktów? :)