niedziela, 14 grudnia 2014

Zimowa pielęgnacja włosów

Wielkimi krokami nadchodzi zima. A zima to czapki, szaliki, mrozy, suche powietrze i grube kurtki. W związku ze zmianą warunków pogodowych i pokojowych, musi nadejść zmiana w pielęgnacji włosów. No i nadeszła :)

Zimą stawiam przede wszystkim na porządek na skórze głowy. Mimo oddychającej, bawełnianej czapki i tak boję się o przegrzewanie i przemarzanie skóry, dlatego stawiam na nawilżanie i otulanie skóry głowy i włosów. Oleje, oliwki, maski proteinowe, humektanty i emolienty zostają moimi zimowymi przyjaciółmi ;)


Przy okazji podzielę się tym, co zajmuje mi większość czasu - remontujemy się. Tłem, które posłużyło mi do zdjęć kosmetyków, jest blat szafki kuchennej i bok drugiej szafy, które to meble wczoraj i przedwczoraj własnoręcznie oklejaliśmy. Całość wygląda świetnie ;)  
 
Skóra głowy jest ostatnio bardzo sucha, łuszczy się i swędzi. Jakiś czas temu zauważyłam również, że włosy podczas rozczesywania ciągną się, są jakby gumowate - mają mało protein. Wiecie, że w Tesco Extra na półkach stoją słoiki z maskami BingoSpa? Niedawno wpakowałam maskę z proteinami kaszmiru i kolagenem do koszyka. Po kilku pierwszych użyciach jestem z niej bardzo zadowolona.
Mam też maskę do włosów wypadających NaturVital. Przeglądając się w lustrze zauważyłam burzę króciutkich babyhair - wygląda więc na to, że maska działa :)
Szkoda tylko, że już się kończy...

Jeśli chodzi o szampony - tutaj też mała zmiana. Dość długo używałam niebieskiego Pharmacerisa przeciwko łupieżowi tłustemu na zmianę z szamponem Emolium. Dzisiaj wróciłam do szamponu Biotar i jestem już po pierwszym od dawna myciu :)
Suszę włosy suszarką. Mam do wyboru jedynie prędkość, więc wybieram niższą - nie grzeje aż tak. Jak do tej pory nie zauważyłam, żeby włosy się elektryzowały, więc jest dobrze :)
Nie zapominam też o końcówkach. Po umyciu włosów, na długość używam lnianej odżywki Farmona Herbal Care oraz serum na końcówki GreenPharmacy.

W aptece kupiłam Salicylol i buteleczkę oleju rycynowego. Będę go mieszać z olejem z kiełków pszenicy i nakładać na długość włosów. Olej rycynowy jest trudny do zmycia, dlatego na ostatnie 30 minut posiedzenia z oliwką będę nakładać na skórę głowy i długość włosów maskę, która zemulguje olej i ułatwi zmywanie. Przetestowałam ten sposób niedawno - działa ;)

Skorzystałam także z Dnia Darmowej Dostawy i zamówiłam dwa opakowania indyjskich ziół, które od dawna mnie ciekawiły - Neem i Kapoor Kahli. Dobrze wspominam swoją przygodę z Tulsi i mam nadzieję, że tym razem też się nie zawiodę :)

Wspominałam o końcówkach. Kto śledzi mojego fejsbuka, pewnie już kojarzy to zdjęcie. Wykonane rano, dzień po podcięciu końcówek i sesji z Salicylolem. Od razu lepiej :)


Tyle u mnie :)
Jak wygląda Wasza zimowa pielęgnacja? Na co stawiacie?

wtorek, 2 grudnia 2014

Co można wyczytać z włosów?

Przeglądając internety, natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł o diagnostyce na podstawie analizy włosów. Już wcześniej słyszałam coś-niecoś na temat odkładania się toksycznych związków właśnie we włosach, więc kiedy trafiłam na ten artykuł, postanowiłam się nim z Wami podzielić :)
Przy okazji - przypomniało mi się, że o podobnych badaniach pisała jakiś czas temu BlondHairCare - tutaj o badaniach KLIK, a tutaj o wynikach KLIK.

Zanim jednak zaczniemy analizować swoje włosy - kilka ważnych informacji, które warto znać i wykorzystywać.
"Rozwój włosa dzieli się na trzy fazy: wzrost (anagen), inwolucja (katagen) i spoczynek (telogen). Czas trwania poszczególnych faz jest zależny od rejonu ciała. W obrębie głowy około 90% włosów jest w fazie anagenu, który trwa od 2 do 6 lat, następna faza, katagen, trwa 2-3 tygodnie, a faza telogen (dormancy) kilka miesięcy. Po tym czasie włos wypada. W przybliżeniu 15% włosów głowy jest w fazie uśpienia (dormant hair)."
"Wokół mieszka włosowego znajduje się sieć naczyń włosowatych, najbardziej rozwinięta w jego dolnym odcinku. W fazie anagenu są one bardzo rozwinięte, zaś w katagenie częściowo zanikają. Włos zbudowany jest w 65-95% z białka (głównie keratyna), w 1-9% z tłuszczów, w 0,1-5% z pigmentów (melaniny), pozostałą część stanowią pierwiastki śladowe, polisacharydy i woda. Ważnym składnikiem włosa jest melanina, produkowana przez melanocyty, która w trakcie wzrostu włosa przechodzi z cebulki do łodygi. Są dwa rodzaje melaniny: eumelanina i feomelanina. Kolor włosów jest zależny od zawartości tych składników. Im ciemniejsze włosy, tym więcej zawierają eumelaniny, feomelaniny jest zaś dużo w rudych włosach. Siwe włosy nie zawierają melaniny w ogóle. (...) Włosy czarne mają większe stężenia melaniny niż brązowe, mniejsze wykazują włosy blond, a najmniejsze ilości są obserwowane w siwych włosach. (...) Melanina lepiej wiąże się ze związkami o charakterze zasadowym, gdyż pH melanocytów wynosi od 3 do 5.

Kolejny składnik włosów - keratyna, zbudowana z aminokwasów, wydaje się mieć większe powinowactwo do związków zasadowych np. kokainy, nikotyny i morfiny, a mniejsze do związków o charakterze kwaśnym np. Δ9-tetrahydrokanabinolu (THC) czy kwasu acetylosalicylowego. Tłuszcze, będące składnikiem błony komórkowej włosa, mogą wiązać się niespecyficznie z niektórymi związkami, np. kokainą.

Przyjmuje się, że inkorporacja związków do włosów zachodzi na trzy sposoby: 
  • z krwi (poprzez sieć naczyń włosowatych są wbudowywane w strukturę włosa);
  • z wydzieliny gruczołów łojowych i potowych (przenikają przez strukturę włosa);
  • ze środowiska (przechodzą przez łuskę włosa do wnętrza korzenia).
Nie zawsze można zidentyfikować jaką drogą oznaczana substancja dostała się do wnętrza włosa. Niemożliwa jest także całkowita dekontaminacja [oczyszczenie] włosów z niektórych substancji, jak na przykład z kokainy.

Na proces odkładania się substancji we włosach istotny wpływ mają następujące czynniki:
  • zawartość melaniny we włosach;
  • polarność związku wbudowywanego;
  • charakter kwasowy lub zasadowy związku.
Związki bardziej lipofilne, jak kokaina czy metamfetamina, są lepiej wbudowywane w strukturę włosa niż związki bardziej polarne, jak morfina czy amfetamina. Związki zasadowe lepiej przechodzą do włosów, gdyż macierz włosa jest bardziej kwasowa od krwi (pH~7,4)."
Jak wykorzystywane są włosy w diagnostyce?
Włosy okazały się być cennym materiałem podczas analiz toksykologicznych i sądowych. W wielu publikacjach stwierdzono występowanie związku między zawartością pierwiastków metalicznych we włosach a przebytymi chorobami, nieprawidłowościami metabolicznymi, statusem odżywiania czy skażeniem środowiska.
"Badania włosów mają też zastosowanie w orzecznictwie sądowym, w sprawach rozwodowych i o opiekę nad dzieckiem, w uzasadnionych przypadkach analizuje się włosy małżonków i rodziców w celu wykluczenia nadużywania substancji zakazanych czy alkoholu. Podobne testy wykonuje się przy sprawdzeniu wiarygodności zeznań świadków."
"W literaturze powtarza się teza, że zawartość metali we włosach ma związek z niektórymi chorobami. Zbadano zawartości różnych pierwiastków u osób chorych w porównaniu z podobną grupą osób zdrowych. Stwierdzono niedobór żelaza u pacjentów z chorobą Parkinsona, a na jego zawartość nie miały wpływu ostrość czy czas trwania choroby ani rodzaj podjętej farmakoterapii. Zauważono wielokrotnie wyższy poziom ołowiu, glinu, chromu, molibdenu, wanadu, kadmu, kobaltu i niklu u dzieci z autyzmem, podwyższoną zawartość antymonu u osób z rakiem, większą ilość kadmu a mniejszą żelaza u osób z nadciśnieniem, mniejszą zawartość miedzi u osób opóźnionych psychicznie."
Analizę włosów przeprowadza się także podczas badań antropologicznych bądź ekshumacji zwłok. Wyniki analiz toksykologicznych włosa mogą być również mniej krępującą alternatywą dla badań moczu; są także mniej inwazyjne niż badanie krwi.
Wyniki analiz włosa pod kątem składu pierwiastkowego - jak to było przestawione u BlondHairCare - są wykorzystywane również w celu ułożenia odpowiedniej diety. Jednak na razie takie badania są zbyt ogólne i nieskalibrowane (brakuje odpowiednich norm, w zależności od kondycji włosów i ich koloru - patrz: różna zawartość melaniny i intensywność wiązania się składników). Ale wszystko przed nami :)

Obecność jakich substancji można wykryć poprzez analizę włosa?

Narkotyki:
  • kokaina;
  • amfetamina, metamfetamina;
  • tetrahydrokaniabinole;
  • morfina.
Leki:
  • kortykosteroidy;
  • ketamina;
  • benzodiazepiny np. diazepam, lorazepam, lormetazepam, oxazepam, terazepam;
  • tramadol;
  • metadon, fentanyl, skopolamina, citalopram, fluoksetyn.
Związki endogenne:
  • kortyzol;
  • testosteron, epitestosteron;
  • tyroksyna (T4).
Pierwiastki śladowe:
  • chrom;
  • rtęć;
  • arsen.
Alkohole:
  • etanol.
Dym tytoniowy:
  • nikotyna.
Pestycydy:
  • DDT i jego pochodne.

Więcej ciekawostek w artykule: http://biuletynfarmacji.wum.edu.pl/1308Luczak/Luczak.html

poniedziałek, 17 listopada 2014

Łojotokowa w akademiku | Offtopowo

Mieszkałam w akademiku przez cztery miesiące: trzy miesiące wakacji i pierwszy miesiąc roku akademickiego. Przeżycie to niezapomniane! Nie bez powodu mówi się, że akademik to odmienny stan świadomości - atmosfera, jaka panuje w akademiku jest specyficzna. Akademik można pokochać lub znienawidzić. Są w akademikach rzeczy, obok których nie da się przejść obojętnie i tymi chcę się z Wami podzielić.

Łazienka i prysznic
Łazienki koedukacyjna, prysznic takoż. Prysznice oddzielone są od siebie jedynie murkiem. Żadnych zasłonek, nic. O wiecznym dziewictwie stałych mieszkańców tegoż akademika krążą już ponoć legendy - więc po co im zasłonki pod prysznicem? Jednak w okresie wakacyjnym mieszkają tutaj głównie pary, przynajmniej na naszym piętrze. Dlatego po dwóch tygodniach na portierni zawisło ogłoszenie, że dla pań przeznaczono prysznice na piętrze drugim. W "damskich" prysznicach przeżywam szok - dwie zasłonki! Czort, że prysznice są cztery. Dobre i to!
Po dwóch dniach zasłonki pojawiają się również w prysznicach na naszym piętrze - także całe dwie. Prysznice znowu są koedukacyjne ;)

Kolejna przygoda z prysznicami w roli głównej: powędrowałam sobie w stronę łazienek, owinięta jeno ręcznikiem, a tu niespodzianka - fugowanie, proszę zejść piętro niżej. Nic to, zeszłam. Następnego dnia niespodzianka z toaletą - na naszym piętrze sympatyczna pani sprzątająca właśnie umyła podłogę w łazience i traktuje sedesy czymś w białej buteleczce. Zeszłam niżej, a tam... sympatyczna pani sprzątająca właśnie umyła podłogę w łazience i traktuje sedesy czymś w białej buteleczce. Zeszłam niżej... Nie, nieprawda, wdrapałam się dwa piętra wyżej i skorzystałam. Bałam się, że gdybym zeszła jeszcze niżej wszechświat by się zapętlił :P

W weekend w akademiku nie ma pań sprzątających - a zatem panuje nieład. W weekend są też najlepsze imprezy. Po połączeniu obu tych faktów można dojść do prostego pytania - jak wówczas wyglądają toalety? Ano, nieciekawie. Są cztery kabiny, ale już w piątek wieczorem zastanie jednej z nich w stanie "z zamkniętymi oczami i zatkanym nosem już się tak nie brzydzę" graniczy z cudem. Niedawno weszłam do łazienki równo z inną dziewczyną. Ona do drugiej, ja do trzeciej. Ja się wycofuję, ona też. Potem ona do pierwszej, a ja do czwartej. Słyszę triumfalne zamknięcie drzwi na zamek, więc z ciężkim westchnieniem wycofuję się do trzeciej, klnąc na czym świat stoi spuszczam wodę, jeszcze chwilę czekam, po czym z zamkniętymi oczami ulgą korzystam.

W przypadku publicznych toalet zawsze sprawdzała się zasada, że do pierwszej kabiny się nie wchodzi, bo: a) nie działa zamek, b) nie ma światła, c) nie działa toaleta, d) wszystkie katastrofy naraz. W przypadku naszego akademika, a przynajmniej naszego piętra, w większości przypadków to właśnie pierwsza kabina jest najczystsza. Podejrzewamy, że to pewnie z powodu ciągle zamkniętych drzwi. I dlatego wciąż zamykamy drzwi do pierwszej kabiny, pozostawiając w innych drzwi uchylone ;)

Po wakacjach musieliśmy się przeprowadzić do innego akademika - tam już, niestety, reguła pierwszej czystej kabiny się nie sprawdzała. Pewnie dlatego, że jakiś mądry człowiek wyrwał z niej zamek i napisał na drzwiach poemat. 

Kuchnia
Dwie kuchenki na ponad 20 pokoi, w których mieszkają 2-3 osoby. Zagęszczenie służy integracji, ale nie zawsze. Zauważyliśmy już jakiś czas temu prawidłowość: jeśli do kuchni wchodzi chłopak, rzuca "cześć!" i zaczyna z innymi kucharzącymi gadać. Wychodząc, życzy wszystkim smacznego. Dziewczyny tak nie robią. Najczęściej stoją obok chłopaków i pilnują, żeby dobrze przysmażyli mięso mielone do spaghetti. Innych ludzi nie zauważają. Ja się socjalizuję, "walczę z nieśmiałością", przynajmniej jest od kogo "ognia" pożyczyć ;)

W kuchni często czasem panuje syf bałagan, a to coś się rozleje na kuchenkę, gdzieś komuś coś wyskoczy z patelni, niestety mało kto po sobie sprząta. Ostatnio hitem była zakrwawiona rybia głowa, porzucona na zlewie w kuchni. Cóż, zbliżał się termin płacenia za akademiki... ;)

Już w roku akademickim przydarzyła mi się taka ciekawa rozmowa z chłopakami w kuchni:
- Cześć, jesteś tu nowa?
- No tak, nowa.
- Pierwszy rok?
- Tak, poniekąd.
- Jak to "poniekąd"?
- A, bo to już trzeci stopień.
Zapadła taka krępująca cisza, chłopaki zajęli się swoimi garami i szybciutko ulotnili z kuchni.

Pralnia
W poprzednim akademiku dostęp do pralni był powszechny i łatwy. Tutaj trzeba się zakolejkować u piętrowego. Niby logiczne, bo ludzi sporo, a pralki tylko dwie. Ale pralki szaleją od wczesnych godzin porannych do późnych godzin nocnych, a w kolejkę bardzo trudno jest się wcisnąć. Czasem się zastanawiam, czy mieszkańcy akademika nie noszą przypadkiem trzech koszulek naraz ;)

W pralni najbardziej mnie zaskoczyła druga pralka. Druga pralka otwiera się za pomocą sznureczków. Sznureczki sterczą z ułamanej klamki. Jak pierwszy raz weszłam do pralni, kątem oka odnotowałam obecność wózka z Biedronki. Po kilku tygodniach życia w akademiku uznałam to za normalne wyposażenie pralni i niewiele się pomyliłam. Wózek, a raczej zamontowany przy nim kluczyk, służy do otwarcia tej drugiej pralki. Sama nigdy bym na to nie wpadła...
"Trust me, I'm an engineer" ;)

Panie sprzątające
Oj, mają tutaj ciężko... Najbardziej lubię panią, która pracę rozpoczyna od podłączenia małego radyjka. Druga pani sprzątająca chyba mnie nie lubi, albo podejrzewa jakiś spisek. Zwykle wychodzę z pokoju dokładnie w tym momencie, w którym pani skończy myć podłogę na korytarzu i kieruję się w stronę łazienek/pryszniców, właśnie wtedy, kiedy pani zaczyna tam myć podłogę. Raz postanowiłam przeczekać, to wpakowałam się akurat na drugą turę mycia podłóg i pod świeżo umyte prysznice. Niby mówiłam, że to wcale nie specjalnie, ale sytuacja powtarzała się przez kilka dni...

Ludzie
Ludzie w akademiku to temat rzeka. Podziwiam tych, którzy potrafią wbić się w środek zawzięcie dyskutującej gromadki i dołączyć do dyskusji. Podziwiam też tych, którzy potrafią trzecią noc z kolei imprezować do świtu. Większość jednak została w akademiku z uwagi na praktyki bądź pracę. Ci są na ogół bezproblemowi i potrafią uciszyć imprezujących.
Za to nie potrafię zrozumieć facetów sikających przy otwartych drzwiach, którym tak trudno jest po fakcie spuścić wodę. Albo ludzi, którzy pakują się w brudnych buciorach pod prysznic i potem zostawiają błotniste ślady na korytarzu.

Ostatnio zaskoczyli mnie palacze. Niby na terenie akademika nie wolno palić, na korytarzu i w pokojach są czujki dymu, ale wystarczy otwarte okno i nie ma problemu. Z racji umieszczenia naszego pokoju zaraz przy końcu korytarza, często czuć, kiedy palacze zbierają się na spotkanie. Ale okazało się, że czujki, przynajmniej te na korytarzu, nie działają. Więc skoro teraz jest chłodniej, palacze siadają sobie przy łazienkach, pod samą czujką i tam sobie na spokojnie i wesoło popalają.

Jedyne, co nie spodobało mi się w akademiku, to "inauguracja roku akademickiego", która trwała cały tydzień, a w kulminacyjnym momencie, o trzeciej nad ranem zawyły czujki dymu (pewnie w pokojach), a pod oknami migały światła wozów strażackich. Pomijam już nabzdryngolonych studentów pierwszego roku, którzy nie zapamiętali numeru swojego pokoju ("To było 123? Nie, chyba 122... Ej ty, gdzie ja mieszkam?!") i próbowali wleźć do naszego, szarpali za klamkę albo darli się pod drzwiami.
O tym, co działo się na naszym piętrze może też świadczyć reakcja pani na portierni - "Pani na czwartym?! A, to współczuję. Ja ich czasami tutaj słyszę..." ;)

Inna rzecz - jeśli w akademiku nagle zabraknie Ci cukru, soli, papierosa, zapałek, ładowarki do telefonu, dostępu do Internetu czy miksera, możesz się zapukać do sąsiadów. Nawet jeśli ich nie znasz, jest spora szansa, że Ci pomogą.

Obecnie
Jak już się wnikliwy czytelnik domyślił, jestem na studiach doktoranckich. Jako, że dopiero rozpoczynam studia i przyjechałam z hen-hen daleka, przysługuje mi pokój w Domu Asystenta. I to jest raj!
Okej, musieliśmy odremontować, odmalować i zwieźć swoje meble, ale za to mamy własną łazienkę, a jedynymi piszczącymi na korytarzu istotami są małe dzieci. Kuchnia jest wspólna; klimat w kuchni podobnie jak w akademiku, z jedną różnicą: kiedy wchodzisz do kuchni w akademiku i pociągasz nosem, to znaczy, że komuś coś się przypaliło, kiedy zaś mijasz kuchnię w Asystencie i pociągasz nosem, to znaczy, że ktoś gotował bądź piekł coś dobrego. No i mamy windę, a w windzie można poznać ciekawych ludzi, czasami nawet z psami. Na naszym piętrze mieszka pani z owczarkiem niemieckim, który bardzo się tulił do mojego chłopaka ;)

Wygląda na to, że mam chyba więcej szczęścia jak rozumu :)
Właśnie skończyłam realizować zadanie, nad którym siedziałam prawie dwa tygodnie i zabieram się za nadrabianie zaległości blogowych. Zamierzam też coś sobie kupić w nagrodę i nie omieszkam się pochwalić!

A jak tam u Was, studenci i studentki?
Mieszkał ktoś z Was w akademiku?
Mieliście podobne odczucia?

poniedziałek, 3 listopada 2014

Postępowanie w przypadku niedomycia

Przy bogatej pielęgnacji skóry głowy i/lub włosów, czasem zdarzy się nam niedokładne zmycie wszystkich nałożonych wcześniej produktów. Problem nie dotyczy wyłącznie sfery estetycznej (posklejane, wyglądające na nieświeże włosy), ale również - szczególnie w przypadku nas, łojotokowców - może spowodować pogorszenie się stanu skóry. Pozostające na skórze głowy resztki masek, odżywek czy olejów mogą stać się całkiem niezłą pożywką dla drożdżaków. Poniżej chciałabym Wam przedstawić mój (niemalże) niezawodny sposób na zniwelowanie skutków niedomycia.

Kiedy zacząć reagować?
Proste pytanie, prosta odpowiedź: jak najszybciej. Już podczas mycia można stwierdzić, że coś na włosach pozostało.  Wystarczy przesunąć palcami po mokrym pasemku włosów - jeśli będzie "skrzypieć", oznacza to, że włosy są czyste. A przynajmniej to konkretne pasemko. Niestety, sposób ten czasem się sprawdza, a czasem nie. W przypadku długich włosów może wręcz oszukiwać (to tzw. fałszywie pozytywne wyniki :P) - końcówki będą "skrzypiały", a przy skórze głowy pozostanę niedomyte.

Najłatwiej niedomycie wyłapać podczas suszenia bądź wysychania włosów. Ot, jeśli jedno pasmo wysycha wolniej, włosy się do siebie kleją - już wszystko wiemy. I teraz znowu - im szybciej temu zaradzimy, tym mniej całą sytuację odczuje skóra głowy.

Jak postępować?
Niestety, nie podzielę się z Wami żadnym genialnym innowacyjnym sposobem - włosy trzeba ponownie umyć. Jednak, jeśli jesteś leniwcem jak ja i myjesz włosy wieczorem, pewnie nie masz ani czasu, ani ochoty, żeby cały myjąco-włosowy proceder powtarzać. Podrzucę tutaj kilka sposobów, jak postępować w przypadku niedomycia takich produktów jak: oleje i oliwki oraz maski do włosów.

Niedokładne zmycie masek do włosów/kosmetyków w postaci żelu bądź maści
Z reguły sprawę załatwia sięgnięcie po mocniejszy szampon bądź ponowne umycie włosów tym samym szamponem. Zwykle trzymam wtedy pianę na włosach nieco dłużej, dłużej i dokładniej masuję głowę, a podczas spłukiwania przeczesuję mokre włosy palcami. Zwracam też uwagę na to, żeby z włosów spływała sama woda, bez śladu piany.
Swoją drogą - kto z łuszczących się podejrzewał, że ich problemy skórne to zasługa niedomytego szamponu? :)

Niedokładne zmycie olejów i oliwek
Tutaj najlepszym wyjściem jest sięgnięcie po odżywkę, najlepiej z takim składnikiem jak Cetrimonium Chloride, który ma działanie emulgujące, czyli rozbijające tłuszcz na drobniejsze cząsteczki. Rozbity, zemulgowany tłuszcz jest dużo łatwiej usunąć. Odżywkę najlepiej potrzymać na włosach 10-20 minut. I dokładnie zmyć ;)

Co potem?
Ponieważ jestem leniem i myję włosy dopiero na wieczór, a w dodatku czasem zdarzało mi się iść spać z mokrymi włosami i dopiero rano przekonać się, że niedokładnie umyłam włosy, profilaktycznie przed kolejnym myciem traktuję skórę głowy Cerkogelem 30, a po umyciu smaruję ją jeszcze Clotrimazolum, coby sobie drożdżaki nie harcowały za bardzo. Jeżeli nie jesteście leniami jak ja - mimo wszystko taką formę profilaktyki Wam polecam ;)

Podejrzewam, że większość z Was już to wszystko zna z własnego (bądź nie) doświadczenia. Liczę jednak na to, że w komentarzach podzielicie się swoimi przemyśleniami co do domywania skóry głowy i ewentualnych konsekwencji ;)