niedziela, 27 sierpnia 2017

Mam brzydką skórę!

Od paru tygodni mam kryzys wizerunkowy. Cieszę się, że lustro w łazience jest tak słabo oświetlone. Na lustrze w pokoju najczęściej wisi jakaś koszula albo inny ciuch i schnie. A schnie nawet po kilka dni. 

Miałam ostatnio sporo nerwów, a stres odbija mi się na skórze...

To jest błędne koło: wpadłam w wir nerwowych sytuacji, a kiedy patrzę w lustro czuję się bezradna, zła i smutna, co dodatkowo mnie denerwuje i pogarsza stan mojej skóry. Tę spiralę stresu nakręca jeszcze to, że mimo moich starań stan skóry ot tak się nie poprawi; nawet jak złapię chwilę czy dwie, żeby odsapnąć, każde spojrzenie w lustro to cios w samo serce.

I wcale mi nie pomaga widok zadowolonych, poodsłanianych i gładkolicych ludzi w otoczeniu. W mojej głowie, jak mantra, tłuką się zdania:
Bo inni mają gładkie twarze.
Bo inni mogą odsłonić ramiona.
Bo inni mogą odsłonić plecy.
Bo inni mogą odsłonić nogi.
Bo inni...
Znacie to?

No cóż.
Na głowie szaleje ŁZS. Na świeżo umytych włosach często znajduję płatki zrogowaciałej skóry, które przykleiły się były do skóry głowy. W dodatku skóra głowy swędzi i szybko staje się nieświeża. Czasem temu wszystkiemu towarzyszy "zapaszek" przypominający skisłe mleko.
Na twarzy - trądzik. Jeśli przegapię najlepszy moment na umycie włosów, łój ze skóry głowy zalewa mi czoło i schodzi niżej, więc twarz błyszczy się jak psu... ekhem, jak księżyc w pełni. Na nosie, brodzie, policzkach i czole mam pełno zamkniętych, czarnogłowych zaskórników, sporadycznie ropne krostki.
Po ostatniej fali upałów na dłoniach pojawiły mi się potówki, a jeśli za dużo zmywam lub sprzątam bez rękawiczek (a rękawiczki muszę mieć nitrylowe i bez talku, bo talk wysusza jeszcze bardziej), skóra dłoni jest popękana i przesuszona.
Na ramionach i plecach wysyp zaskórników i ogromnych, bolących podskórnych gul.
Na nogach z kolei podrażnienia po depilacji i wrastające włoski.

No i... co z tego?
Czy mam jakiś wpływ na to, jak wygląda moja skóra? Tak. Bardzo niewielki. Inaczej - to nie ja jestem tym głównym czynnikiem, który powoduje, że moja skóra wygląda jak wygląda. Źle albo dobrze.
Robię wszystko, co mogę, żeby skóra wyglądała dobrze.
Używam odpowiednich kosmetyków, leków, regularnie złuszczam naskórek, nakładam oleje, nie podrażniam skóry (wyjątek - depilacja), ogólnie - bardzo o nią dbam.

Dlaczego więc wychodząc z domu, staram się ją zasłonić, zakryć, schować, byleby nikt nie widział, nikt się nie zgorszył?
Dlaczego gdzieś z tyłu głowy trzymam myśl: "O rany, jak ja wyglądam, co ludzie powiedzą?" - po co mi to?
Mam masę swoich problemów i swoich spraw, dlaczego mam jeszcze przejmować się tym, jak odbierają mnie ci wszyscy inni, idealni ludzie?!

Lubię swoją skórę. Nawet pomimo tych wszystkich - jak to się ładnie mówi - niedoskonałości. Mimo łojotoku, podrażnień, krost. To moja skóra. 
Lubię ją, kiedy ładnie pachnie po wtarciu w nią kolejnego balsamu nawilżającego.
Lubię zapach włosów po umyciu i nałożeniu odżywki.
Ba! lubię ją nawet wtedy, kiedy jest zaczerwieniona, podrażniona i tłusta. Bo to też jestem ja




Dlaczego miałabym nie lubić siebie?

14 komentarzy:

  1. Po pierwsze: grzyby/bakterie będą się rozwijać na organizmie zakwaszonym, wiec musisz ustawić sobie dietę zasadową żeby całe środowisko (organizm) było grzybom/bakteriom nieprzychylne. Poczytaj o równowadze kwasowo - zasadowej.

    Dwa: mi bardzo pomógł i pomaga Zoxyderm Axxon 150 (polskiej produkcji, chyba z okolic Łodzi). Żadnych sterydów i innego świństwa nie bierz. Do tego Pirolam z witamina A+E. W internecie można kupić 150ml za 16zł.

    Trzy: ważny jest ogólny stan przewodu pokarmowego (flora bakteryjna) i całego procesu trawienia, to czy wątroba wydziela żółć, czy cała gospodarka hormonalna funkcjonuje prawidłowo, bo to przekłada się na trawienie i na stan całego organizmu, którzy potrzebuje BIAŁKA, ale prawidłowo trawionego i przyswajanego przez organizm.

    Ja robiłem sobie płukania wątroby i co jakiś czas robię lewatywy z wody+cytryna. Oczyszczenie wątroby z tzw kamieni żółciowych jest podstawą, bo bez tego krew nie jest prawidłowo oczyszczana.

    To tak w skrócie. Pozdrowienia, Michał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj... A przeczytałeś chociaż ten wpis? Albo kilka innych wpisów na tym blogu?
      :)

      Usuń
    2. Tak, kilka czytałem. Ten przeleciałem, ale napisałem w komentarzu to co zawsze chciałem tutaj napisać tak w ogóle, nie koniecznie jako komentarz do tego wpisu.

      Michał

      Usuń
    3. Okej.
      Mam nadzieję, że osoby, których sytuacja skórno-włosowa jest równie beznadziejna, jak moja na początku przygody z ŁZS, powędrują najpierw do dermatologa i endokrynologa (tu pod niebiosa wychwalam swoją panią endokrynolog!), zamiast w ciemno próbować niedopasowanych do swoich problemów rozwiązań.

      Usuń
    4. Michale, nie istnieje coś takiego jak zakwaszenie organizmu. Wystarczy poczytać trochę bardziej fachową literaturę medyczną. No chyba, że mówimy o kwasicy w przebiegu cukrzycy bądź niewydolność nerek, ale to zupełnie inna bajka.

      Usuń
    5. Ja miałem od zawsze łupież. Mniejszy większy, ale zawsze. Nic go nie usuwało. Potem doszedł trądzik, - to samo. Łapiduchy przepisywały tylko kolejne "lekarstwa".

      TO SĄ OCZYWIŚCIE TYLKO MOJE WŁASNE PRZEMYŚLENIA/DOŚWIADCZENIA - NIKOGO DO NAŚLADOWANIA NIE ZACHĘCAM.

      Problem leży w: raz - trawieniu, dwa w grzybach/bakteriach których przerost stopniowo następuje.

      Powodu tego przerostu każdy musi szukać sam. Jak go znajdzie i usunie znikną problemu ze skórą, włosami i paznokciami. Oczywiście nie z dnia na dzień, ale wystarczy zaobserwować zmiany w pożądanym kierunku.

      Podstawa to dieta która ma być oparta na produktach niezakwaszających w tym całkowite wyłączenie cukru i mąki). Nie smażyć, tylko gotować na parzy wszystko co się da, a da się właściwie wszystko.

      Robiłem płukanie wątroby przez około rok. Wypłukałem w sumie tak z 2/3 szklanki tzw kamieni żółciowych i niech nikt mi nie mówi, że one tam miały być. Po odblokowaniu kanałów żółciowych wątroby zaczęło się prawdziwe trawienie zwłaszcza białek (podstawą jest dla mnie jajko i od czasu do czasu mięso drobiowe gotowane na parze). Zniknęły wypryski na skórze, swędzenie skóry, "strupienie" skóry na łokciach, tendencja do "rozmakania" skóry po kąpieli i łupież.

      Została spierzchnięta częściowo skóra na głowie (ŁZS) ale to nic w porównaniu z tm co było (ŁZS u mnie poszedł nagle i rozwinął się lawinowo, straciłem gdzieś z 50% włosów), przyczyną tego było przejść na na dietę wegetariańską, co miało miejsce przed płukaniami wątroby. ŁZS rozwija się tam gdzie jest BRAK BIAŁKA - budulca, oraz organizm jest zakwaszony, u mnie był i to ekstremalnie z podejrzeniem cukrzycy.

      Skóra to tzw "trzecia nerka" - sposób na oczyszczanie organizmu. Jeśli organy wewnętrzne nie dają rady to wydalanie zaczyna się porami skóry.

      Jeśli Administratorka pozwoli/chce to wkleję link do strony która był dla mnie punktem odniesienie dla wszelkich działań. Ja ktoś chce zrozumieć jak funkcjonuje organizm to niech przeczyta książkę o Terapii Gersona.

      Pozdrawiam, Michał

      Usuń
    6. Znalezienie ogarniętego lekarza to trudne zadanie, ale wykonalne. Mimo że sama piszę o lekach czy kosmetykach, które można kupić bez recepty, nie oznacza to, że popieram leczenie na własną rękę, zgodnie z tym, co się wyczytało w Internetach. Jak najbardziej stoję po stronie lekarzy.

      I nie, nie chciałabym tutaj linków do różnych "ciekawych" źródeł.
      O ile skłaniam się do tego, że dieta ma wpływ na stan skóry, o tyle tego zakwaszania, odkwaszania, płukania wątroby i innych magicznych sposobów nie kupuję.
      Lewatywa nie jest lekarstwem na wszystko. Choć z drugiej strony, jak napisała poniżej Produkt Natury, czasem nawet trzeba mieć parę spraw w dupie ;)

      Usuń
    7. 1. To nie są "magiczne" sposoby, tylko normalne i praktykowane.
      2. Każde leczenie jest na "własną rękę" i własną odpowiedzialność, a nie lekarza.
      3. Żeby być zdrowym, MUSISZ usunąć przyczyny a nie maskować skutki.
      4. Dr Max Gerson był lekarzem, z wykształceniem akademickim i praktyką w czasie której odkrył pewne mechanizmy. Zaczął je badać i opisywać.

      Jeśli ktoś chce ROZUMIEĆ, to niech się z nimi zapozna. Reszta niech idzie do lekarza... kolejnego.

      ps
      Ja oczywiście chodzę do lekarza, żeby robić badania okresowe, krew itd itp. Krew mam, cytuję: podręcznikową.

      Pozdrawiam, Michał

      Usuń
  2. Ja chyba jeszcze nie jestem na tym etapie, aby móc powiedzieć, że lubię swoją skórę, ale gratuluję! Myślę, że wśród tych 5 popularnych etapów w drodze do akceptacji jestem na etapie negocjacji, czyli tak w połowie haha. Nic tak nie irytuje jak widok ludzi, którzy kompletnie o siebie nie dbają a ich skóra, włosy jakby totalnie tego nie odczuwały. Jakiś czas temu rozpoczęłam kurację Atrederm i już wyglądam jak jaszczurka, co też niekoniecznie dobrze wpływa na pewność siebie, aczkolwiek po tylu latach (7)chyba mam to trochę po prostu.. w dupie :)PS. Uwielbiam Cię czytać, i lubiłabym nadal, nawet gdybyś opisywała program telewizyjny haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło :)
      Najtrudniej było mi zwalczyć myślenie "co ludzie powiedzą?!" albo "jak ja wyjdę TAK do ludzi?!". No bo jak to - tyle lat wszyscy wkoło wbijali mi do głowy, że MUSZĘ ładnie wyglądać, robić to co ci wszyscy INNI, i to w dokładnie ten sam sposób. Kilka pierwszych decyzji było trudnych, pierwsze wyjścia "do ludzi" wręcz wyczerpujące... A potem już z górki :)
      Nigdy nie będę ideałem dla wszystkich ludzi. Skupiłam się na tym, żeby być swoim ideałem i lepiej mi się z tym żyje ;)

      Usuń
  3. Ja też mam ogromny problem ze skórą. Nie dość, że łzs głowy, to problem z trądzikiem (myślę, że hormonalnym) na twarzy i plecach. Łojotok i inne paskudztwa no ale co poradzić. Dbam o skórę jak mogę, a w tym pomaga mi blog Ewy Szałkowskiej. Polecam każdemu kto zmaga się z problemami skórnymi. Ewa ma bogatą wiedzę.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam blog Ewy i zawsze jestem pod wrażeniem jej wiedzy i sposobu, w jaki ją przekazuje :)

      Usuń
  4. Też mam kryzys. Mam już dość tego jak wygląda moja skóra. Dwa dni temu wyszłam ze znajomymi i jak zobaczyłam jak wyglądam na zdjęciach, to chciałam się rozpłakać. Chciałabym też lubić swoją skórę, ale nie potrafię. I czuję taką zazdrość jak patrzę na kogoś kto nie ma takich problemów. Chciałabym odsłonić plecy i nie martwić się, że wygląda to obrzydliwie. Chyba jestem prożna, ale nie moge sie pozbyc mysli, ze to wyglada paskudnie. I niestety nie tylko dla mnie. Eh, jedyne co mi pozostaje to nadzieja, ze kiedyś może będzie lepiej i znajdę nareszcie dobrego dermatologa. Pozdrawiam i cieszę się, że jesteś szcześliwa w swoim ciele :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, coś o tej zazdrości wiem :)
      W rodzinie jestem jedyną taką nakrapianą owcą (bo czarną to nie) i nikt nie rozumiał, że jak to, żel do mycia twarzy do skóry trądzikowej nie działa? "Ja tego używam i nic mi nie wyskakuje!".
      A jak już znalazłam jakiś swój specyfik, to oczywiście wszystkie zasługi należą się temu marudzie, co mi ten zupełnie inny żel polecał ;)
      Teraz się z nich śmieję, wcześniej bardzo mnie to irytowało...

      To nie jest próżność, że chcesz mieć ładną skórę. Ludzie nietypowi, a więc na przykład my, brzydkoskórzy, przyciągają spojrzenia, czy tego chcą czy nie. Dużą ulgę przynosi nieprzejmowanie się tym, na co mamy znikomy wpływ - w tym na spojrzenia nieznajomych ;)

      Zabrzmi trochę jak reklama, ale - swoją panią endokrynolog znalazłam przez portal znanylekarz.pl. Wcześniej próbowałam wypytywać znajomych, ale to nie wypaliło. Szkoda tylko, że większość (albo i wszyscy, nie wiem) lekarzy przyjmuje prywatnie...

      Usuń