piątek, 22 marca 2013

Qua vadis, Adidas...?

Dziś notka wybitnie niewłosowa. Ba! nawet nienaukowa. Zainspirowana dzisiejszymi, krew w żyłach mrożącymi zdarzeniami, które miejsce miały... w mojej łazience.
Bohaterem tych zdarzeń jest właśnie tytułowy Adidas...

Ale od początku. Bardzo dawno temu, wracając z uczelni, weszłam do Rossmanna. Potrzebowałam dobrego, taniego antyperspirantu, w kulce, albo może w sztyfcie, bo te drugie zawsze wydawały mi się wydajniejsze...
Podreptałam więc do półek, na których wystawione były różnego rodzaju odoranty, kulki, sztyfty, żele, psikacze, blokery a nawet chusteczki i kryształy (Crystal essence, kiedyś będę miała tyle odwagi, żeby Cię przetestować!). Oczywiście od razu mój wzrok przykuły karteczki z wesołym napisem PROMOCJA. Włączył mi się instynkt dresiarza, wyciągnęłam łapki po białe opakowanie z trzema paskami i po wywąchaniu trzech różnych wariantów wybrałam niebieski, zatytułowany: Adidas Action 3 Fresh. Urzekł mnie zapachem, takim nieco męskim, ale jednak orzeźwiającym, trochę ciężkim, ale jednak słodkim. No i był sztyftem, więc pewnie wydajniejszy niż to moje poprzednie coś, co bez zapowiedzi się skończyło. I nie zapominajmy o tym, że był przeceniony. No po prostu musiałam go mieć.
No i miałam.


Przez kilka pierwszych użyć byłam zachwycona. Podobał mi się mój nowy zapach, podobała mi się jego aplikacja - sztyft jest taki miękki i gładko sunie po skórze. Nie trzeba czekać aż jaśnie pan raczy wyschnąć, można od razu zakładać koszulkę i w drogę.

Do czasu...
Nagle okazało się, że moja ulubiona koszulka ma przebarwienia pod pachami.
Potem okazało się też, że te 48h to tak na serio. Jeśli nałożyłam zbyt dużo antyperspirantu na skórę, a miałam mniej intensywny dzień, miałam problemy z domyciem pach. Nie pomagało zwykłe mydło, mydło Alepp, dopiero "coś się ruszało" po żelu pod prysznic ze SLeSami. Co to musi być za ustrojstwo, żeby trzeba było tak kombinować aby to usunąć? Niekiedy nawet jedno umycie SLeSami nie skutkowało; pod pachami robił się osad, który dawał się rolować i zostawał na palcach...
Golenie pach czasem przypominało obdzieranie się ze skóry...
Ale wybaczałam. Bo pięknie pachniał.

Może któraś z Was wie, co może odpowiadać za takie efekty uboczne?

I znów - do czasu.
Już się cieszyłam, że wkrótce będę mogła się od niego uwolnić, już szukałam innych, fajniejszych kulek (za sztyft podziękuję, brrr...), oglądałam składy i czytałam recenzje tych "bardziej eko"...
I niespodzianka. Mój Adidas postanowił popełnić samobójstwo. Wziął i się rozpadł, załamał się w sobie, a kiedy chciałam go dziś nałożyć na skórę... po prostu się na mnie rzucił. Drań. I to akurat dziś.

No nie, nie zachęca...

Do Rossmanna daleko, więc przy okazji zakupów w Biedronce kupiłam kulkę Garnier Mineral, Extra Fresh. Ten przynajmniej nie będzie się na mnie rzucał, jak postanowi ze sobą skończyć.

A Wy jakich antyperspirantów używacie?
Jesteście eko i unikacie aluminium? ;)

PS. Może ktoś byłby zainteresowany szamponem Psorilam? Napisała do mnie dziewczyna, która taki szampon posiada, a chciałaby go sprzedać. Zainteresowanych (pewnie w większości łuszczyków) zapraszam na mail: lojotokowaglowa@gmail.com

27 komentarzy:

  1. Ja długo używałam kulek Garniera (bo do Biedronki blisko, taaak! :D ) ale kulka to kulka, wstaje człowiek rano pewnego dnia a tam nic. I na bluzkach, zwłaszcza białych, zostawia, ale po czasie, nie od razu, żółte ślady, których nawet pranie w 95 stopniach nie usuwa. Idzie się załamać...

    Teraz mam sztyft Lady Speed Stick który dokładnie tak samo jak Twój Adidas zostawia jakąś gumową warstwę pod pachami. Łee ;(

    Chyba przyjdzie mi wrócić do dezodorantów, które jak dla mnie są niewydajne, a poza tym nie-na-wi-dzę efektu mrożenia. (Psikanie z daleka z kolei sprawia, że dezodorant nic nie daje.)

    Z kulek podobno fioletowa Ziaja jest bardzo dobra. Może damy jej szansę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wpadło mi do głowy coś jeszcze. Chyba następnym razem spróbuję jakiegoś męskiego sztyftu. Podejrzałam u narzeczonego, że wszystkie męskie są bardziej żelowe niż kremowe, przezroczyste. Może coś takiego nie będzie zostawało na skórze i nie będzie barwiło na żółto ubrań z czasem, ani na biało od razu? A zapachu w sumie i tak nie czuć.

      Usuń
    2. henrietta, a próbowałaś prać to używając domolu? ja ostatnio dodałam go do proszku i efekt był super, więc po wymoczeniu i wstępnym spraniu efekt powinien być jeszcze lepszy:)

      Usuń
    3. Moje chłopię psikadeł używa, więc z podbierania nici :P
      Kiedyś zachwycałam się zapachem OldSpice'a, Bahamas się nazywa, ale nie pozwolił mi kupić :(

      Usuń
    4. Foster Marine, dzięki! Spróbuję. Bo nie da się zaprzczyć, że trochę mi smutno, że 90% moich bluzek ma żółte plamy! :(

      A co tam podbieranie. Kupię sobie własne męskie smarowidło i ustawię na półeczce koło męskiego smarowidła mojego mężczyzny. I zobaczymy, kto komu będzie podbierał :]

      Usuń
  2. ja od lat jestem wierna sztyftom dove, jednak jakiś czas temu skusiłam się na garniera mineral wersję action i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. po pierwsze nie lubię 'kulek' bo są przeważnie zimne i nieprzyjemne, a ta była cieplutka;) po drugie nie podrażniał moich wrażliwych pach. a po trzecie - nie śmierdział - nie wiem, czemu, ale wiele dezodorantów mi po prostu brzydko pachnie. tylko ja mam chyba dość dziwne 'czucie' zapachów, bo np. drożdżowa maska babuszki agafii w ogóle nie pachnie mi ciasteczkami, a ziołami i takie tam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używałam chyba jeszcze żadnego sztyftu Dove. Przez kilka lat używałam dezodorantu Rexony, aż kiedyś po prostu zaczął mi śmierdzieć. I od tego czasu szukam ideału :P
      Najbliżej były kulki Nivea o zapachu trawy cytrynowej, ale kiedy podstępnie podrożały postanowiłam przerzucić się na coś innego :)

      Usuń
    2. rexona mi właśnie śmierdziała na maksa - nie byłam w stanie jej używać, a nivea mnie straszliwie podrażniał:/

      Usuń
  3. nigdy nie lubiłam sztyftów :) wolę kulki :D
    adidasowych używałam kilku już i nic takiego się nie działo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam kiedyś ten sam antyperspirant, ale w kulce. zapchał mnie i porobił bolesne i ogromne gule pod pachami. nie wiem co tam ładują, ale się ich boję i omijam szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. może jakiś wadliwy Ci się trafił po prostu? bo dla mnie to najlepsze antyperspiranty (ja mam akurat z pomarańczową nakrętką)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej podejrzewam to, że nie polubił się z moją kapryśną skórą :)

      Usuń
  6. Uzywam antyperspirantu Rexony Maximum Protection - inne, 'lzejsze' dezodoranty, czy w kulkach, czy w sztyftach, po prostu na mnie nie dzialaja.
    Dobrze sie naklada, nie plami, tylko opakowanie ma troche nieporeczne i nieprzyjazne dla srodowiska. Ale trudno - czego to sie nie robi dla niesmierdzenia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mialam tak po kazdym deo zawierajacym aluminium chloride. W internecie znalazlam, ze wlasnie ten skladnik w polaczeniu z potem powoduje takie przebarwienia, poza tym jest ponoc szkodliwy ale co do tego dokladnych informacji nie mam. Po prostu uzywam teraz dezodoranty bez tego skladnika (choc trudno takie znalezc...) i juz ani razu nie mialam tego problemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możesz podać jakie znasz bez aluminium chloride? Skoro to to powoduje żółte ślady, jeden problem byłby rozwiązany ;)

      Usuń
    2. Od dluzszego czasu uzywam sebamed, przedtem cd. Z obydwu jestem zadowolona :)

      Usuń
  8. Oj nie, Adidas to zło! Mi poniszczył letnie koszulki! Każda biała ma żółte przebarwienia. Tylko, że ja miałam kulkę. A Garnier niestety kompletnie nie chronił, więc dawało mi to średni komfort. Kiedy lubiła Rexonę, ale dłuuugo wysychał. Teraz "jadę" na Nivea.Ale tylko kulki, sztyfty zostawiają ślady które mnie irytują. Zastanawiałam się kiedyś jak jest z tymi aptecznymi, ale nigdy żadnego nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie i tak większość antyperspirantów nie chroni, i tak, i tak mam mokre plamy pod pachami, ale przestało mnie to ruszać :)
      Mam nadzieję, że z Garnierem nie będę się tak męczyć jak z tym :)

      Usuń
  9. ja się przestawiam na ałun :o męczę mnie te drogeryjne antyperspiranty - pot rzecz normalna, ale ałun ponoc blokuje jego rozkład, a nie jak antyperspiranty (zwłaszcza te alkoholowe) blokuje go całkiem, nie powoduje podrażnień, ba nawet je goi:) no i nie zawiera aluminium:) Używałyście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używałam ałunu, ale za to poczytałam sobie o nim na blogu pewnego mądrego człowieka: http://nowaalchemia.blogspot.com/2012/07/aun.html :)
      Jestem ciekawa ałunu, chciałabym wypróbować, ale do jednych "eko" dezodorantów już się bardzo zraziłam.

      Usuń
    2. dziękuję za link - dużo wyjaśnia w kwestii aluminium, bo jak pisze autor tekstu w ałunie też jest:(

      Usuń
  10. Używam Rexony, która nie robi białych śladów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Główko ja CIę wielbię miłością wszelaką do każdego rodzaju postów xd możesz nawet napisać o praniu skarpetek a ja i tak poczuję się jak natchniony Mickiewicz xd xd ;D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, dziękuję ;)
      O skarpetkach może innym razem ;)

      Usuń
  12. Dezodoranty...
    nie mam ulubionego. Może z Yves Rocher ten różowy, ale nie chronił jesienią, nie będzie chronił tez latem. Do plusów: nie podrażniał.
    Uzywałam kiedyś niebieskiego Adidasa kulkę. Lubiłam go, choć nie był idealny. Rexony albo Lady Speedstick moja skóra nie lubi.
    Dove próbowałam pewnie ze skutkiem neutralnym. Podobnie Nivei. Ziaja mi brzydko pachnie. Zastanawiam się nad Crystalem. Albo neutralnym aptecznym zapachem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziwna sprawa z tym adidasem ;) Nie lubię sztyftów ani kulek,zawsze mam wrażenie ,że zostawią plamy pod pachami. Raz Garnier mineral załatwił mi białymi ciapkami koszulkę po zaledwie jednym użyciu. Próbowałam to sprać,ale na próżno. Od tamtej pory używam tylko antyperspirantów w sprayu,przynajmniej mam pewność,że nie zniszczą mi ubrań :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się jakiś czas temu przerzuciłam na alterrę i jestem zadowolona. Na początku skóra jest przyzwyczajona do antyperspirantów z aluminium może reagować wzmocnionym poceniem, ale potem to powinno przejść. Przez dłuższy czas używałam alterry w kulce, ale odkryłam że w atomizerze pachnie o wiele ładniej. Plusy:
    -znikły mi przebarwienia pod pachami - w końcu, bo były ohydne
    -przestały mi się przebarwiać, brudzić ubrania
    -przestały mi się oklejać ubrania pod pachami, szczególnie staniki mi się kiedyś oklejały dezodorantami i to potem nie chciało się spierać. Teraz nie mama takiego problemu, wszystko dopiera się łatwo i do końca.
    -zapach i ilość potu jest taka sama albo i mniejsza jak przy super mocnych antyperspirantach z aluminium.


    BTW mam też ałun w sztyfcie, ale wg mnie mocno wysusza i ściąga skórę i nie mogę go używać kilka dni pod rząd bo skóra reaguje podrażnieniem. Ale jest ok na specjalne okazje.

    OdpowiedzUsuń