wtorek, 2 września 2014

Wizyta u endokrynologa (6): co z moją skórą?! | Weekendowo :)

Na początek narzekanie: nie ogarniam zjawiska, jakim jest NFZ. Niby masz skierowanie. Na skierowaniu masz napisane, że endokrynolog zlecił badanie poziomu TSH we krwi. No i niestety, masz też napisane, z której przychodni jest ten endokrynolog. Niby ze skierowaniem wszystkie badania zrobisz za darmo, prawda? Ano - półprawda. Bo zrobisz badania za darmo, jeśli akurat dane laboratorium ma podpisaną umowę z tą jedną konkretną przychodnią, w której pracuje endokrynolog zlecający badanie. Nie wystarczy podpisana umowa z NFZ, nie, po co...? A ceny wykonywanych badań różnią się diametralnie, bo od kilku do kilkudziesięciu złotych za głupie badanie TSH... I na dodatek, jak już zgarną od Ciebie kasę, wyjdziesz z laboratorium zadowolony, że już wreszcie masz to z głowy, to jeszcze przez tydzień będziesz wyglądał jak niewprawny ćpun, z siniakiem w zgięciu łokcia.
Co ciekawe, z receptami takiego problemu nie ma. Receptę, o ile nie jest przeterminowana, możesz zrealizować w dowolnej aptece.

W każdym razie - mieszkam sobie teraz na Śląsku. Mój endokrynolog przyjmuje na Warmii. I trzeba było tych kilkaset kilometrów przyjechać na wizytę. A że wizyta w czwartek, to można pobyt przedłużyć i trochę nad jeziorami posiedzieć, licząc na ładną pogodę. Zgarnęliśmy swoje tobołki, zgarnęliśmy teściów i pojechaliśmy. W czasie, kiedy teściowie coś knuli za naszymi plecami, ja nadrabiałam spotkania towarzyskie i naukowe, a chłop mój robił za szofera i przyzwoitkę, ale chyba też się dobrze bawił ;)

Wizyta u endokrynologa typowa. Posiedziałam w korytarzyku przed gabinetem 45 minut, choć przybyliśmy akurat na styk. Tym razem wyposażyłam się w teczkę, jak profesjonalny chory, z wynikami USG tarczycy i TSH. Z panią endokrynolog ponarzekałam na NFZ, pochwaliłam się posiadaniem tarczycy średniej wielkości, w całości, ale charakterystycznej dla Hashi i TSH na poziomie 1,9, a pani endokrynolog stwierdziła, że pozostaniemy przy dawce 75 i że widzimy się w przyszłym roku. Znaczy - żem się ustabilizowała ^^

Ponarzekałam jednak trochę na stan swojej skóry. Bo chociaż do pryszczy na plecach się już prawie przyzwyczaiłam i już wiem, jak się ich pozbyć, to niepokoi mnie łatwość, z jaką nabijam sobie siniaki i powolne tempo gojenia skaleczeń czy (ostatnio często u mnie występujących - uczę się gotować :P) poparzeń. Mam też sporo czerwonych kropek - popękanych naczynek, a na kolanie dorobiłam się ładnego fioletowego siniaka po... dwukrotnym szturchnięciu palcem. Poza zestawem recept na tarczycę do końca roku, dostałam jeszcze receptę na witaminy z grupy B na miesiąc. Zobaczymy czy coś się zmieni :)

Najbardziej ucieszyłam się nie z tego, że moja tarczyca jest już opanowana, a z tego, że udało nam się pojechać nad morze. Połaziliśmy trochę po Gdańsku i wybraliśmy się na plażę. Żałuję, że nie miałam stroju, bo z chęcią rzuciłabym się do zimnej, spienionej wody i trochę popływała. Ograniczyłam się do zbierania i wyławiania muszelek a potem bursztynów. 
Oto moje zdobycze :)

Naładowałam akumulatory, jestem "stabilna" i zabieram się za podbój Śląska ;)
I odpisywanie na Wasze maile :P

środa, 20 sierpnia 2014

Eksperyment: A może suszarka...?

Odkąd zaczęłam zapuszczać włosy i stosować nieco więcej kosmetyków niż tylko szampon, zrezygnowałam z używania suszarki do włosów. Nie stała za tym żadna ideologia, a raczej lenistwo. Stara domowa suszarka się spaliła, a jakoś nikomu nie chciało się kupować nowej. I tak sobie żyliśmy w domu bez suszarki. Moje włosy rosły, schły coraz dłużej, a ja nie chciałam słyszeć o takim sprzęcie. Zresztą wychodziłam z założenia, że i tak nie umiem się tym posługiwać; zdarzało mi się przypalić kosmyk albo przyłożyć sobie w tył głowy tak, że widziałam gwiazdy. 
Jednak niekorzystne warunki w pokoju zmusiły mnie do tego, żeby rozważyć zakup suszarki.

I tak któregoś dnia powędrowałam do Rossmanna i całkiem spontanicznie wsadziłam do koszyka suszarkę podróżną. Nie ma zupełnie żadnych bajerów, nie ma nawet chłodnego nawiewu, ale jest malutka, nie nagrzewa się, ma składaną rączkę i mieści się w małej kosmetyczce. I uważam, że to dobry zakup.

Kupienie przeze mnie suszarki zbiegło się w czasie z opublikowaniem przez Kathy Leonię notki o wpływie suszarki na wypadanie włosów - KLIK. Borykam się z podobnym problemem ostatnio, więc spróbuję swoje trzy grosze wtrącić :)

Zakup suszarki wpłynął przede wszystkim na porę mycia włosów. Zwykle myłam włosy wieczorem, kładłam się spać z lekko wilgotnymi, a rano miałam już suche włosy. Niestety, w moim pokoju włosy za nic nie chciały wyschnąć przez noc - suszarka okazała się wybawieniem. Teraz myję włosy rano i już po kilkunastu minutach jestem gotowa do wyjścia :)
Zauważyłam też, że wysuszenie włosów i nałożenie odżywki b/s przed ich rozczesaniem powoduje, że włosie ładnie się układa, a końcówki nie wywijają się aż tak bardzo.
Liczyłam także na jakiś postęp w temacie wypadania włosów. Jednak nic z tego. Włosiska jak wypadały, tak wypadają. Ale ostrzegałam, że się wypowiem, więc uwaga
  • za wypadanie włosów przy ŁZS odpowiedzialne mogą być drożdżaki. Drożdżaki lubią wilgotne środowisko, a takim bezsprzecznie są świeżo umyte włosy i skóra głowy. ALE: przecież używamy szamponów przeciwłupieżowych, które mają drożdżaki likwidować. Wiadomo, że byle mycie włosów nie zlikwiduje ich wszystkich, a pozostawienie nawet kilku kolonii tych niedobitków spowoduje, że w niedługim czasie na skórze głowy będzie ich tyle samo co przed myciem. Jeśli to drożdżaki wywołują wypadanie włosów - suszarka będzie sprzymierzeńcem.
  • Jednak jeśli włosy wypadają mimo używania suszarki, najprawdopodobniej to nie drożdżaki stoją za wypadaniem. Utrata włosów może mieć wówczas podłoże hormonalne, co warto skonsultować z endokrynologiem.
  • Jest jeszcze jedna rzecz, która przyszła mi do głowy, również związana z suszeniem. Jeśli przesadzamy z temperaturą i czasem suszenia, skóra głowy może się zbuntować. Podrażnienie, suchość skóry również może wpływać na wypadanie włosów. W ten negatywny sposób. Wówczas dalsze suszenie może powodować pogorszenie i wzmożone wypadanie włosów. I wtedy suszarka może się okazać jednym z przeciwników bujnej czupryny.
Wygląda na to, że nawet coś tak prostego jak suszenie włosów może nam dostarczyć wskazówek odnośnie podłoża wypadania włosów :)

Eksperyment z suszarką uważam za udany i wprowadzam suszarkę na stałe do swojej pielęgnacji :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Obserwuj i reaguj!

Otrzymuję od Was dużo maili z prośbą o pomoc, poradę w sprawie pielęgnacji i doboru odpowiednich szamponów i innych łojotokowych akcesoriów.  Niestety, człowiek ze mnie rozrywkowy i zabiegany, więc czasem nie zdążę odpowiedzieć na czas. Zależy mi na tym, żeby nikt z Was nie pozostał bez odpowiedzi, więc postaram się zebrać w jedno miejsce najczęściej występujące problemy i w miarę dokładnie opisać postępowanie w celu ich zlikwidowania. Tych problemów, rzecz jasna.
Uwaga, linków będzie dużo ;)

Łuska! Dużo łuski!
Przesuwasz palcami po skórze głowy, a tam jakieś krostki, strupki i grudki? Wygląda na to, że to właśnie łuska. Pamiętaj, że nie wolno jej drapać! KLIK Łuskę należy ze skóry głowy usunąć, najlepiej przy pomocy odpowiednich środków: olejów KLIK, oliwki Salicylol KLIK, żelu z mocznikiem Cerkogel 30 KLIK. Można też sięgnąć po preparat łączący dwa skutecznie złuszczające składniki: kwas salicylowy i mocznik - Squamax. Nieznaczne ilości łuski można zlikwidować poprzez nałożenie na skórę głowy nawilżającej maski do włosów bądź oleju, a także poprzez umycie głowy oczyszczającym szamponem.
I teraz uwaga, bo to ważne: sam peeling - nieważne czy cukrowy, solny, kawowy - nie zastąpi zabiegu złuszczającego. Peeling jest dobry, jeśli chcemy poprawić, wzmocnić efekty zabiegu złuszczającego bądź mamy bardzo niewiele łuski. Jeśli łuski jest dużo - złuszczamy.
Moje sposoby na usunięcie łuski: KLIK.

Skóra głowy swędzi!
Umówmy się, swędzenie nie należy do przyjemnych odczuć. I dobrze wiem, że drapanie daje ulgę... Na krótko. Po chwili błogości nadpływa fala pieczenia i szczypania, skóra robi się coraz bardziej zaczerwieniona i gorąca. Nie polecam takich doznań. KLIK.
Poza tym, po seansie drapania wygląda się raczej nieciekawie - wzrokowców odsyłam do innej notki KLIK. Przy okazji  dowiecie się, co może spowodować pogorszenie się stanu skóry.
W rozprawianiu się ze swędzeniem pomocne są maści przeciwgrzybicze i wszystko, co działa odkażająco KLIK. Najczęściej to właśnie grzyby odpowiadają za swędzenie. Do tej pory przetestowałam kilka maści przeciwgrzybiczych: Clotrimazolum KLIK, Terbilum KLIK i Steper KLIK. Do tej pierwszej wciąż wracam :)
Warto także sięgnąć po emolienty i siarkę. Moim faworytem pod tym względem jest krem-balsam Naftalan S KLIK.

Skóra głowy nieprzyjemnie pachnie!
Nieprzyjemny zapaszek unoszący się nad skórą głowy to zasługa grzybów. Wnikliwi obserwatorzy z pewnością zauważyli, że po seansie drapania ów zapaszek czasem się pojawia. Grzybki skrywają się właśnie pod łuską, zdrapanie jej prowadzi do uwolnienia drobnoustrojów i uwolnienia również zapaszku - efektu ich metabolizmu. Domowy sposób na to jest prosty i zaskakujący - jogurt naturalny :) KLIK
Mniej domowy sposób na uciążliwych zapaszkowych lokatorów to maści przeciwgrzybicze, wymienione już powyżej.

Skóra głowy jest zaczerwieniona!
Wygląda na to, że mamy stan zapalny wywołany przez podrażnienie bądź kontakt z alergenem. Tutaj ważne jest poznanie przyczyny takiego stanu rzeczy. Warto przeanalizować wszystkie nawłosowe zabiegi i kosmetyki używane podczas mycia i kolejnych etapów pielęgnacji. Za podrażnienie mogą odpowiadać równie dobrze zbyt mocne detergenty jak i 100% naturalne składniki nowej maski do włosów. Pamiętajmy, że "naturalne" wcale nie oznacza "na pewno nie wywoła reakcji alergicznej ani podrażnienia". Natura może być całkiem mocnym alergenem.

Skóra głowy jest sucha, ściągnięta, łuszczy się! 
Przyczyn takiego stanu rzeczy może być reakcja alergiczna bądź przesuszenie skóry na skutek stosowania szamponów ze zbyt mocnymi detergentami. W takim przypadku należy skórę nawilżyć. W tym momencie pojawiają się dwa ważne pojęcia: humektanty i emolienty. KLIK. W skrócie: humektanty gromadzą nawilżenie w komórkach, emolienty zapobiegają utracie nawilżenia. Do tej pierwszej grupy możemy więc zaliczyć: mocznik, kwas hialuronowy, glicerynę, hydromanil, kwas mlekowy, wyciąg z liści aloesu i panthenol. Do tej drugiej grupy należą głównie oleje i silikony. Jeśli mamy odpowiednie półprodukty, możemy nimi wzbogacać maski do włosów. Jeśli nie, większość znajdziemy w aptekach. Na pewno znajdziemy glicerynę, mocznik (Cerkogel 10), aloes (żel aloesowy, np. TEN) oraz pianki z panthenolem (nie polecam TEJ). Jeśli skóra jest wręcz ściągnięta i bardzo się łuszczy, możemy wypróbować szampon nawilżający, np. Emolium. Bardzo sobie go chwalę :)

Wypadają mi włosy!
Włosy wypadają z różnych przyczyn - niekiedy na skutek stresu, niewłaściwej diety, niewłaściwej pielęgnacji (np. po nałożeniu na skórę głowy produktu X). Czasem za wypadanie mogą odpowiadać także hormony - warto więc zgłosić się do endokrynologa. 
Z drogeryjnych sposobów na wypadanie włosów polecam szampon NaturVital do włosów wypadających KLIK oraz olej łopianowy KLIK. Warto też unikać drapania skóry głowy i "przetrzymywania" włosów KLIK.

Włosy szybko się przetłuszczają!
Niestety, taki urok ŁZS. Łojotok jest bardzo często spotykanym problemem i, podobnie jak w przypadku wypadania, sporo jest przyczyn takiego stanu rzeczy. Działanie przeciwłojotokowe mają niektóre składniki szamponów jak siarka KLIK, dziegieć KLIK, Zinc PCA, kwas salicylowy, siarczek selenu oraz imidazolowe pochodne - klotrimazol, ekonazol, ketokonazol, mikonazol, oksykonazol.
Pamiętaj, aby nie "przetrzymywać" włosów!

Nic mi nie pomaga!
Zrób listę. Zapisz wszystkie dotychczas stosowane specyfiki i dodaj do nich komentarze działa/bez zmian/nie działa. Następnie uruchom Internety, znajdź i dopisz składniki aktywne obecne w używanych smarowidłach. Tutaj lista najczęściej stosowanych: KLIK. Jeżeli Twoja lista jest rozbudowana, łatwiej będzie odnaleźć najbardziej pasujące składniki. Znów możesz uruchomić Internety i poszukać odpowiedniego specyfiku, który będzie zawierał najlepsze dla Twojej skóry głowy składniki. Zawsze możesz też zapytać o taki preparat farmaceutę. 

Wszystko mi szkodzi!
Ciężkie jest życie wrażliwca. Ponownie zalecam zrobienie listy, tym razem z uwzględnieniem wszystkich składników szamponów i smarowideł. Najczęściej alergenami są: detergenty, emolienty, wyciągi roślinne, konserwanty i składniki zapachowe. Jak je znaleźć i rozpoznać? KLIK. [Niedługo powstanie także lista potencjalnych alergenów.] I znowu - o dobór najlepszych dla Twoich potrzeb kosmetyków możesz zapytać Internety bądź farmaceutę w aptece.

Coś się dzieje, ale nie wiem co ;( A do dermatologa nie pójdę! 
I to jest chyba postawa najgorsza z możliwych. Piszecie do mnie, podajecie bardzo mało informacji, oczekujecie pełnej diagnozy... a ja nie jestem dermatologiem. Bardzo chciałabym Wam wszystkim pomóc, ale to nie ja spędziłam 5 albo 6 lat na studiach medycznych i nie ja mam dostęp do wielu branżowych czasopism. Moja wiedza ogranicza się do kilku publikacji i Internetów. W dodatku nie widzę Waszej skóry głowy ani nie mam doświadczenia w diagnozowaniu ludzi. Dlatego proszę - jeśli nie planujecie wizyty u dermatologa, bo "co on tam może wiedzieć", zastanówcie się, ile mogę wiedzieć ja - osoba bez wykształcenia w tym kierunku, czerpiąca wiedzę z Internetu. 

Polecam również zapoznanie się z inną przeglądową notką: KLIK.
I małą ŁZS-ową mitologią ;) KLIK

Wytrwałym czytelnikom oznajmiam z przyjemnością, że Łojotokowa wkroczyła właśnie na fejsa! Pojawiła się również fejsbukowa ramka po lewej stronie :)
Więc ten... Lajkujcie! ;)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Cerkogel 30 - obedrze Cię ze skóry!

Najbardziej uciążliwym problemem, z którym muszę się zmagać przy ŁZS, jest łuska. Przedstawiałam niedawno swoje sposoby na pozbycie się nadmiaru naskórka KLIK, a teraz chciałabym szczegółowo przedstawić jeden z omawianych wówczas produktów. Na samym początku walki z ŁZS, na etapie poznawania preferencji skóry, do złuszczania używałam oliwki Salicylol. Jak każdy produkt miała swoje wady i zalety, i może bym przy niej pozostała, gdyby nie to, że zachwyciłam się działaniem mocznika na swoją skórę (nie tylko skórę głowy) i sięgnęłam po żel.
Nie byle jaki żel.
Cerkogel.

Produkt zamknięty jest w miękkiej białej tubie z fioletowymi akcentami. Cerkogel dostępny jest w dwóch wersjach: fioletowej keratolitycznej z 30% mocznika i niebieskiej nawilżającej z 10% mocznika. Dzięki temu łatwo odróżnić, po jaki produkt sięgamy.
Po odkręceniu zakrętki ukazuje się dozownik. Nie za mały, nie za duży, dozuje odpowiednią ilość produktu i nie ma ostrych krawędzi. Na początku chciałam wsmarowywać żel w skórę głowy palcami, potem wykorzystywałam do tego dozownik. Drugie rozwiązanie jest o wiele lepsze. Po naniesieniu żelu na skórę głowy można jeszcze delikatnie go wmasować. Palce się nie lepią, zapachu brak, zabarwienia brak. Włosy zlepiają się dopiero wtedy, gdy mocno przesadzimy z ilością żelu ;)

Produkt jest bardzo wydajny. Pierwszy raz pisałam o nim pod koniec lutego KLIK. Teraz mamy początek sierpnia i musiałam się z tamtą tubką pożegnać. Cerkogel wystarczył więc na pełnych 5 miesięcy stosowania przynajmniej raz w tygodniu. Co ciekawe, po pięciu miesiącach stosowania mocznika, moja skóra wciąż reaguje na niego prawidłowo. O tym, że bardzo go polubiłyśmy (ja i moja skóra) świadczy też fakt, że natychmiast popędziłam po nową tubkę :)

Tradycyjnie podczas recenzji zajrzymy w skład Cerkogelu 30 :)

INCI: Aqua, Urea, Propylene Glycol, Glycerin, Biosaccharide Gum-1, Sodium Lactate, Lactic Acid, L-Arginine, Hydroxyethylcellulose.
Skład jest krótki i przyjemny. Na samym początku woda, mocznik, glikol propylenowy, ułatwiający przenikanie i nawilżająca gliceryna. Następnie zagęstnik, mleczan sodu i kwas mlekowy - oba składniki o działaniu złuszczającym i nawilżającym skórę, arginina - aminokwas o działaniu gojącym i łagodzącym podrażnienia, ponoć nawet wpływa na porost włosów i na samym końcu kolejny zagęstnik. Konserwantów nie ma, bo i po co - zbyt kwaśne pH i słaby dostęp powietrza to warunki, w których drobnoustroje nie lubią długo przebywać :)

Cerkogel30 to bardzo wydajny, bezzapachowy żel z wysoką zawartością mocznika. Złuszcza z podobną skutecznością co oliwka Salicylol, ale ma nad nią przewagę - Cerkogel "siedzi na głowie" krócej i nie ma problemu ze zmywaniem żelu. Razem z szamponem Emolium Cerkogel30 odratował moją skórę głowy po kryzysie - KLIK. Według producenta produkt nie skleja ani nie obciąża włosów, więc można się smarować nawet pomiędzy myciami. Ja jednak wolę użyć Cerkogel przed myciem włosów :)

Znacie?
Używacie? :)